Moi rodzice łagodnie powiedzieli: „Nowy dom musi być wystarczająco duży, żeby cała rodzina twojego brata mogła się w nim pomieścić”. Dlatego celowo kupiłem bardzo mały dom z zaledwie dwiema sypialniami, wystarczający tylko dla mnie. Kiedy przyjechali go obejrzeć, nie mogli uwierzyć i zapytali: „To gdzie będziemy spać?!”. Spokojnie odpowiedziałem: „Nie ma tu dla ciebie miejsca”. – Page 4 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Moi rodzice łagodnie powiedzieli: „Nowy dom musi być wystarczająco duży, żeby cała rodzina twojego brata mogła się w nim pomieścić”. Dlatego celowo kupiłem bardzo mały dom z zaledwie dwiema sypialniami, wystarczający tylko dla mnie. Kiedy przyjechali go obejrzeć, nie mogli uwierzyć i zapytali: „To gdzie będziemy spać?!”. Spokojnie odpowiedziałem: „Nie ma tu dla ciebie miejsca”.

Zrobiłem zrzut ekranu i dodałem do AKTA SPRAWY.

Dziesięć minut później przyszedł e-mail od stowarzyszenia właścicieli domów.

Temat: „Wyjaśnienie dotyczące rejestracji zajmowania lokali”.

„Szanowna Pani Walsh,

Otrzymaliśmy formularz rejestracji dodatkowego pasażera, który wczoraj zostawiłeś w skrzynce w biurze. Chcieliśmy tylko doprecyzować informacje o pojeździe Ford F-150 zarejestrowanym na Dereka Caldwella, żebyśmy mogli wystawić przepustkę parkingową.

Niczego nie zostawiłem.

Odpowiedziałem, prosząc o kopię formularza.

Kierownik wspólnoty mieszkaniowej przesłał nam je e-mailem.

Znów to samo — mój sfałszowany podpis na dole formularza, w którym Derek, Tasha i dzieci byli wymienieni jako stali mieszkańcy, a także ciężarówka Dereka i sedan Tashi.

Moja matka pojechała do biura HOA, wypełniła dokumenty, podpisała je i złożyła.

Próbowała zdobyć dla nich kody do bram i karty parkingowe. Zalegalizować ich obecność w społeczności.

Gdy już mieli przepustki parkingowe, rachunki za media i przesłaną pocztę, każdy policjant, który przychodził do mojego domu, widział dokument z napisem: „Ci ludzie tu mieszkają”. Kręcili głowami i mówili: „Proszę pani, to sprawa cywilna”.

To było złe.

I działało.

Głośny dudnienie na zewnątrz wyrwał mnie z zamyślenia.

Do krawężnika podjechała biała ciężarówka z lokalnego sklepu meblowego oferującego tanie meble.

Dwóch facetów w niebieskich mundurach wyskoczyło, chwyciło wózek i ponownie sprawdziło zawartość swojej teczki.

Wyszedłem na werandę.

„Czy mogę w czymś pomóc?” zawołałem.

„Dostawa dla Caldwell” – powiedział kierowca. „Rozkładana sofa i łóżeczko dziecięce”.

Łóżeczko.

Nie tylko kucały, ale też budowały gniazda.

„Nie ma tu żadnego Caldwella” – powiedziałem. „Masz zły adres”.

Zmarszczył brwi i sprawdził swój schowek.

„42 Oak Creek Drive?” – przeczytał. „Tak jest napisane. Klient: Derek Caldwell”.

„Jestem właścicielem” – powiedziałem. „Nie zamawiałem tego. Derek Caldwell tu nie mieszka. Jeśli pozbędziesz się tych mebli, wyrzucisz je na prywatny teren i każę je usunąć”.

Zawahał się.

„Opłacone” – powiedział. „Po prostu je odwieziemy”.

„Kto zapłacił?”

Spojrzał na fakturę.

„Mastercard kończąca się na 4492.”

Przejrzałem w myślach swoje karty. Nie pasują.

„Pokaż mi tę fakturę” – powiedziałem.

Przekazał mi to.

Adres do faktury: mój dom.

Adres wysyłki: mój dom.

Kontakt z klientem: telefon komórkowy Dereka.

Numer karty nie zgadzał się z żadną z moich kart.

Jeśli sfałszowali mój podpis na formularzu pocztowym i formularzu stowarzyszenia właścicieli domów, co jeszcze podpisywali w moim imieniu?

„Odmawiam przyjęcia dostawy” – powiedziałem, oddając fakturę. „Jeśli ją zostawisz, zadzwonię na policję za nielegalne składowanie odpadów”.

Narzekał, ale machnął ręką na partnera, żeby załadował wózek. Ciężarówka w końcu odjechała.

Wróciłem do środka, serce waliło mi jak młotem.

