„To twoja wina” – powiedziała. „Mówiłeś, że bycie miłym zadziała”.
„Nie zwalaj tego na mnie” – warknął. „Jesteś córką. Masz się nim zająć”.
„A ty jesteś tym, kto znalazł tę wycenę” – powiedziała. „Narobiłeś nam nadziei”.
„Nasze nadzieje?” – prychnął. „To ty robiłaś mu jajka każdego ranka”.
Coś się rozbiło. Może szkło.
Drzwi się otworzyły. Na korytarzu słychać było ciche kroki.
„Mamo? Tato?” Głos Braxtona był cichy.
„Wróć do łóżka” – powiedziała Bula.
„Dlaczego walczysz?”
„Nie jesteśmy” – powiedziała. „Po prostu idź spać”.
„Czy to przez dziadka?” zapytała mała Cellophina.
Cisza.
Potem głos Buli — zimny i wyraźny.
„Tak” – powiedziała. „Tak, to dzięki dziadkowi”.
Zamknąłem oczy.
Moja zemsta zadziałała.
Dlaczego więc tak się czułem?
Około północy siedziałem sam w swoim studio. Laptop był otwarty. Na ekranie świeciło zdjęcie prawdziwego portretu – arcydzieło warte milion dolarów, ukryte i bezpieczne w bankowym sejfie.
Zadzwonił mój telefon. Nieznany numer.
„Panie Harrison, tu adwokat Morton Fischer” – powiedział mężczyzna. „Reprezentuję pańską córkę, Bulę Harrison Crawford. Musimy omówić pańską niedawną donację i pańską zdolność do podejmowania takich decyzji. Chciałbym umówić się na spotkanie”.
Rozłączyłem się.
Zatrudnili prawnika.
Rozgrywka nabrała tempa.
Następnego ranka zadzwonił Sid.
„Bez powitania” – powiedział. „Zostałeś obsłużony”.
Ostrożnie odstawiłem kawę.
„Podano?” – zapytałem.
„Dokumenty prawne” – powiedział. „Wniosek o ustanowienie opieki i kurateli. Twierdzą, że nie jesteś w stanie zarządzać swoimi sprawami”.
Słowo zawisło w powietrzu.
Niekompetentny.
„Kiedy?” zapytałem.
„Doręczyciel powinien przybyć w ciągu godziny” – powiedział Sid. „Już idę”.
Przez okno zobaczyłem SUV-a Buli na podjeździe. Thaddius pakował coś do bagażnika. Byli w domu, obserwowali, czekali, aż zobaczę moją minę, kiedy przyjdą papiery.
„Niech przyjdą” – powiedziałem.
Dzwonek do drzwi zadzwonił czterdzieści minut później.
Doręczyciel. Młody facet. Wyraz przeprosin.
„Cornelius Harrison?” zapytał.
„Tak” – powiedziałem.
„Dostarczono ci” – powiedział, wręczając mi kopertę. „Masz czternaście dni na odpowiedź. Miłego dnia”.
Stanęłam w drzwiach i otworzyłam kopertę.
Wniosek o ustanowienie opieki i kurateli. Zarzuty podeszłego wieku wpływające na osąd. Impulsywne decyzje finansowe. Narażenie na wykorzystywanie.
Bula obserwowała wszystko z okna swojej sypialni.
Spojrzałem w górę, spotkałem jej oczy i bezgłośnie wypowiedziałem jedno słowo.
“Wojna.”
Sid przybył dwadzieścia minut później i rozłożył papiery na moim kuchennym stole.
„Twierdzą, że jesteś niekompetentny” – powiedział. „Zaawansowany wiek wpływa na twoją zdolność oceny sytuacji”.
„Mam siedemdziesiąt lat, nie dziewięćdziesiąt” – powiedziałem.
„Przytaczają darowiznę na rzecz muzeum jako dowód impulsywnego podejmowania decyzji” – dodał.
„Planowałem tę darowiznę przez pięć lat” – powiedziałem. „Wiem o tym”.
„Nie robią tego” – odpowiedział. „Albo kłamią. Tak czy inaczej, będziesz potrzebował oceny kompetencji. Powinno być łatwo. Jesteś bystry jak zawsze”.
„Łatwo” – powtórzyłem.
Wpatrywałem się w papiery.
„Sid” – powiedziałem cicho. „Próbują odebrać mi autonomię”.
„Próbują” – powiedział. „Nie uda im się. Ale to będzie publiczne. Akta sądowe. Ludzie się dowiedzą”.
„Dobrze” – powiedziałem. Mój głos zabrzmiał głośniej, niż się spodziewałem. „Niech zobaczą, w co wyrosła moja córka”.
W gabinecie dr Sharon Margolus pachniało lawendą i podręcznikami. Trzy dni później siedziałem naprzeciwko niej w wyściełanym fotelu.
„Który to rok, panie Harrison?” zapytała.
„2025” – powiedziałem.
„Obecny prezydent?”
„Czy musimy rozmawiać o polityce?” – zapytałem.
Uśmiechnęła się lekko.
„Po prostu ustalamy punkt wyjścia” – powiedziała.
Podała mi kartkę papieru.
„Licz od stu wstecz, co siedem” – powiedziała.
