Wyglądała na równie zdezorientowaną.
„Zaczekaj” – powiedziałem spokojnym, ale stanowczym głosem. „To urodziny Caroline”.
Paisley spojrzała na mnie, wzruszyła ramionami i powiedziała:
„Wiem, ale gdy je zobaczyłam, pomyślałam, że Davidowi i Evelyn by się spodobały”.
David rozerwał torbę. W środku był nowiutki rower – lśniący czerwony lakier, kółka boczne i dzwonek, który naprawdę dzwonił. Krzyknął z podekscytowania i zaczął nim jeździć po salonie, o mało nie przewracając stołu z tortem.
Evelyn otworzyła swój kolejny rower – różowy z serpentynami na kierownicy. Pisnęła i dołączyła do Davida. Oboje okrążali Caroline, śmiejąc się i krzycząc.
Karolina stała tam, wciąż trzymając swoją żyrafę, obserwując ich szeroko otwartymi, zdezorientowanymi oczami. Nie rozumiała, dlaczego jej kuzyni dostają prezenty na jej własnym przyjęciu.
Ja też nie.
„Paisley” – powiedziałem napiętym głosem. „Co to jest?”
Spojrzała na mnie zupełnie niewzruszona i powiedziała:
„Spokojnie, Benjamin. Przyniosłem też coś dla Caroline.”
Mama sięgnęła do pogniecionej torby, którą trzymała. Wyciągnęła lalkę. Była stara. Brudna. Brakowało jej jednego ramienia. Włosy były splątane i w połowie wyrwane. Sukienka, którą miała na sobie, była poplamiona i podarta.
Podała ją Caroline i powiedziała:
„Proszę, kochanie. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.”
Caroline robiła to powoli. Spojrzała na zepsutą lalkę, potem na lśniące, nowe rowery, a potem z powrotem na lalkę.
Jej mała twarz posmutniała.
Ona nie płakała.
Ona po prostu stała tam, trzymając ten śmieć, jakby to miało coś znaczyć.
Paisley uśmiechnęła się złośliwie.
Ona naprawdę się uśmiechnęła.
Potem powiedziała na tyle głośno, żeby wszyscy mogli ją usłyszeć:
„To wszystko, na co zasługuje rozczarowane dziecko”.
W pokoju zapadła cisza.
Hazel otworzyła szeroko usta.
Poczułem coś zimnego w piersi. Ucisk. Wściekłość tak cichą, że przypominała lód.
Mama się roześmiała. Nie był to prawdziwy śmiech. Lekceważący, nonszalancki chichot, jakby Paisley właśnie opowiedziała niewinny żart. Spojrzała na mnie i powiedziała:
„Och, Benjaminie, nie bądź taki wrażliwy. To tylko lalka. Karolina nie widzi różnicy.”
David i Evelyn jeździli na rowerach, krążąc wokół Caroline i śmiejąc się, jakby to była najzabawniejsza rzecz na świecie.
Karolina spojrzała na mnie, a jej małe oczy zadały pytanie, na które nie potrafiłem odpowiedzieć.
Dlaczego kupili nowe rowery?
Dlaczego to dostałem?
Powoli wstałem.
Spokojnie.
Podeszłam do toreb z prezentami, które przywiozłam dla Davida i Evelyn – były tam drogie zabawki, zestawy Lego, zestawy artystyczne, rzeczy, na które wydałam 200 dolarów, bo pomyślałam, że może okazując im życzliwość, oni też okażą coś Caroline.
Wziąłem obie torby.
Spojrzałem na Paisley, potem na mamę.
Potem powiedziałem bardzo wyraźnie i spokojnie:
„Odłóż te rowery. Gotowe.”
Oni odeszli.
Oczywiście, że odeszli.
Paisley chwyciła rowery, mamrocząc coś o moim dramatycznym zachowaniu. Mama poszła za nią, nie żegnając się z Caroline. David i Evelyn jechali na kółkach aż do samochodu.
Hazel zamknęła za nimi drzwi i przekręciła zamek, jakby chciała odgrodzić się od burzy.
Caroline siedziała na podłodze, wciąż trzymając rozbitą lalkę. Nie płakała. Po prostu wpatrywała się w nią, próbując zrozumieć, dlaczego jej urodziny zmieniły się w coś tak okropnego.
Uklęknąłem obok niej i delikatnie wziąłem lalkę z jej rąk.
„Odłóżmy to na bok” – powiedziałem cicho.
Skinęła głową.
Nie pytała dlaczego.
Zaufała mi, że zrobię wszystko, aby było lepiej.
To zaufanie coś we mnie złamało.
Hazel sprzątała w milczeniu.
Pomogłem jej.
Wyrzuciliśmy niedojedzone babeczki i sflaczałe balony. Mieszkanie, które jeszcze dwie godziny temu tętniło radością, teraz wydawało się puste.
Karolina poszła wcześnie spać, ściskając pluszową żyrafę i szepcząc jej „dobranoc” głosem tak cichym, że aż bolało.
Usiadłem na kanapie, gdy już spała.
Hazel usiadła obok mnie.
Na początku nic nie powiedziała.
Ona po prostu trzymała mnie za rękę.
Potem cicho powiedziała:
„Nic im nie jesteś winien.”
Skinąłem głową.
Wiedziałem, że ma rację.
Wiedziałem o tym od dłuższego czasu.
Ale wiedzieć coś i coś z tym zrobić, to dwie zupełnie różne rzeczy.
Wyciągnąłem telefon.


Yo Make również polubił
Ciasto czekoladowe brownie
Ciasto jabłkowe z kremem: Słodka rozkosz
Jeśli masz je w ogrodzie, nie musisz obawiać się wysokiego ciśnienia krwi, żylaków ani alergii
Kremowy Limoncello