„Mamo, spróbuj tego kubka czekolady. Zrobiłam go specjalnie dla ciebie”. Córka podała mi kubek gorącej czekolady, uśmiechając się słodko. Zapach był trochę dziwny, więc nie chciałam go pić. Kiedy się odwróciła, zamieniłam się kubkami z jej mężem. Dwadzieścia minut później w kuchni rozległ się przeraźliwy krzyk. – Page 5 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

„Mamo, spróbuj tego kubka czekolady. Zrobiłam go specjalnie dla ciebie”. Córka podała mi kubek gorącej czekolady, uśmiechając się słodko. Zapach był trochę dziwny, więc nie chciałam go pić. Kiedy się odwróciła, zamieniłam się kubkami z jej mężem. Dwadzieścia minut później w kuchni rozległ się przeraźliwy krzyk.

„Bo Monica jest niezwykle inteligentna” – powiedział Clark. „Rozłożyła zgony na lata, za każdym razem stosując inne metody i przeprowadzając się na tyle często, że sprawy trafiały do ​​różnych jurysdykcji. Nigdy nie było powodu, żeby je łączyć – aż do teraz”.

Przesunęła w moją stronę kolejny plik.

„A potem jest jeszcze jej dzieciństwo” – powiedziała. „Wznowiliśmy śledztwo w sprawie pożaru, w którym zginęli jej biologiczni rodzice”.

Poczułem ucisk w żołądku.

„To nie był wypadek” – powiedział Clark. „W wielu pomieszczeniach znajdowały się substancje przyspieszające spalanie. W oryginalnych notatkach jest wzmianka o dziecięcych odciskach stóp w sadzy. A Monica nie miała pięciu lat, kiedy to się stało. Miała osiem”.

„Widziałam dokumenty, w których napisano, że ma pięć lat” – powiedziałam słabo.

„Dokumenty zostały sfałszowane” – powiedział Clark. „Jane Miller zmieniła swój wiek, żeby wyglądać młodziej i bardziej sympatycznie. I tak – Jane wiedziała, że ​​Monica celowo podpaliła. Są notatki wskazujące, że uznała zachowanie Moniki za niebezpieczne”.

„To dlaczego pozwoliła mi ją adoptować?” – wyszeptałem.

„Bo Jane otrzymała 50 000 dolarów z konta powiązanego ze spadkiem Moniki” – powiedział ponuro Clark. „Twoja córka przekupiła urzędnika państwowego w wieku ośmiu lat”.

Spojrzałem na nią.

„Przez trzydzieści lat” – powiedziałem powoli – „wychowywałem seryjnego mordercę”.

„Wychowałaś dziecko” – powiedział łagodnie Clark. „Zostałaś oszukana przez profesjonalistów, którzy powinni cię chronić. To nie twoja wina”.

Zawahała się.

„Monica prosiła o spotkanie z tobą” – dodała. „Mówi, że musi ci coś wyjaśnić”.

„Wyjaśnić co?” – zapytałem.

„Nie jesteśmy pewni” – powiedział Clark. „Rozmawiała z psychologami więziennymi. Mówi, że tak naprawdę nigdy cię nie kochała – że adoptowałeś ją, żeby wypełnić pustkę, że wykorzystałeś ją, żeby poczuć się lepiej”.

Wzdrygnąłem się.

„Wierzysz w to?” – zapytałem.

„Obserwowałem cię przez całe śledztwo” – powiedział Clark. „Kochałeś tę dziewczynę całym sercem. Cokolwiek teraz mówi, to manipulacja tobą, a nie mówienie prawdy”.

„Czy powinienem ją zobaczyć?” zapytałem.

„To twoja decyzja” – powiedział Clark. „Jeśli tak zrobisz, przygotuj się. Ona dokładnie wie, które przyciski nacisnąć”.

„Chcę ją zobaczyć” – powiedziałem, zaskakując się stanowczością w głosie. „Po trzydziestu latach zasługuję na to, żeby usłyszeć prawdę z jej ust”.

Więzienie okręgowe mieściło się w niskim, szarym budynku na obrzeżach Phoenix, otoczonym drutem kolczastym i siatką. Wewnątrz unosił się zapach środków dezynfekujących i rezygnacji.

