Moja 55-letnia córka „pojechała na wycieczkę” — dlaczego więc słyszałem jej głos zza zamkniętej na kłódkę bramy garażu? – Page 4 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Moja 55-letnia córka „pojechała na wycieczkę” — dlaczego więc słyszałem jej głos zza zamkniętej na kłódkę bramy garażu?

Sarah zamknęła oczy. Wzięła głęboki oddech.

„Dobrze” – powiedziała w końcu. „Zrobię to”.

Tego wieczoru, gdy przygotowywałam kolację, do kuchni weszła Sarah.

„Mamo, mogę cię o coś zapytać?” zapytała.

„Oczywiście, kochanie” – odpowiedziałem.

„Dlaczego myślisz, że się w nim zakochałam?” – zapytała. „Mam na myśli… poznałaś go. Spędzałaś z nim czas. Nigdy nie widziałaś niczego dziwnego?”

Przerwałem to, co robiłem. Odłożyłem nóż, którym siekałem cebulę.

To pytanie zadawałem sobie tysiące razy.

„Szczerze? Nie” – powiedziałem. „Był czarujący. Zawsze miły. Zawsze uważny. Zawsze mówił to, co trzeba”.

„A teraz, kiedy wspominasz te chwile”, zapytała, „czy widzisz coś innego?”

Usiadłem na jednym z kuchennych krzeseł. Sarah usiadła naprzeciwko mnie.

„Teraz, kiedy o tym myślę… tak” – powiedziałem powoli. „Były drobiazgi. Rzeczy, które wtedy wydawały się nieistotne, ale teraz nabierają sensu”.

„Na przykład?” – zapytała.

„Pamiętasz swoje urodziny sprzed dwóch lat?” – zapytałam. „Zorganizowałaś kolację z przyjaciółmi. Michael nie chciał iść. Powiedział, że źle się czuje, że boli go głowa. Ale zauważyłam, jak na ciebie patrzył, kiedy się szykowałaś. W jego oczach było coś… jakby uraza”.

Sarah skinęła głową.

„Tego dnia zrobił okropną awanturę przed wyjściem” – powiedziała. „Powiedział mi, że ubieram się jak dziwka. Że moje przyjaciółki mają na mnie zły wpływ. Że woli, żebyśmy zostali razem w domu. Ale nie chciał, żebyś wiedziała, więc wymyślił tę historię z bólem głowy”.

„A mimo to poszedłeś?” – zapytałem.

„Tak” – powiedziała. „Ale płakałam całą drogę do restauracji. A przy kolacji ledwo mogłam się cieszyć, bo co dziesięć minut wysyłał mi wiadomości z pytaniami, gdzie jestem, z kim jestem i co robię”.

„Twoi znajomi niczego nie zauważyli?” – zapytałem cicho.

„Byłam bardzo dobra w ukrywaniu tego” – powiedziała. „Uśmiechałam się. Śmiałam się z żartów. Wrzucałam zdjęcia na Instagram, pokazując, jak dobrze się bawię. Ale w głębi duszy byłam niespokojna, zmartwiona, odliczałam minuty do powrotu do domu, żeby przestał się złościć”.

Jej głos się załamał.

„A kiedy wróciłam, czekał na mnie pod drzwiami” – kontynuowała. „Powąchał mój oddech, żeby sprawdzić, czy piłam alkohol. Sprawdził moją torebkę. Przeczytał wszystkie wiadomości na mojej komórce. A potem powiedział mi: »Mężatki nie chodzą na imprezy same. Powinnaś mieć więcej szacunku dla naszego małżeństwa«”.

„Boże mój, Sarah” – wyszeptałem.

„A najgorsze jest to, że mu uwierzyłam, mamo” – powiedziała. „Myślałam, że ma rację. Myślałam, że jestem nieuważna. Więc przestałam wychodzić z przyjaciółmi. Przestałam chodzić na te kolacje. Przestałam odbierać od nich telefony. A oni… myśleli, że stałam się jedną z tych kobiet, które zapominają o swoich przyjaciołach, kiedy wychodzą za mąż”.

Łzy spływały jej po twarzy.

„Straciłam wszystkich przyjaciół, jednego po drugim” – powiedziała. „I nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy, dopóki nie było za późno. Dopóki nie miałam nikogo oprócz niego”.