Mój stos poczty wciąż leżał nieotwarty na kuchennym blacie. Przejrzałem go drżącymi rękami.

Spam. Ulotka z kuponami. Katalog.

I biała koperta z banku, którego nie rozpoznałem – ogólnopolskiej firmy pożyczkowej specjalizującej się w pożyczkach „drugiej szansy” i agresywnych produktach hipotecznych.

Przez okno mogłem zobaczyć swoje imię.

Rozdarłem to.

„Droga Stello Walsh,

Dziękujemy za niedawne zapytanie dotyczące kredytu hipotecznego pod zastaw nieruchomości (HELOC) przy 42 Oak Creek Drive. Na podstawie wstępnej wyceny nieruchomości, możesz kwalifikować się do wykorzystania kapitału do 50 000 USD.

Zapytanie.

Ktoś złożył wniosek o kredyt hipoteczny na mój dom.

Zakręciło mi się w głowie.

Nie potrzebujesz do tego tylko adresu. Potrzebujesz aktu własności. Numeru identyfikacyjnego działki. Dokładnego opisu prawnego nieruchomości.

A potem przypomniałem sobie noc sprzed trzech tygodni.

Ostatnia spokojna kolacja w domu moich rodziców na skraju miasta.

„Och, Stella, jestem z ciebie taka dumna” – wykrzyknęła mama, nalewając słodką herbatę przy kuchennym stole z formiki, z małą amerykańską flagą w ceramicznym wazonie. „Pokaż mi dokumenty. Chcę zobaczyć oficjalną pieczęć. Chcę zrobić zdjęcie, żeby pokazać cioci Lindzie, że moja córka jest właścicielką domu”.

Wahałem się. Ale byłem żałośnie głodny jej aprobaty, chwili, w której cieszyłaby się moim szczęściem, zamiast prosić o pieniądze.

Przyniosłem z samochodu pakiet zamykający.

Trzymała akt własności. Przejrzała dokumenty końcowe. Wyjęła telefon.

Myślałem, że fotografuje pierwszą stronę ze złotą pieczęcią.

Musiała sfotografować każdą stronę. Numer paczki. Mój numer ubezpieczenia społecznego. Szczegóły kredytu hipotecznego.

Zebrała moje dane, przytulając mnie.

Zsunęłam się po szafce kuchennej i usiadłam na podłodze.

Nie chcieli tylko pokoju.

Nie chcieli tylko miejsca do spania.

Chcieli tego aktywa.

Derek tonął w długach. Moi rodzice tonęli w długach przez Dereka. Postrzegali mój dom nie jako dom, ale jako tratwę ratunkową – tratwę wartą 50 000 dolarów.

Zaplanowali wprowadzenie się, zamieszkanie na stałe i wywłaszczenie moich ścian z kapitału.

Gdyby pożyczka została udzielona na moje nazwisko, a oni zniknęli z pieniędzmi, bank by się po mnie zgłosił.

Chcieli mnie doprowadzić do bankructwa, żeby ratować siebie.

Uświadomienie sobie tego faktu spaliło resztki mojego poczucia winy.

To nie była po prostu „rodzina”. To byli drapieżnicy.

Gwałtownie wstałem i podszedłem do laptopa.

Wyszukałem dane kontaktowe lokalnego prawnika, które podał mi mój agent nieruchomości.

„Jeśli kiedykolwiek będziesz miał naprawdę paskudny spór o nieruchomość”, powiedziała, „zadzwoń do Elliota Crane’a. Jest drogi i agresywny. Nie do faceta, do którego dzwonisz, żeby znaleźć przyjaciół. Do faceta, do którego dzwonisz, żeby zniszczyć most”.

Znalazłem jego stronę internetową, wybrałem numer jego biura w centrum miasta i kiedy odebrała recepcjonistka, nie zawracałem sobie głowy pogawędką.

„Nazywam się Stella Walsh” – powiedziałam. „Mam skomplikowaną sprawę dotyczącą prób splądrowania, kradzieży tożsamości, oszustw pocztowych i bezprawnego obciążenia nieruchomości przez członków rodziny. Mam na to wszystko dokumentację. Potrzebuję natychmiastowego spotkania”.

„Pan Crane ma wolne jutro o dziesiątej” – powiedziała.

„Będę tam.”

„Jaki jest twój cel konsultacji?” – zapytała. „Żeby pan Crane mógł się przygotować”.

Spojrzałem na sfałszowany formularz pocztowy na ekranie i list HELOC, który trzymałem w ręku.

„Nie chcę tylko nakazu sądowego” – powiedziałem. „Chcę planu. Chcę, żeby prawnie uniemożliwić im ponowne tknięcie tej nieruchomości. I chcę mieć pewność, że nie będą mogli mnie uciszyć, kiedy prawda wyjdzie na jaw”.

„Zrozumiałam” – powiedziała.