W pokoju odwiedzin Monika siedziała przy metalowym stole w pomarańczowym kombinezonie. Przez chwilę wyglądała jak mała dziewczynka, która weszła do mojego salonu trzy dekady wcześniej – drobna, krucha, zagubiona.

„Mamo” – powiedziała cicho, kiedy usiadłam. „Dziękuję, że przyszłaś”.

„Słucham” – powiedziałem.

W jej oczach pojawiły się łzy.

„Przede wszystkim bardzo przepraszam za wszystko, co się wydarzyło” – zaczęła. „Nigdy nie chciałam skrzywdzić Davida. I na pewno nie chciałam skrzywdzić ciebie”.

Jej głos był miękki i melodyjny, taki sam, jakiego używała jako nastolatka, gdy czegoś chciała.

„Monica” – powiedziałem – „policja powiedziała mi, że zabiłaś co najmniej osiem osób”.

„To nieprawda” – powiedziała szybko. „Niektóre z tych śmierci były wypadkami. Inne… ci ludzie byli źli, mamo. Zranili mnie. Zranili innych. Zasłużyli na to, co się stało”.

„Twoi mężowie?” – zapytałam.

„Robert mnie uderzył” – powiedziała, a jej oczy znów się zaszkliły. „Każdej nocy. Nie mówiłam ci, bo nie chciałam, żebyś się martwił. To była samoobrona”.

„A Frank?”

„Frank kradł pieniądze starszym klientom w pracy” – powiedziała. „Zniszczył im życie. To, co mu zrobiłam, było sprawiedliwością”.

„A sąsiad, który skarżył się na twoje koty?” – zapytałem.

Po raz pierwszy w jej wyrazie twarzy pojawił się jakiś błysk.

„Groził, że ich otruje” – powiedziała. „Nie mogłam na to pozwolić”.

„Moniko” – powiedziałem cicho – „zabiłaś swoich biologicznych rodziców?”

Jej oczy się zwęziły.

„Kto ci to powiedział?” zapytała.

„Policja zbadała pożar” – powiedziałem. „Wiedzą, że to nie był wypadek. Wiedzą, że miałeś osiem lat”.

„Oni nie rozumieją” – powiedziała. „Moi rodzice byli potworami. Robili mi rzeczy, których żadne dziecko nie powinno znosić. Musiałam się bronić”.

„Dlaczego skłamałeś co do swojego wieku?” zapytałem.

„Nie zrobiłam tego” – powiedziała. „Pracownicy socjalni byli zdezorientowani”.

„A łapówka?” – zapytałem. „Pieniądze, które zapłaciłeś Jane Miller za sfałszowanie twoich dokumentów?”

Jej oczy błysnęły.

„Mamo, policja cię okłamuje” – powiedziała. „Chcą cię nastawić przeciwko mnie”.

Pochyliłem się do przodu.

„Czy ty mnie naprawdę kochałeś?” – zapytałem.

Zamrugała.

“Co?”

„Zapytałam, czy kiedykolwiek mnie kochałeś” – powiedziałam. „Nie, czy mnie doceniałeś. Nie, czy traktowałeś mnie jak swoją matkę. Czy mnie kochałeś”.

„Oczywiście, że cię kochałam” – powiedziała szybko. „Jesteś jedyną matką, jaką kiedykolwiek znałam”.

„To nie jest odpowiedź” – powiedziałam cicho. „Czytałam twoje pamiętniki, Moniko. Wiem, co o mnie napisałaś”.

Na moment maska ​​opadła.

Wyraz jej twarzy stwardniał, rysy stały się zimne i nie do poznania.

„Chcesz poznać prawdę?” zapytała.

„Tak” – powiedziałem. „Tym razem chcę usłyszeć prawdę”.

„Nie” – powiedziała beznamiętnie. „Nigdy cię nie kochałam. Ani przez sekundę przez trzydzieści lat”.

Słowa te uderzają niczym ciosy fizyczne.

„Dlaczego?” wyszeptałam.

