To nie było pytanie, lecz stwierdzenie.
G i ja moglibyśmy ci pomóc z projektantem. To wszystko wygląda strasznie staroświecko.
Lubię mój dom taki, jaki jest.
Starałem się, aby mój głos brzmiał lekko i swobodnie.
Jest w tym tak wiele wspomnień.
Dlatego musisz wszystko zmienić” – mruknęła Tabitha.
Ale udawałem, że nie słyszę.
Siedzieliśmy w salonie, G i Tabitha na kanapie, dzieci na krzesłach, a ja na krześle, które przyniosłam z kuchni.
Rozmowa nie płynęła. Pytałem o pracę, o szkołę, o plany na lato, otrzymując jednowyrazowe odpowiedzi albo wymijające sformułowania.
„Podejdziemy do stołu?” – zaproponowałem, gdy cisza się przedłużyła. „Lasagne powinna być już prawie gotowa”.
Atmosfera przy stole nieco się poprawiła. G pochwalił lasagne. Octavia niechętnie przyznała, że sałatka była niezła. A Fletcher nawet wziął dokładkę, choć po cichu.
Tylko Tabitha prawie nie tknęła jedzenia, twierdząc, że dba o sylwetkę.
„Jak tam w szkole, Octavio?” – zapytałam, próbując nawiązać rozmowę. „Czy twój ojciec powiedział mi, że grasz w szkolnym przedstawieniu?”
Octavia oderwała wzrok od telefonu i spojrzała na mnie, jakbym była mówiącym meblem.
Tak, gram Julię – odpowiedziała bez entuzjazmu. – Premiera za dwa tygodnie.
„Juliet? Jak cudownie”. Byłam szczerze podekscytowana. „Chętnie bym to zobaczyła. Może mogłabyś mnie zabrać ze sobą”.
Oktawia spojrzała przerażona na matkę, a Tabitha interweniowała.
„Obawiam się, że to niemożliwe, Merl. Mamy tylko cztery bilety dla nas i dla moich rodziców. Wiesz, jak bliska jest Octavia babci Elellanor.”
Oczywiście, skinęłam głową, czując, jak rumieniec zalewa mi twarz. Rozumiem.
Zwracając się do Fletchera, spróbowałem jeszcze raz.
A jak ci idzie w piłce nożnej, Fletcher? Nadal grasz?
Już nie, odpowiedział, nie odrywając wzroku od talerza. Teraz pływam.
Jesteś?
Nie wiedziałem.
To wspaniale. Twój dziadek Frank był świetnym pływakiem, kiedy był młody.
Fletcher dostał stypendium na letni obóz sportowy. G wtrącił z dumą w głosie. Trener mówi, że ma duży potencjał.
To wspaniale.
Uśmiechnąłem się do wnuka.
Chciałbym zobaczyć twój udział w zawodach.
Fletcher wzruszył ramionami, nie patrząc w górę.
Może w przyszłym sezonie?
G odpowiedział niepewnie.
Następny sezon?
Zawsze w przyszłości, nigdy teraz.
Poczułem, jak nadzieja, z którą czekałem na ten dzień, powoli słabnie.
„Kto chce ciasto?” – zapytałam, wstając od stołu. „Czekoladowe z orzechami”.
Jesteśmy na diecie – powiedziała szybko Tabitha, kładąc rękę na ramieniu Octavii. – A Fletcher musi uważać na wagę, bo pływa.
Mógłbym zjeść kawałek – powiedział nagle Fletcher i otrzymał dezaprobatę od matki.
Tylko jeden mały krok – poddała się Tabitha. A potem dodatkowy trening.
Gdy kroiłam ciasto, G wziął mnie na stronę.
Mamo, nie możemy zostać długo – powiedział, ściszając głos. – Tabitha ma spotkanie o 17:00, a my jeszcze musimy odwieźć dzieci do domu i się przebrać.
Poczułem, jak ściska mi się serce. Byli u mnie niecałą godzinę.
Oczywiście, rozumiem – powiedziałem, próbując ukryć rozczarowanie. – Naprawdę doceniam, że znalazłeś czas, żeby tu zajrzeć.
Kiedy wróciliśmy do stolika, Tabitha już pakowała torebkę, najwyraźniej szykując się do wyjścia. Octavia nie odrywała wzroku od telefonu, a Fletcher dziobał widelcem ciasto.
„Powinniśmy iść” – oznajmił G, klaszcząc w dłonie. „Ale najpierw prezent”.
Tabitha wyciągnęła z torby starannie zapakowane, średniej wielkości pudełko przewiązane wstążką.
„Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Merl” – powiedziała z tym samym zimnym uśmiechem. „Wybraliśmy to jako rodzina”.