„Taki był plan” – powiedziałem cicho. „Żeby cię odizolować. Żebyś nie miał nikogo, kto mógłby kwestionować jego zachowanie. Żebyś nie miał nikogo, do kogo mógłbyś zwrócić się o pomoc”.

„Udało mu się” – wyszeptała. „Miał mnie zupełnie samą”.

„Ale już nie jesteś sama” – powiedziałam. „Masz mnie. I odzyskamy twoje życie. Odzyskamy wszystko, co ci odebrał”.

Przez chwilę milczeliśmy. Woda w garnku zaczęła się gotować. Wstałem, żeby zmniejszyć ogień.

„Wiesz, co mnie najbardziej boli?” – zapytała nagle Sarah.

„Co?” zapytałem.

„Że byłam szczęśliwa, zanim go poznałam” – powiedziała. „Miałam swoją pracę, przyjaciół, hobby. Lubiłam biegać w niedziele. Lubiłam chodzić do muzeów. Lubiłam czytać w kawiarniach”.

„I zrobisz to wszystko jeszcze raz” – powiedziałem jej.

„Nie wiem” – powiedziała. „Czuję się, jakby ukradł mi tę część. Jakby Sarah, którą byłam kiedyś, już nie istniała”.

Podszedłem do niej. Uniosłem jej brodę, żeby na mnie spojrzała.

„Ta Sarah wciąż tam jest” – powiedziałem. „Jest zraniona, tak. Jest przestraszona. Ale wciąż tam jest. I z czasem, z miłością, z terapią, wróci”.

„Naprawdę w to wierzysz?” – zapytała.

„Wiem o tym” – powiedziałem.

Przytuliliśmy się ponownie.

I w tym uścisku poczułem coś, czego nie czułem od tygodni.

Mieć nadzieję.

Mały, delikatny.

Ale tam.

Najtrudniejsze były dni poprzedzające przesłuchanie.

Sara prawie nie spała. Miała ciągłe koszmary. Budziła się z krzykiem w środku nocy. Pobiegłam do jej pokoju, przytuliłam ją, powiedziałam, że jest bezpieczna – ale strach nie ustępował.

Dr Rivers przepisał leki na lęk. Trochę pomogło. Ale nie na tyle.

Pewnej nocy, trzy dni przed rozprawą, zastałem Sarę w kuchni o drugiej w nocy. Siedziała na podłodze, obejmując kolana i płacząc.

„Sarah, co się stało?” zapytałem, klękając obok niej.

„Nie mogę tego zrobić, mamo” – szlochała. „Nie mogę stanąć przed nim i mówić o tym, co mi zrobił”.

Usiadłem obok niej na podłodze.

„Tak, możesz” – powiedziałem cicho.

„Nie rozumiesz” – powiedziała. „Kiedy myślę o tym, jak go widzę, kiedy wyobrażam sobie, że siedzi tam i patrzy na mnie, czuję, że nie mogę oddychać. Jakbym miała zemdleć”.

„Wiem” – powiedziałem. „Ale pomyśl o tym. On chce, żebyś się bał. Chce, żebyś czuł się mały. Chce, żebyś milczał, bo dopóki będziesz milczał, on będzie mógł grać ofiarę”.

„A jeśli się złamię?” zapytała. „A jeśli nie będę mogła dokończyć mówienia?”

„Wtedy robimy przerwę” – powiedziałem. „Oddychasz. Pijesz wodę. I idziesz dalej. Bo twój głos jest potężniejszy niż jego milczenie”.

Spojrzała na mnie.

„Skąd ta pewność?” wyszeptała.

„Bo cię znam” – powiedziałem. „Bo wiem, że jesteś silniejszy, niż myślisz. I bo nie jesteś sam. Będę w tym pokoju. Pan Davis będzie tam. Doktor Rivers będzie tam. Wszyscy będziemy przy tobie”.

Sarah powoli skinęła głową.

„Dobrze” – powiedziała. „Spróbuję”.

„Nie spróbujesz” – poprawiłem ją delikatnie. „Zrobisz to”.

Pomogłem jej wstać z podłogi. Odprowadziłem ją do pokoju.