Rozłączyłem się.

Już nie grałem w obronie.

Przynieśli dokumenty na walkę na noże.

Nie rozumieli, że papierkowa robota to moja broń.

Biuro Elliota Crane’a mieściło się na czternastym piętrze wieżowca ze szkła i stali w centrum miasta, całe wyłożone ciemnoszarą wykładziną i ostrymi krawędziami chromu. Przez ścianę okien widać było autostradę międzystanową okrążającą miasto i wąską kolejkę samochodów prowadzącą z powrotem do mojej spokojnej dzielnicy.

Sam Elliot wyglądał, jakby wyrzeźbiono go z granitu i włożono w szyty na miarę grafitowy garnitur. Żadnej serdecznej pogawędki, żadnej propozycji kawy.

„Zobaczmy szkody” – powiedział, wyciągając rękę po moje AKT SPRAWY.

Przejrzał zrzuty ekranu z nękaniem na Facebooku. E-mail z przelewem. Sfałszowany formularz USPS. Rejestracja wspólnoty mieszkaniowej. Oferta kredytu hipotecznego HELOC.

Nie wyglądał na zaskoczonego.

„Jest pani w niepewnej sytuacji, pani Walsh” – powiedział w końcu. „Ale nie z tych powodów, o których pani myśli”.

„Próbują ukraść pięćdziesiąt tysięcy dolarów kapitału” – powiedziałem. „Czy to nie jest główny powód?”

„Pieniądze są motywem” – powiedział. „Metoda jest zagrożeniem. W tej chwili twój brat i matka tworzą coś, co nazywamy narracją o najmie. To powinno spędzać ci sen z powiek”.

Podszedł do okna.

„Jeśli twojemu bratu uda się przespać w tym domu jedną noc, jeśli będzie tam odbierał pocztę przez trzydzieści dni albo jeśli policja przyjedzie i zobaczy jego nazwisko na rachunku za prąd, staje się najemcą z własnej woli, zgodnie z prawem stanowym. Kiedy ktoś jest najemcą, nie można po prostu wymienić zamków i wyrzucić jego rzeczy na trawnik. Trzeba przejść formalną eksmisję. Czy wiesz, ile to teraz trwa?”

„Nie” – powiedziałem. Poczułem ucisk w żołądku.

„Sześć do dziewięciu miesięcy” – powiedział Elliot. „Sześć do dziewięciu miesięcy, podczas których będzie mieszkał w twoim domu, niszczył twój majątek i wystawiał rachunki w twoim imieniu, podczas gdy ty będziesz spłacać kredyt hipoteczny i koszty sądowe, żeby go wyrzucić. A w tym czasie, jeśli zakręcisz wodę lub ogrzewanie, może cię pozwać o eksmisję konstruktywną. Może twierdzić, że to ty sprawiłeś, że dom nie nadaje się do zamieszkania”.

Poczułem, jak krew odpływa mi z twarzy.

„Nigdy tam nie spędził nocy” – powiedziałem. „Zatrzymałem go przy drzwiach”.

„Dobrze” – odpowiedział Elliot. „To jedyny powód, dla którego nasza rozmowa nie różni się zbytnio od poprzednich”.

Usiadł z powrotem i przysunął sobie notes.

„Więc co mamy zrobić?” zapytałem. „Jak go powstrzymać?”

„Przestajemy grać w obronie” – powiedział Elliot. „Budujemy papierową ścianę tak wysoką i grubą, że jeśli spróbuje się na nią wspiąć, trafi do więzienia”.

Otworzył pióro wieczne.

„Najpierw pozbędziemy się niejasności”. Zaczął pisać. „W tej chwili twierdzi, że ma pozwolenie. Musimy formalnie je odwołać w sposób, który będzie akceptowalny w sądzie. Przygotujemy zawiadomienie o zakazie wstępu dla Dereka, Tashy i twoich rodziców”.

„Moi rodzice też?” – zapytałem.

„Wszyscy” – powiedział Elliot. „Twoja matka jest architektem. Twój brat jest ekipą rozbiórkową. Wszyscy dostają po jednym. To nie jest SMS, Stella. To formalny dokument prawny stwierdzający, że ich pozwolenie na wejście na twoją posesję zostało cofnięte. Dostarczymy go listem poleconym za potwierdzeniem odbioru. Ta mała zielona karta z ich podpisem? To twój złoty bilet. Kiedy ją podpiszą, jeśli postawią stopę na twoim podjeździe, to nie będzie to wizyta rodzinna. To wtargnięcie drugiego stopnia. Policja może działać.”

„Dobrze” – powiedziałem. „Zrób to”.

„Po drugie, poczta” – kontynuował Elliot. „Sfałszowanie formularza zmiany adresu jest przestępstwem federalnym. Złożymy dziś skargę do Inspekcji Pocztowej Stanów Zjednoczonych i zgłosimy twój adres jako oszustwo. To położy kres ich oszustwom z przekierowywaniem”.