Przyjąłem pudełko, czując lekki dreszcz emocji. Prezent zawsze jest wyrazem troski, niezależnie od zawartości. Może im na mnie zależało, ale po prostu nie wiedzieli, jak to okazać.
„Otwórz” – powiedział G pospiesznie, a ja zauważyłam dziwny błysk w jego oczach.
Ostrożnie odwiązałem wstążkę i zdjąłem pokrywkę.
W środku było pusto, pudełko było kompletnie puste, a w środku nie było ani jednej rzeczy.
Spojrzałam na syna ze zdziwieniem, czekając na wyjaśnienie. Myślałam, że to jakiś żart, albo że prawdziwy prezent jest gdzie indziej.
I wtedy wszyscy czterej wybuchnęli śmiechem, głośno, bez opamiętania, z jakąś okrutną przyjemnością.
Jesteś tak samo pusty.
G roześmiał się śmiechem.
Puste pudełko dla pustej kobiety. Idealnie dopasowane.
Powiedziała Tabitha, ocierając łzy.
Octavia filmowała moją twarz telefonem, a Fletcher chichotał i powtarzał: „Smoczek! Smoczek!”
Zamarłam, trzymając puste pudełko, nie mogąc uwierzyć w to, co się dzieje.
Moja rodzina, mój syn, moje wnuki. Czy przyszli tu celowo, żeby się ze mnie naśmiewać, żeby mnie upokorzyć w moje własne urodziny?
G.
Mój głos brzmiał dziwnie, jakby dochodził z daleka.
Co to znaczy?
Och, mamo, nie rób takiej miny.
On nadal się śmiał.
To tylko żart. Zawsze byłeś taki poważny.
Żart?
Poczułem, jak coś we mnie pęka, a w tej samej chwili coś innego, twardego i zimnego, powstało i zajęło to miejsce.
Przyszedłeś na moje urodziny, żeby dać mi puste pudełko i nazwać mnie smoczkiem. To żart?
Nie dramatyzuj, Merl.
Tabitha wtrąciła się, wciąż się uśmiechając.
To po prostu rodzinny humor.
Humor rodzinny?
Ścisnęłam pudełko tak mocno, że tektura się zgniotła.
Mamy różne rozumienia słowa rodzina.
Tabita.
G przestał się śmiać, gdy zobaczył coś na mojej twarzy.
Mamo, nie bierz tego tak do siebie. Chcieliśmy się tylko trochę zabawić.
Nie pytałem, powiedziałem.
No dalej, babciu.
Powiedziała Octavia, wciąż trzymając telefon w gotowości.
Nie bądź taki nudny.
Powoli wstałem od stołu, wciąż trzymając zgniecione pudełko.
Myślę, że naprawdę powinnaś iść – powiedziałem cicho, ale stanowczo. – Masz ważne spotkanie o 17:00, Tabitho. Nie chcę się spóźnić.
Spojrzeli na siebie, wyraźnie nie spodziewając się takiej reakcji. Może myśleli, że będę płakać, błagać ich, żeby zostali, albo po prostu stłumię urazę, tak jak robiłem to przez te wszystkie lata.
Mamo, nie obrażaj się.
G próbował wziąć mnie za rękę, ale się odsunęłam.
To był tylko głupi żart.
Tak, bardzo głupi żart.
Zgodziłam się, patrząc mu prosto w oczy i zdradzając wszystko.
Dziękuję, że znalazłeś czas, żeby tu zajrzeć. Nie będę Cię zatrzymywać.
Odprowadziłem ich do drzwi z kamienną twarzą. Bez łez, bez wyrzutów, tylko chłodna uprzejmość.
Byli ewidentnie zniechęceni. Spodziewali się dramatu, histerii, błagań, ale nie tej cichej, lodowatej godności.
Zadzwonimy do Ciebie w ten weekend,
G powiedział niepewnie, stojąc na progu.
Nie zawracaj sobie głowy,
Powiedziałem i zamknąłem drzwi.
Stałem na korytarzu, słuchając, jak ich samochód zapala i odjeżdża.
Dopiero gdy dźwięk silnika w końcu ucichł, pozwoliłem sobie usiąść prosto na podłodze, opierając plecy o drzwi.
Puste pudełko wciąż trzymałam w rękach – smoczek.
Myślą o mnie jako o smoczku, starej, niepotrzebnej, niezadowolonej kobiecie.
40 lat nauczania, tysiące uczniów, których uczyłem, dom, który stworzyłem, syn, którego wychowałem. Nic z tego dla nich nie znaczy.
Jestem nikim.