Tej nocy zasnąłem na krześle obok jej łóżka, patrząc, jak śpi – jak wtedy, gdy była dzieckiem i miała gorączkę, albo gdy była nastolatką i miała złamane serce.

Bo tak właśnie robią matki.

Chronimy.

Towarzyszymy.

I nigdy, przenigdy się nie poddajemy.

Ranek rozprawy był szary i zimny.

Sarah wstała wcześnie. Wzięła prysznic. Założyła moją prostą granatową sukienkę i pożyczyła trochę makijażu, żeby ukryć cienie pod oczami.

Kiedy ją zobaczyłam, pomyślałam, że nie ma na świecie makijażu, który mógłby ukryć ciężar tego, co zamierzała zrobić.

„Jesteś gotowy?” zapytałem.

„Nie” – powiedziała. „Ale chodźmy i tak”.

Dotarliśmy do sądu o dziewiątej rano. Był to stary budynek z ciemnymi korytarzami i zapachem wilgoci.

Pan Davis czekał na nas przy wejściu.

„Dzień dobry” – powiedział. „Jak się masz?”

„Jestem zdenerwowany” – przyznałem.

„To normalne” – powiedział. „Sarah, omówmy jeszcze raz, co się wydarzy, dobrze?”

Skinęła głową.

„Podejdziesz do mównicy” – wyjaśnił. „Prokurator będzie zadawał ci pytania. Odpowiadaj szczerze i spokojnie. Następnie obrońca przeprowadzi przesłuchanie krzyżowe. Będzie próbował cię zmylić, wzbudzić w tobie wątpliwości, przedstawić w złym świetle. Nie wpadnij w jego pułapki. Po prostu odpowiedz na jego pytania. Nic więcej”.

Sarah ponownie skinęła głową, ale widziałem, że się trzęsła.

Weszliśmy na salę sądową.

I tam był.

Michał.

Siedząc obok swojego prawnika.

Był chudszy, bledszy, miał cienie pod oczami. Ale kiedy nas zobaczył – kiedy jego oczy spotkały się z oczami Sary – coś w jego wyrazie twarzy się zmieniło.

Uśmiechnął się.

Mały uśmiech, prawie niezauważalny.

Ale Sara to widziała.

Poczułem, jak ona się spina, stojąc obok mnie.

„Oddychaj” – wyszeptałam. „Nie daj mu władzy, żeby cię przestraszyć”.

Skinęła głową.

Usiedliśmy na ławkach przeznaczonych dla oskarżycieli.

Sędzia wszedł.

Wszyscy wstaliśmy.

„Proszę usiąść” – powiedział. „Rozpoczynamy wstępne przesłuchanie w sprawie Prokuratury Generalnej przeciwko Michaelowi Vedze Gonzálezowi, oskarżonemu o porwanie ze szczególnym okrucieństwem, przemoc domową i usiłowanie zabójstwa kobiety”.

Moje serce biło tak szybko, że miałem wrażenie, że wszyscy w pokoju je słyszeli.

„Ofiara wezwana do złożenia zeznań” – oznajmił urzędnik. „Panna Sarah Parker Vega”.

Sarah wstała. Podeszła do stoiska na drżących nogach.

Przysięgła mówić prawdę i usiadła. Po raz pierwszy od tygodni podniosła głowę i spojrzała prosto na Michaela.

W jej oczach zobaczyłem coś, czego nie widziałem odkąd to się zaczęło.

Furia.

Prokurator wstał. Był to młody mężczyzna w wieku około trzydziestu pięciu lat, w okularach i szarym garniturze. Nazywał się pan Roberts.

„Dzień dobry, panno Parker” – zaczął stanowczym, ale życzliwym głosem. „Wiem, że to trudne. Będziemy postępować krok po kroku, dobrze?”

Sarah skinęła głową.

„A tak na marginesie, czy możesz nam podać swoje pełne imię i nazwisko?” zapytał.

„Sarah Parker Vega” – odpowiedziała.

„A jaki jest pana związek z oskarżonym?” – zapytał.

„On jest… był moim mężem” – powiedziała.

„Jak długo byliście małżeństwem?” zapytał pan Roberts.

„Dwa lata” – odpowiedziała. „Ale w sumie byliśmy parą przez cztery lata”.