„Bo jesteś żałosna” – powiedziała spokojnie. „Samotna kobieta tak bardzo pragnąca zostać matką, że adoptowała dziecko, nie zadając żadnych pytań. Wierzyłaś w każdą historię, którą ci opowiadali, bo dawała ci poczucie szczęścia. Sprawiała, że ​​czułaś się potrzebna”.

„Ufałam pracownikom socjalnym” – powiedziałam słabo.

„Ufałeś im, bo chciałeś” – powiedziała. „Bo to było łatwiejsze niż zbytnie przyglądanie się”.

„Czy wiedziałaś, jak łatwo tobą manipulować?” – ciągnęła. „Od pierwszego dnia, kiedy weszłam do twojego domu, wiedziałam dokładnie, jaką jesteś kobietą. Samotną. Potrzebującą pomocy. Spragnioną miłości. Wystarczyło, że zachowałam się jak mała, zraniona dziewczynka, która potrzebowała ratunku. Dałaś mi wszystko”.

„Co do mnie czułeś?” zapytałem. „Coś?”

„Poczułam wdzięczność za twoją użyteczność” – powiedziała. „Satysfakcję, kiedy mnie broniłeś. Ale miłość? Psychopaci nie kochają, mamo. Powinnaś już to wiedzieć”.

„Więc przyznajesz, że jesteś psychopatą” – powiedziałem.

„Przyznaję, że jestem lepsza” – odpowiedziała. „Mądrzejsza od ludzi wokół mnie. Silniejsza. Gotowa zrobić wszystko, żeby osiągnąć to, czego chcę”.

„A czego ode mnie chciałeś?” – zapytałem.

„Pieniądze” – powiedziała po prostu. „Ochrona. Ładna historyjka z klasy średniej. Kto by podejrzewał, że ta słodka dziewczynka, adoptowana przez szanowanego księgowego, jest morderczynią?”

„Czyli to wszystko była gra?” – zapytałem.

„Eksperyment psychologiczny” – powiedziała niemal z dumą. „Jak długo mogę wmawiać inteligentnej kobiecie, że jestem jej kochającą córką, planując ją zabić? Odpowiedź brzmi: trzydzieści lat. Dłużej, niż się spodziewałam, szczerze mówiąc”.

Siedziałem bardzo nieruchomo.

„Wiesz co, Moniko?” – powiedziałem w końcu.

“Co?”

“Dziękuję.”

Zamrugała.

„Po co?” zapytała.

„Za to, że w końcu pokazałaś mi, kim jesteś” – powiedziałam. „Przez trzydzieści lat zastanawiałam się, co zrobiłam źle. Myślałam, że gdybym była lepszą matką, ułożyłabyś sobie życie inaczej. Teraz wiem, że problem nie leżał we mnie”.

„Problemem nadal jesteś ty, mamo” – powiedziała chłodno. „Jesteś słaba”.

„Nie” – powiedziałem, wstając. „Problem tkwi w tobie. Jesteś drapieżnikiem, który żywi się dobrocią innych ludzi. Ale twoje dni polowań już minęły”.

„Czekaj” – powiedziała ostro. „Wciąż cię potrzebuję”.

„Po co?”

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Bułki z makiem: pyszny dodatek do każdego posiłku

Instrukcje: W dużej misce wymieszaj mąkę, cukier, sól i drożdże. Do suchych składników dodaj ciepłe mleko, jajko i masło. Mieszaj, ...

Przepis na ciasto cytrynowe z kremem

Instrukcje: Rozgrzej piekarnik do około 163°C (325°F). Nasmaruj formę masłem i mąką. Przesiej mąkę pszenną, mieszankę budyniu cytrynowego, sól i ...

Zapisz ten przepis jako prawdziwą perełkę kuchenną!

5. Nakładaj ciasto małymi porcjami i równomiernie rozprowadzaj. Smaż na małym ogniu do uzyskania złocistego koloru. 6. Ostrożnie przewróć i ...

Oto dlaczego zawsze warto zostawić w zlewie odwróconą szklankę i kartkę papieru przed wyjazdem na wakacje

Wyobraź sobie: po 12 godzinach jazdy w końcu otwierasz drzwi... i wita cię czyste, neutralne i świeże powietrze. Żadnego cofania ...

Leave a Comment