„Sto, dziewięćdziesiąt trzy, osiemdziesiąt sześć, siedemdziesiąt dziewięć, siedemdziesiąt dwa, sześćdziesiąt pięć, pięćdziesiąt osiem” – powiedziałem.
„Wystarczy” – powiedziała, robiąc notatkę.
„Opowiedz mi o swoich ostatnich decyzjach finansowych” – powiedziała.
„Podarowałem obraz muzeum” – powiedziałem. „Rodzinna pamiątka. Wydawało się stosowne”.
Poprosiła mnie, żebym narysował zegar.
„Zegar?” zapytałem.
Jestem byłym rzeczoznawcą dzieł sztuki, który spędził czterdzieści lat na badaniu dzieł starych mistrzów. Musiałem narysować zegar, aby udowodnić, że nie jestem niedołężny.
Zrobiłem z tego zegar Dalego, który się topi.
Ona się nie śmiała.
Psychiatrzy nie mają poczucia humoru.
Nadal zdałem.
„Twoja córka twierdzi, że to było impulsywne” – powiedziała.
„Moja córka chce pieniędzy” – odpowiedziałem. „To różnica”.
„Brzmisz, jakbyś był zły” – zauważyła.
„A nie?” – zapytałem. „Twoje własne dziecko próbuje cię orzec o niezdolności do czynności prawnych?”
Zrobiła więcej notatek.
„To bardzo racjonalna odpowiedź” – powiedziała.
Tymczasem gdzieś w mieście Thaddius wykonał telefony i zatrudnił pewnego detektywa o nazwisku Frank Morris, za dwieście dolarów dziennie.
Cel śledztwa: portret.
Morris znalazł młodszego kustosza w muzeum. Marcusa Chena. Kredyty studenckie. Problemy z czynszem. Pięćdziesiąt tysięcy długu. Dwa tysiące w gotówce przeszły na parking za Starbucksem.
Po godzinach pracy Marcus obejrzał podarowany portret i zdał relację.
„To reprodukcja” – powiedział. „Z nowoczesnych materiałów. Ma może pięć lat. Z ramą warta trzysta.”
Słysząc to, Thaddius nie zdawał sobie sprawy, że właśnie poznał prawdę – że celowo podarowałem mu nic niewartą podróbkę.
Zamiast tego wymyślił nową historię.
„Zamienił je” – powiedział Buli. „Dał im podróbkę. Oryginał sobie zatrzymał”.
Nowy spisek. Nowe polowanie. Ta sama desperacja.
Pierwszego marca drzwi mojego studia się otworzyły.
„Wiemy, co zrobiłeś” – powiedziała Bula.
Podniosłem wzrok znad książki.
„Dzień dobry tobie również” – powiedziałem.
„Portret” – powiedziała. „Ten, który dałeś muzeum. Jest fałszywy”.
„Naprawdę?” zapytałem.
„Daliśmy to do sprawdzenia” – powiedziała. „To reprodukcja. Współczesna. Warta kilkaset dolarów”.
„Ciekawe” – powiedziałem.
„Gdzie jest ten prawdziwy?” – zapytał Thaddius. „Gdzie go schowałeś?”
„Myślisz, że oszukałem muzeum?” – zapytałem. „Ja? Człowiek, którego reputacja opiera się na uczciwości?”
„Bawisz się” – powiedział.
„Może i tak” – powiedziałem. „A może tak bardzo pragniesz pieniędzy, że widzisz skarby, które nie istnieją”.
Ich prawnik zadzwonił tego popołudnia.
„Panie Harrison, mamy dowody na nieprzewidywalne zachowania” – powiedział Fischer. „Impulsywne oddawanie cennych dzieł sztuki…”
„To moje rodzinne pamiątki” – wtrąciłem. „Nie potrzebuję pozwolenia”.
„W pana wieku, osąd może być upośledzony” – powiedział.
„Mój osąd jest doskonały” – odpowiedziałem. „Twój, biorąc tę sprawę, jest wątpliwy”.
„Zobaczymy, co powie sędzia” – warknął.
Rozłączyłem się.
Tej nocy wyciągnąłem stare albumy ze zdjęciami z półki i usiadłem sam w swoim studiu.
Bula ma trzy lata, zęby bez ząbków, pędzel w ręku.
Ósma Bula w nowojorskim muzeum wpatruje się w obraz Moneta.
Szesnastoletnia Bula na lekcji plastyki, jej pierwsze płótno ustawione na sztaludze.
Gdzie poszła ta dziewczyna?
Wziąłem telefon i napisałem wiadomość.
„Musimy porozmawiać. Naprawdę porozmawiać. Nie o pieniądzach – o nas.”
Mój kciuk zawisł nad przyciskiem „Wyślij”.
Pytanie doktor Margolus odbiło się echem w mojej głowie.
„Czy uważasz, że pojednanie jest możliwe?”
Odpowiedziałem, że nie.
No cóż, nie wiedziałem.
Usunąłem wiadomość.
Wątpliwości pozostały.


Yo Make również polubił
„Nie wiedziałem tego! Dobrze wiedzieć”: Dziadek radzi sobie z chwastami
11 najlepszych środków zaradczych na bazie miodu
Ile twarzy widzisz na tym drzewie?
Dlaczego mam skurcze nocne?