„Rozumiem” – powiedział. „Pani Parker, czy może nam pani opowiedzieć własnymi słowami, co wydarzyło się 22 października tego roku?”

Sarah wzięła głęboki oddech.

Siedziałem w pierwszym rzędzie, dokładnie na jej linii wzroku. Nasze spojrzenia się spotkały. Skinąłem jej lekko głową.

Dasz radę, powiedziałem jej bez słów.

„Był piątek” – zaczęła, a jej głos lekko drżał. „Wróciłam z pracy około szóstej po południu. Michael był w domu. Zaproponował mi kawę. Przyjęłam. Nie miałam powodu niczego podejrzewać”.

„I co wydarzyło się później?” – zapytał prokurator.

„Wypiłam kawę” – powiedziała. „Siedzieliśmy w salonie. Oglądaliśmy telewizję i nagle poczułam zawroty głowy. Bardzo zawroty. Powiedziałam mu, że źle się czuję i że może powinnam się położyć”.

Jej głos trochę się załamał, ale kontynuowała.

„Następną rzeczą, jaką pamiętam, jest to, że obudziłam się w ciemności” – powiedziała. „Nie mogłam ruszać rękami. Miałam coś w ustach. Nie mogłam krzyczeć. Zajęło mi kilka sekund, zanim zorientowałam się, gdzie jestem. Byłam w garażu, siedziałam na betonowej podłodze z rękami związanymi za plecami i taśmą klejącą na ustach”.

Przez pokój przeszedł szmer.

Sędzia uderzył młotkiem.

„Porządek w sądzie” – powiedział.

„Co pan zrobił, gdy zdał sobie sprawę ze swojej sytuacji?” zapytał prokurator.

„Próbowałam krzyczeć, ale taśma mi na to nie pozwalała” – powiedziała. „Próbowałam poruszyć rękami, ale liny były bardzo napięte. Spanikowałam. Myślałam… Myślałam, że tam umrę”.

Łzy zaczęły spływać jej po twarzy, ale jej głos pozostał stanowczy.

„Jak długo znajdował się pan w tej sytuacji?” zapytał prokurator.

„Pięć dni” – odpowiedziała.

„Pięć dni” – powtórzył, pozwalając, by liczba zawisła w powietrzu. „A czy w ciągu tych pięciu dni miał pan kontakt z oskarżonym?”

„Tak” – powiedziała. „Przychodził dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Przynosił mi szklankę wody i kawałek chleba. Zdjął mi taśmę z ust tylko po to, żebym mogła jeść i pić. A potem ze mną rozmawiał”.

„Co powiedział?” – zapytał pan Roberts.

Sarah zamknęła oczy.

„Powiedział mi, że to dla mojego dobra” – powiedziała. „Że muszę się nauczyć. Że żony nie porzucają mężów. Że byłam samolubna, prosząc o rozwód. Że kochał mnie za bardzo, żeby mnie puścić”.

„Czekaj” – przerwał prokurator. „Poprosiłaś go o rozwód?”

„Tak” – powiedziała. „Tydzień wcześniej, w piątek 15 października, powiedziałam mu, że chcę rozwodu. Że nasz związek się nie układa. Że potrzebuję przestrzeni”.

„A jak zareagował?” zapytał pan Roberts.

„Zrobił się bardzo cichy” – powiedziała. „Za cichy. Ten spokój mnie przeraził. Powiedział mi: »Nigdy cię nie puszczę, Sarah. Wolałbym cię widzieć martwą«. Myślałam, że jest po prostu zły. Myślałam… Myślałam, że w końcu to zaakceptuje. Ale tydzień później podał mi narkotyki i zamknął mnie w więzieniu”.

„Pani Parker, czy przed tym incydentem w pani związku dochodziło do przemocy?” – zapytał.

Sarah spojrzała w dół. Jej ręce się trzęsły.

„Tak” – wyszeptała.

„Czy możesz podać nam przykłady?” zapytał łagodnie.

