Nie byliśmy paranoikami.
Padliśmy ofiarą celowego zamachu na życie.
„Jak długo te leki będą się uwalniać z mojego organizmu?” – zapytałem.
„Biorąc pod uwagę stężenia, nie przyjmowałaś narkotyków od około siedemdziesięciu dwóch do dziewięćdziesięciu sześciu godzin” – obliczyła – „co wyjaśnia, dlaczego ostatnio czujesz się lepiej. Lucinda, te dawki – gdyby ktoś je dalej zwiększał – mogłyby się skończyć tragicznie”.
Śmiertelny.
Słowo to zawisło w powietrzu niczym wyrok śmierci, którego udało się uniknąć.
Po rozmowie z doktorem Reevesem zastałem Damiana w salonie – znów w swojej milczącej roli, przygotowującego się do powrotu rodziców.
Jednak jego oczy spotkały się z moimi, a w ich spojrzeniu było widać inteligencję, jakiej nikt inny nie zauważył przez osiem lat.
„Lekarz potwierdził wszystko” – powiedziałem mu cicho. „Leki, zagrożenie – wszystko”.
Skinął uroczyście głową, po czym wskazał na mały dyktafon cyfrowy, który schowaliśmy za książkami na mojej półce.
Wszystko było gotowe na konfrontację, która miała zadecydować o naszej przyszłości.
Dokładnie o wpół do trzeciej po południu usłyszałem znajomy dźwięk samochodu Deana wjeżdżającego na podjazd.
Przez okno patrzyłem, jak mój syn i synowa wysiadają z samochodu – opaleni i zrelaksowani po tygodniu luksusów, czekając na wieści o moim zgonie.
Nyla poruszała się pewnym krokiem osoby, która wierzyła, że jej plan się powiódł.
Dean wyglądał na zmęczonego – prawdopodobnie z powodu wewnętrznego stresu związanego z tym, w czym zgodził się wziąć udział – ale mimo to tu był.
Usiadłam w fotelu w salonie, lekko się garbiąc i pozwalając, by moje włosy wyglądały na bardziej potargane niż zwykle.
Damian siedział na podłodze tuż przy moich stopach, bawiąc się bezszelestnie swoimi zabawkami, ale był gotowy wkroczyć do akcji, gdy tylko nadszedł odpowiedni moment.
Drzwi wejściowe otworzyły się bez pukania.
Nyla nalegała na posiadanie zapasowego klucza „na wypadek sytuacji awaryjnych”.
„Lucindo!” – zawołała Nyla, z udawanym zaniepokojeniem. „Wróciliśmy. Jak się czujesz?”
„Jestem tutaj” – odpowiedziałem, a mój głos zabrzmiał słabo i niepewnie.
Weszli do salonu, a ja uważnie obserwowałem twarz Nyli, gdy oceniała mój wygląd.
W jej oczach pojawił się błysk satysfakcji, który jednak szybko ukryła pod maską niepokoju.
„O mój Boże” – powiedziała, podbiegając do mnie. „Wyglądasz okropnie. Dbasz o siebie?”
„Ja… ja mam problemy” – powiedziałam, lekko bełkocząc. „Mam problemy z zapamiętywaniem. Herbata pomogła, ale jestem strasznie zmęczona”.
„Widzę to” – powiedziała Nyla, kładąc mi chłodną dłoń na czole w geście kpiny z matczynej troski. „Dean, spójrz na swoją matkę. Tak bardzo się pogorszyła w ciągu zaledwie jednego tygodnia”.
Dean stał w pobliżu drzwi, jego twarz była blada i nieswoja.
„Mamo… wszystko w porządku?”
„Jest taka odkąd wyjechaliśmy” – odpowiedziała za mnie Nyla, dokładnie tego się po niej spodziewałam. „Z każdym dniem jest coraz gorzej. Chyba czas poważnie rozważyć naszą rozmowę o alternatywnych warunkach zamieszkania”.
Alternatywne warunki zamieszkania.
Dom opieki — gdzie byłabym jeszcze bardziej odizolowana i podatna na wszelkie jej ostateczne plany wobec mnie.
„Nie rozumiem, co się ze mną dzieje” – powiedziałam, sięgając po dezorientację i strach, które były aż nazbyt realne przez ostatnie dwa lata. „Czasami nie pamiętam, czy jadłam, ani jaki jest dzień. Wczoraj się obudziłam i przez kilka minut nie wiedziałam, gdzie jestem”.
„To zupełnie normalne” – uspokajająco powiedziała Nyla.
A w jej głosie słyszałem ledwo skrywane podekscytowanie.
„Takie rzeczy dzieją się z wiekiem. Ważne, żeby mieć rodzinę, która się o ciebie troszczy”.
Rodzina, która się troszczy.
Kobieta, która przez dwa lata stopniowo mnie zatruwała, wygłaszała mi wykład na temat opieki nad rodziną.
„Nyla” – powiedziałam, patrząc na nią z tym, co, jak miałam nadzieję, wyglądało na wdzięczne zaufanie – „chcę ci podziękować. Za to, że tak dobrze się mną opiekowałaś. Za to, że dbałaś o to, żebym miała wszystko, czego potrzebuję”.
„Oczywiście” – powiedziała, mrucząc lekko. „Od tego są synowe”.
„Zwłaszcza herbata” – kontynuowałem, uważnie obserwując jej twarz. „Zawsze dbasz o to, żebym miał odpowiednią herbatę, która pomoże mi uporać się z problemami”.
Coś zmieniło się w jej wyrazie twarzy — wyostrzenie uwagi mówiło mi, że w myślach oblicza dawki i harmonogramy.
