Goście krzyczeli i odskakiwali od stołów. Kurczaki rozbiegły się we wszystkie strony, trzepocząc skrzydłami, przewracając ozdoby na stołach i rozrzucając je po wypolerowanej podłodze. Jeden wylądował prosto na stole z deserami, posyłając kaskadę ciastek. Inny poleciał prosto na stół główny, rozrzucając starannie ułożone nakrycia.
Caroline zamarła z otwartymi ustami z przerażenia, gdy wyjątkowo duża kura rzuciła się prosto na nią. Skoczyła, szponami wbijając się w delikatny materiał jej sukni, zostawiając błotniste ślady na nieskazitelnie białym jedwabiu. Wrzasnęła, próbując ją odpędzić, ale kura była zdeterminowana. Machała skrzydłami i skrzeczała, zaplątując się w jej tren.
Za zamieszaniem podążało więcej kurczaków, aż w końcu Caroline została otoczona tornadem piór i hałasu.
Charles próbował pomóc, chwytając ptaki, ale były zbyt szybkie. Jeden dziobnął go w dłoń, a on pisnął i się cofnął.
Goście byli teraz w stanie paniki. Kobiety w drogich sukienkach wdrapywały się na krzesła. Mężczyźni próbowali odgonić ptaki serwetkami. Obsługa kelnerska wyglądała na kompletnie przytłoczoną, niepewną, czy gonić kurczaki, czy kontynuować serwowanie obiadu.
Siedziałem przy stole, zupełnie nieruchomo, obserwując to wszystko. Upiłem łyk wody, pozwalając sobie na leciutki uśmiech.
Karolina kręciła się teraz, próbując uwolnić sukienkę z rąk kurczaków, a jej idealne włosy wymykały się z wsuwek. Jej makijaż zaczynał spływać od łez frustracji. Piękna, opanowana panna młoda zniknęła, zastąpiona przez kogoś, kto desperacko walczył ze zwierzętami gospodarskimi na oczach dwustu gości.
„Zabierzcie je ode mnie!” krzyknęła. „Niech ktoś coś zrobi!”
Pracownicy bardzo się starali. Naprawdę. Ale łapanie kurczaków w formalnej sali przyjęć, ubranych w smokingi, okazało się trudniejsze, niż się spodziewano. Za każdym razem, gdy udało im się osaczyć jedną, dwie kolejne uciekały w innym kierunku.
Kurczak wskoczył na tort weselny i cała górna warstwa się przewróciła, a lukier rozprysnął się po podłodze. Kolejny trafił na stół z prezentami, przewracając starannie zapakowane paczki.
Muzyka klasyczna ucichła. Jedynymi dźwiękami były teraz skrzeczenie, krzyki i szaleńcze tupotanie stóp i skrzydeł po marmurze.
Patrzyłem, jak twarz Caroline zmienia się z szoku w przerażenie, a potem w furię. Rozglądała się dziko, próbując zrozumieć, co się stało, jak to wszystko mogło pójść tak źle.
Jej wzrok przesunął się po pokoju, zatrzymując się na poszczególnych gościach w poszukiwaniu odpowiedzi.
Ale ona na mnie nie spojrzała. Jeszcze nie. Nadal nie miała pojęcia.
W porządku. Mogłem poczekać.
Ponieważ to był dopiero początek.
W końcu czekała na mnie jeszcze jedna niespodzianka, taka, która sprawi, że kurczaki będą wydawać się niczym więcej niż tylko zabawną przystawką.
Danie główne było jeszcze przed nami.
Załatwienie ostatniego kurczaka zajęło prawie dwadzieścia minut. Do tego czasu sukienka Caroline była w ruinie, jej włosy w opłakanym stanie, a jej opanowanie całkowicie się rozpadło. Stała na środku korytarza, trzęsąc się z wściekłości, domagając się odpowiedzi, których nikt nie mógł jej udzielić.
„Kto to zrobił?” – powtarzała, a jej głos rósł z każdym powtórzeniem. „Kto miałby to zrobić?”
Charles próbował ją uspokoić, ale ona go odepchnęła.
Goście wrócili na swoje miejsca, szepcząc między sobą, niektórzy z trudem powstrzymywali śmiech. To nie była elegancka uroczystość, którą im obiecano. Zapowiadało się widowisko.
Caroline wycofała się do stołu prezydialnego, a ktoś narzucił jej szal na poplamioną suknię. Próbowała ocalić resztki wieczoru, wymuszając uśmiech, który wyglądał raczej jak grymas. DJ próbował ponownie włączyć muzykę, przywrócić choć odrobinę normalności.
Wtedy światła przygasły.


Yo Make również polubił
Zrobiłeś to źle. To najłatwiejszy i bezproblemowy sposób na przyrządzenie bekonu
Spalaj tłuszcz z brzucha jak szalony
Deser jabłkowy bez pieczenia na bazie ciasteczek
Oryginalna receptura soku Breussa (kuracja Rudolfa Breussa)