„Na początku to była tylko werbalna krytyka” – powiedziała. „Ciągle mnie krytykował. Moje ubrania, moją pracę, moich przyjaciół, mój sposób mówienia. Potem to przerodziło się w kontrolę. Codziennie sprawdzał mój telefon komórkowy. Chciał wiedzieć, gdzie jestem w każdej chwili. Dzwonił do mnie dziesięć, piętnaście razy dziennie. Jeśli nie odbierałam od razu, wpadał w złość”.

Przełknęła ślinę.

„I fizycznie” – kontynuowała. „Pierwszy raz popchnął mnie sześć miesięcy temu. Wróciłam późno z pracy. Czekał w drzwiach. Oskarżył mnie o bycie z innym mężczyzną. Próbowałam wytłumaczyć, że było spotkanie w ostatniej chwili, ale mi nie uwierzył. Przycisnął mnie do ściany. To nie było mocne pchnięcie. Nie bolało. Ale mnie przestraszyło”.

„Co się stało po tym pierwszym pchnięciu?” – zapytał prokurator.

„Płakał” – powiedziała. „Prosił o wybaczenie. Powiedział, że kocha mnie tak bardzo, że myśl o mojej stracie doprowadzała go do szału. Obiecał, że to się nigdy więcej nie powtórzy”.

„Czy to się powtórzyło?” – zapytał pan Roberts.

„Tak” – odpowiedziała. „Coraz częściej. I za każdym razem było gorzej, aż trzy miesiące temu mnie uderzył. Potem drugi raz. Potem zaczął mnie łapać za ramię tak mocno, że zostały mi siniaki”.

„Czy zgłosiłeś to policji?” zapytał.

Sarah pokręciła głową.

„Nie” – powiedziała.

„Dlaczego nie?” zapytał.

„Bo się bałam” – odpowiedziała. „Bo było mi wstyd. Bo przekonał mnie, że to moja wina. Że gdybym była lepszą żoną i nie denerwowała go, nic z tego by się nie wydarzyło”.

Otarła łzy.

„A dlaczego?” zapytał łagodnie pan Roberts.

„Bo kiedy nie był zły, był najbardziej czarującym mężczyzną na świecie” – powiedziała. „Przynosił mi kwiaty. Gotował dla mnie. Mówił, że mnie kocha. A ja chciałam wierzyć, że to jego prawdziwe „ja”, że przemoc była tylko błędem. Czymś tymczasowym”.

„Ale to nie było coś tymczasowego” – powiedział prokurator.

„Nie” – odpowiedziała. „Za każdym razem było gorzej. Aż w końcu poprosiłam o rozwód. A potem… potem mnie zamknął”.

„Pani Parker, kiedy pani matka znalazła panią w garażu, co pani pomyślała jako pierwsze?” zapytał.

„Pomyślałam: ‘Dzięki Bogu’” – powiedziała. „Myślałam, że tam umrę. Że nikt mnie nie znajdzie. A potem pojawiła się moja mama i wiedziałam, że jestem bezpieczna”.

Od powstrzymywania łez bolała mnie klatka piersiowa.

„Jeszcze jedno pytanie, panno Parker” – powiedział pan Roberts. „Czy uważa pani, że oskarżony wiedział, co robi, kiedy panią aresztował?”

„Sprzeciw” – wtrącił Edward Sullivan. „To pytanie wymaga spekulacji”.

„Pozwalam na pytanie” – powiedział sędzia. „Może pan odpowiedzieć”.

Sarah spojrzała prosto na Michaela.

„Tak” – powiedziała. „Doskonale wiedział, co robi. Każda jego decyzja była przemyślana. Dosypywał mi narkotyków do kawy, żebym nie mogła się oprzeć. Wiązał mnie w miejscu, gdzie nikt mnie nie słyszał. Odpisywał na moje wiadomości z telefonu, żeby mama niczego nie podejrzewała. Wszystko było zaplanowane”.

„Dziękuję, panno Parker” – powiedział prokurator. „Nie mam więcej pytań”.

Wrócił na swoje miejsce.

Teraz przyszła kolej na obronę.

Edward Sullivan wstał.

Był starszym mężczyzną, około sześćdziesiątki, z idealnie uczesanymi, siwymi włosami i w drogim garniturze. Miał ten wyraz twarzy wyrażający absolutną pewność siebie, typowy dla prawników pobierających fortunę.