„Wypiłeś wszystko?” – zapytała. „Saszetki, które przygotowałam, są mocniejsze niż zwykle. Powinny pomóc ci w problemach ze snem”.
„O tak” – zapewniłem ją. „Bardzo dbałem o to, żeby pić go dokładnie tak, jak pani kazała. Każdego ranka i każdego wieczoru. Dokładnie tak, jak pani powiedziała”.
Teraz kłamstwo przychodziło mi z łatwością.
Walczyłam o życie nas obojga i nie było miejsca na moralne wątpliwości dotyczące oszustwa.
„Dobrze” powiedziała Nyla.
Satysfakcja w jej głosie była niewątpliwa.
„Konsekwencja jest niezwykle ważna w kwestiach medycznych”.
Zagadnienia medyczne.
Nadal podtrzymywała fikcję, że mi pomaga, a nie szkodzi.
Dean w końcu podszedł i ciężko usiadł na krześle naprzeciwko mnie.
„Mamo, rozmawiałaś ostatnio z doktorem Reevesem? Może powinniśmy umówić się na wizytę, żeby omówić te problemy z pamięcią”.
„Właściwie” – wtrąciła szybko Nyla – „myślę, że dr Reeves może na tym etapie nie być w stanie pomóc Lucindzie. Być może będziemy musieli skonsultować się ze specjalistą – kimś, kto zajmuje się poważniejszymi problemami poznawczymi”.
Specjalista, który byłby przygotowany, aby zobaczyć dokładnie to, co Nyla chciała mu pokazać.
Starsza kobieta, której zdolności umysłowe uległy pogorszeniu do tego stopnia, że wymagała intensywnej opieki.
„Nie chcę być ciężarem” – powiedziałam, pozwalając, by mój głos lekko się załamał. „Jeśli uważasz, że lepiej byłoby, gdybym poszła gdzie indziej…”
„Och, mamo” – powiedział Dean, a w jego głosie usłyszałam autentyczny ból. Jakąkolwiek rolę odegrał w tym spisku, widok mnie w takim stanie wyraźnie na niego wpłynął. „Nie jesteś ciężarem. Chcemy tylko twojego dobra”.
„Najlepsze” – zgodziła się Nyla – „to profesjonalna opieka ze strony ludzi, którzy rozumieją te schorzenia”.
To był moment, na który czekałem.
Nyla czuła się teraz komfortowo, była pewna sukcesu swojego planu i chętna do przejścia do następnej fazy.
Nadszedł czas, aby zastawić pułapkę.
„Damian” – powiedziałam cicho, dotykając ramienia wnuka – „czy mógłbyś przynieść babci szklankę wody? Czuję lekkie zawroty głowy”.
Damian spojrzał na mnie i na moment nasze oczy się spotkały.
Skinął głową i wstał.
Jednak zamiast udać się do kuchni, podszedł do regału, na którym ukryty był nasz dyktafon cyfrowy.
„Co on robi?” – zapytała Nyla, rozproszona nieoczekiwanym zachowaniem. „Damian, kuchnia jest tam”.
Damian zignorował ją, sięgnął za książki i wyjął małe urządzenie.
Gdy się odwrócił, trzymając go w swoich małych dłoniach, twarz Nyli zbladła.
„Damian” – powiedział Dean z wyraźnym zmieszaniem w głosie. „Co tam masz?”
A potem, po raz drugi w życiu mojego wnuka, przemówił przed swoimi rodzicami.
„To dyktafon” – powiedział wyraźnie, a jego głos doskonale niósł się po cichym pokoju. „Nagrywałem wszystko dla babci, w tym wszystkie momenty, kiedy mama opowiadała o lekarstwie, które dosypywała do herbaty”.
Efekt był natychmiastowy i niszczycielski.
Nyla szarpnęła się do tyłu, jakby została uderzona.
Dean otworzył usta ze zdumienia, a na jego twarzy malowały się kolejno: zmieszanie, szok i narastająca groza.
„To niemożliwe” – wyszeptała Nyla. „On nie mówi. Nie może mówić”.
„Mogę mówić” – powiedział Damian, a jego głos z każdym słowem stawał się coraz mocniejszy. „Zawsze potrafiłem mówić. Po prostu sprawiłeś, że bałem się to zrobić w obecności kogokolwiek”.
„Damian?” Głos Deana był ledwo słyszalny. „Ty… jak długo potrafisz mówić?”
„Całe życie” – powiedział Damian, podchodząc do mojego krzesła. „Ale mama powiedziała mi, że jeśli kiedykolwiek się odezwę, kiedy nie powinnam, odeśle mnie i zrobi krzywdę babci. Więc nauczyłam się milczeć”.
Prawda zaczęła teraz wychodzić na jaw.
Osiem lat wymuszonego milczenia w końcu przerwane.
Z każdym słowem widziałam, jak starannie skonstruowany świat Nyli rozpada się wokół niej.
„To niemożliwe” – powtórzyła podniesionym głosem. „Ma upośledzenie umysłowe. Lekarze to potwierdzili. Badania…”


Yo Make również polubił
Przygotuj ten domowy syrop, a raz na zawsze pozbędziesz się kaszlu, flegmy i grypy.
Oto jak używać torebki herbaty, aby trzymać z daleka owady i gryzonie
Moi rodzice powiedzieli lekarzowi: „Nie mamy czasu na papierkową robotę” — Kiedy się obudziłem, moim nowym opiekunem prawnym była ostatnia osoba, jakiej się spodziewali
Są tak pyszne, że robię je co weekend, 3-minutowe naleśniki z czosnkiem