Łzy w końcu popłynęły i szlochałam, siedząc na podłodze pustego domu w moje 68. urodziny, trzymając puste pudełko.
Idealny zbieg okoliczności, jak powiedziała Tabitha.
Nie wiem, jak długo tak siedziałem. Może minuty, może godziny.
Kiedy łzy w końcu wyschły, wstałam, czując ból w kolanach i plecach.
Starość to nie tylko zmarszczki i siwe włosy. To także ból stawów po siedzeniu na podłodze.
Weszłam do kuchni i machinalnie zaczęłam sprzątać ze stołu. Niedojedzona lasagna, prawie nietknięte ciasto, brudne talerze. Dowód mojego upokorzenia.
Wyrzuciłam jedzenie, umyłam naczynia, wytarłam stół. Ruchy pomagały mi nie myśleć, nie czuć.
Kiedy w kuchni nie było śladu po uczcie, poszłam na górę do sypialni i usiadłam na brzegu łóżka. Lustro po drugiej stronie korytarza odbijało starszą kobietę o załzawionych oczach, ubraną w błękitną bluzkę, którą kupiłam specjalnie na zjazd rodzinny.
Smoczek.
Słowo to zabrzmiało mi w głowie jak smoczek.
Pacyfikator.
Numer smoczka.
Nie jestem smoczkiem.
Nazywam się Merl Hadley i zasługuję na coś lepszego.
Coś się we mnie zmieniło. Ból i uraza nie zniknęły, ale było coś jeszcze.
Gniew.
Cichy, zimny gniew.
Nie był to przypływ wściekłości. To była świadoma decyzja, żeby nie pozwolić im mnie tak traktować.
Wyciągnęłam z szafki nocnej swój terminarz i znalazłam numer, którego nie wybierałam od lat.
Robert Fischer, prawnik, który zajmował się sprawami Franka po jego śmierci.
Mój prawnik.
Była prawie godzina 19:00 i nie byłem pewien, czy odbierze.
Ale po trzecim dzwonku usłyszałem jego głos.
Mówi Robert Fischer.
Cześć, Robercie. Tu Merl Hadley, wdowa po Franku Hadleyu. Nie rozmawialiśmy od lat, ale potrzebuję twojej pomocy. Chodzi o mój testament i kilka innych spraw prawnych.
Pani Hadley?
Słyszałem zaskoczenie w jego głosie.
Oczywiście, że cię pamiętam. Co mogę dla ciebie zrobić?
Muszę cię zobaczyć jak najszybciej. Może jutro?
jutro.
Wyglądało na to, że sprawdzał swój kalendarz.
Tak, mogę się z tobą spotkać o 10 rano. Czy to pilne?
Tak,
Odpowiedziałem, patrząc na pogniecione, puste pudełko, które wciąż trzymałem w ręku.
To bardzo pilne.
Chcę zmienić swój testament.
I jeszcze jedno.
Dobrze, pani Hadley. Oczekuję pani jutro o 10:00.
Odłożyłam słuchawkę i wzięłam głęboki oddech.
Dziś coś się skończyło, ale coś też się zaczęło.
Nie byłbym już czystą kartą, którą można ignorować i wyśmiewać.
Myślą, że jestem pusty i nic nie wart.
No cóż, pokażę im jak bardzo się mylą.
Wrzuciłam zgniecione pudełko do kosza, zdjęłam urodzinową bluzkę i założyłam szlafrok.
Te urodziny były ostatnimi, które spędziłam czekając na ich uwagę i miłość.
Nie czekałbym dłużej.
Gabinet Roberta Fischera mieścił się w centrum Lakewood, w starym budynku z czerwonej cegły. Wszedłem po schodach, opierając się na lasce. Kolana bolały mnie bardziej niż zwykle po tym, jak wczoraj siedziałem na podłodze.
Na szklanych drzwiach i złotych literach widnieje napis „Fisher and Associates, Legal Services”.
Recepcjonistka, młoda kobieta z zadbanym tobołkiem na głowie, powitała mnie z uśmiechem.
„Dzień dobry. W czym mogę pomóc?”
Nazywam się Merl Hadley. Mam spotkanie z panem Fisherem o 10:00.
Sprawdziła komputer i skinęła głową.


Yo Make również polubił
Tajemnica Doskonałego Rindfleischeintopf – Niemiecki Gulasz Wołowy w Twojej Kuchni
Mój tata zamknął mnie na zewnątrz w Wigilię. Lata później moja „martwa” babcia wróciła z jednym słowem, które położyło kres jego królestwu.
Ciasto
“Jak z użyciem sody oczyszczonej skutecznie wyczyścić i nadać blasku płytkom: Prosty sposób”