„Panno Parker” – zaczął cicho – „bardzo mi przykro z powodu tego, przez co pani przeszła. To musi być dla pani bardzo trudne”.

Sarah nie odpowiedziała. Po prostu na niego spojrzała.

„Wspomniałeś, że mój klient poprosił cię o rozwód. Czy to prawda?” – zapytał.

„Poprosiłam go o rozwód” – sprostowała.

„Ach, przepraszam” – powiedział. „Poprosiłaś o rozwód. A czy mogę zapytać dlaczego?”

„Już to wyjaśniłam” – powiedziała. „Bo w związku była przemoc”.

„Rozumiem” – powiedział. „Ale czy przed tym tygodniem wyrażałaś chęć rozwodu?”

„Nie formalnie” – odpowiedziała. „Ale…”

„Więc to była nagła decyzja” – przerwał. „Czy było coś konkretnego, co ją motywowało?”

„Wiele rzeczy się nagromadziło” – powiedziała.

„Rozumiem” – powiedział Sullivan. „Pani Parker, czy to prawda, że ​​u mojej klientki zdiagnozowano zaburzenie osobowości typu borderline?”

„Nie wiem” – powiedziała. „Nigdy mi nie powiedział”.

„Czy to prawda, że ​​w trakcie waszego związku kilkakrotnie groziłaś mu odejściem?” – zapytał.

„Sprzeciw” – wtrącił pan Roberts. „Istotność?”

„Udowodnię związek między tymi faktami, Wasza Wysokość” – rzekł gładko Sullivan.

„Pozwalam na pytanie” – powiedział sędzia.

Sarah wzięła głęboki oddech.

„Nie groziłam mu” – powiedziała. „Powiedziałam mu, że jeśli przemoc będzie trwała, odejdę. To nie groźba. To granica”.

„A jak zareagował, kiedy ustaliłeś te granice?” – zapytał Sullivan. „Z większą przemocą? A może paniką, lękiem przed porzuceniem, nieobliczalnym zachowaniem typowym dla osoby cierpiącej na niestabilność psychiczną?”

„Sprzeciw” – powiedział prokurator. „Prawnik składa zeznania”.

„Podtrzymane” – powiedział sędzia. „Proszę inaczej sformułować pytanie, mecenasie”.

Sullivan się uśmiechnął.

„Pani Parker, czy zauważyła pani jakieś zmiany w zachowaniu mojej klientki na kilka tygodni przed incydentem?” zapytał.

„Był cichszy niż zwykle” – powiedziała powoli. „Bardziej nieobecny. Jakby oderwany od rzeczywistości. Nie wiem. Może.”

„A kiedy zamknął cię w garażu, czy wydawało ci się, że postępował racjonalnie?” – zapytał Sullivan.

„Wydawało mi się, że on dokładnie wiedział, co robi” – odpowiedziała.

„Ale pan nie jest psychiatrą, prawda?” zapytał.

„Nie” – powiedziała.

„W takim razie nie można stwierdzić, czy mój klient był przy zdrowych zmysłach, czy też nie” – powiedział.

„Wiem, kiedy ktoś celowo robi mi krzywdę” – powiedziała.

„Sprzeciw” – powiedział szybko Sullivan. „Świadek jest kłótliwy”.

„Podtrzymuję” – powiedział sędzia. „Pani Parker, proszę ograniczyć odpowiedzi do pytań”.

Sullivan wrócił do swojego stołu i wziął jakieś papiery.

„Pani Parker, mam tu wiadomości tekstowe między panią a moją klientką” – powiedział. „Czy mogę przeczytać niektóre z nich?”

„Sprzeciw” – powiedział prokurator. „Skąd wziąłeś te wiadomości?”

„Z telefonu mojego klienta, który został zabezpieczony jako dowód” – odpowiedział Sullivan. „Te wiadomości są częścią akt”.

„Pozwalam im” – powiedział sędzia.

Sullivan odchrząknął.

„Trzeciego października napisałeś: »Michael, potrzebuję przestrzeni. Dusisz mnie«” – przeczytał. „Czy to prawda?”

„Tak” odpowiedziała Sarah.

„Piątego października napisałeś: »Nie wiem, czy dam radę to kontynuować. Muszę pomyśleć«” – kontynuował. „Również tak?”