„A co z mediami?”

„Zablokujemy ich” – powiedział. „Będziesz dzwonić i ustawiać flagi oszustwa oraz uwierzytelnianie dwuskładnikowe – sześć losowych cyfr – nie twoja data urodzenia, nic, co mogliby odgadnąć. Nikt nie zmieni nazwiska, nie wyłączy usługi ani nie doda autoryzowanego użytkownika bez tego kodu PIN”.

Spojrzał mi w oczy.

„Uczynimy twój dom niewidocznym dla nich w systemie. Przetniemy każdą pętlę administracyjną, którą próbowali podłączyć”.

„A pożyczka?” zapytałem. „Dochodzenie w sprawie kredytu hipotecznego HELOC?”

„To jest dźwignia” – powiedział Elliot, a na jego ustach pojawił się zimny uśmiech. „Utrzymamy to. Jeśli sytuacja się pogorszy, zgłosimy kradzież tożsamości i powiadomimy policję. To poważny problem. Wykorzystamy to, żeby ich powstrzymać, gdy kurz opadnie. Na razie zabezpieczamy teren.”

Następną godzinę spędziliśmy na pracy.

Sporządziliśmy zawiadomienia. Język był brutalny i piękny.

„Zawiadomienie o zakazie wtargnięcia: Niniejszym zawiadamia się Państwa, że ​​obowiązuje zakaz wstępu, przebywania na terenie oraz zajmowania nieruchomości położonej przy 42 Oak Creek Drive. Każde naruszenie niniejszego zawiadomienia skutkować będzie natychmiastowym wszczęciem postępowania karnego z całą surowością prawa”.

Kiedy wychodziłam z biura Elliota, miałam w torbie plik kopert z potwierdzeniem odbioru i listę telefonów do wykonania.

Moim pierwszym przystankiem była poczta.

Zapłaciłem za przesyłkę poleconą z potwierdzeniem odbioru dla wszystkich czterech listów. To było najtańsze ubezpieczenie, jakie kiedykolwiek kupiłem.

Rozmawiałem z kierownikiem stacji o oszukańczym przekierowaniu. Pokazałem mu zrzut ekranu ze sfałszowanym podpisem. Potraktował to poważnie, podał mi numer sprawy i anulował prośbę o przekierowanie.

„Oznaczymy ten adres” – powiedział. „Nic nie zostanie przekierowane tutaj ani z tego adresu bez osobistej weryfikacji tożsamości”.

Usiadłem w samochodzie na parkingu i zadzwoniłem do wszystkich dostawców energii elektrycznej, wody, gazu, internetu, ustawiając dla każdego z nich powiadomienia o oszustwach i podając kod PIN.

Następnie pojechałem do dużego sklepu z narzędziami, przeszedłem obok wystaw grilli i mebli ogrodowych i załadowałem do koszyka inteligentne zamki, kamery bezpieczeństwa HD z funkcją nagrywania dźwięku i przechowywania danych w chmurze oraz czujniki okienne.

Po powrocie do domu zresetowałem klawiaturę garażu, wyczyściłem pamięć i zaprogramowałem nowy kod, który nie miał nic wspólnego z żadną datą w moim życiu.

Popołudnie spędziłem zamieniając swój dom w twierdzę.

Nowe rygle. Kamery monitorujące podjazd, ganek i podwórko. Sprawdziłem dźwięk. Gdyby szeptali groźbę, usłyszałbym ją.

Gdy słońce zachodziło, siedziałem w salonie i patrzyłem na monitor, na którym wyświetlano obraz na żywo z mojego przedmieścia.

Mój telefon zawibrował.

SMS od Dereka: „Popełniasz błąd. Wracamy. Nie możesz trzymać rodziny z daleka”.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Odkryj uzdrawiającą moc babki lancetowatej

Proste sposoby na włączenie babki zwyczajnej do codziennej diety Herbata: Zaparz świeże lub suszone liście babki lancetowatej w gorącej wodzie ...

Moja francuska babcia zawsze wkłada goździk do cebuli: byłem zaskoczony, gdy odkryłem powód

„Gwoździami” w tym przypadku są pączki goździków wbite w obraną główkę. W klasycznej wersji używa się 5-6 kwiatów goździków, które ...

Truskawkowe ciasto Moniki

11. Masę budyniową studzimy. 12. Mikserem miksujemy margarynę i stopniowo dodajemy masę budyniową. 13. Wszystkie składniki na poncz razem mieszamy ...

Składniki strudla z kremem z ciasta francuskiego:

Śmietana: podgrzej mleko z laską wanilii. Oddzielnie ubij jajka z cukrem i skrobią kukurydzianą. Wyjmij wanilię z mleka i polej ...

Leave a Comment