“Tak.”

„Dwunastego października napisałeś: ‘Myślę, że powinniśmy się rozstać’” – przeczytał.

„Tak” – odpowiedziała.

„Więc przez dwa tygodnie poprzedzające incydent stale groziłaś mu, że go zostawisz” – powiedział.

„Nie groziłam mu” – odpowiedziała. „Wyrażałam tylko swoje uczucia”.

„Ale dla osoby z zaburzeniem osobowości typu borderline, dla której porzucenie jest największym lękiem, te wiadomości mogą być druzgocące” – powiedział gładko. „Mogą wywołać kryzys psychologiczny. Nie sądzisz, że to możliwe?”

„Nie usprawiedliwiam tego, co zrobił” – odpowiedziała.

„Nie proszę cię o uzasadnienie” – powiedział. „Pytam, czy możliwe, że mój klient, w stanie kryzysu psychicznego, zachował się irracjonalnie”.

„Wiedział, co robi” – powiedziała.

„To twoja opinia” – odpowiedział. „Ale psychiatria mówi co innego”.

Uśmiechnął się i wrócił na swoje miejsce.

„Nie mam więcej pytań” – powiedział.

Sarah zeszła z podium. Trzęsła się. Wróciła i usiadła obok mnie. Wziąłem ją za rękę.

„Świetnie sobie poradziłeś” – szepnąłem.

Potrząsnęła głową.

„Sprawił, że to ja jestem temu winna” – powiedziała.

„Nie” – powiedziałem jej. „Powiedziałaś prawdę. Tylko to się liczy”.

Sędzia wezwał kolejnego świadka, dr. Reeda, psychiatrę więziennego. Wyjaśnił stan psychiczny Michaela w momencie próby samobójczej. Opowiedział o diagnozie i leczeniu.

Wszystko brzmiało bardzo przekonująco.

Zbyt przekonujące.

Następnie przemówił biegły obrony, prywatny psychiatra, który zbadał Michaela.

„Moim zdaniem zawodowym” – powiedział – „pan Vega w chwili zdarzenia przeżywał epizod psychozy dysocjacyjnej. Nie miał pełnej świadomości swoich czynów. Działał pod wpływem patologicznego impulsu wynikającego z jego zaburzeń osobowości”.

„A jak pan wytłumaczy fakt, że odpowiadał na wiadomości z telefonu ofiary?” – zapytał prokurator. „To wymaga planowania”.

„Zachowania automatyczne mogą wystąpić nawet podczas epizodów dysocjacyjnych” – odpowiedział psychiatra. „To jak bycie na autopilocie”.

„Pięć dni na autopilocie?” – zapytał pan Roberts.

„To możliwe” – powiedział psychiatra.

Nie mogłem uwierzyć w to, co słyszałem.

Ten człowiek sprzedawał historię — historię, która mogła pozwolić Michaelowi wyjść na wolność.

A sędzia najwyraźniej dał się nabrać na te oskarżenia.

Po zakończeniu wszystkich zeznań sędzia ogłosił dwugodzinną przerwę w celu narady.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Dlaczego nigdy nie należy rozgniatać karalucha?

Zmiażdżenie karalucha ma jeszcze jedną wadę: jego zwłoki przyciągają inne osobniki tego samego gatunku. Owady te żywią się rozkładającą się ...

To jedyny sposób na przechowywanie truskawek przez cały rok, dzięki czemu są jeszcze świeższe

Eksperci odkryli dyskretną technikę pozwalającą zachować te przysmaki na cały rok, dzięki czemu zawsze mamy ich pod dostatkiem. Metoda: Zacznij ...

Portulaka: Niedoceniany Superfood o Maksymalnych Korzyściach Zdrowotnych

FAQ: 1. Czy portulaka jest bezpieczna dla każdego? Tak, ale osoby z kamicą nerkową powinny spożywać ją w umiarkowanych ilościach, ...

Ciasteczka z dżemem morelowym: przepis na przysmaki, które pokocha każdy

Przygotuj ciasto: Rozgrzej piekarnik do 180°C (grzałka góra/dół) i wyłóż blachę papierem do pieczenia. Wymieszaj masło, cukier i cukier waniliowy ...

Leave a Comment