Dotarliśmy do holu. Nie zwolniłem. Przepchnąłem się przez drzwi i wyszedłem w zimną noc, czując ciepły oddech Emmy na szyi. Mój samochód wciąż pracował. Posadziłem ją na miejscu pasażera, zapiąłem pas drżącymi rękami i wsiadłem za kierownicę.
W lusterku wstecznym widać, jak Blackwoodowie stoją w drzwiach swojego domu, podświetleni światłami swojego domu, i obserwują.
Oni nas nie gonili.
To przerażało mnie bardziej, niż gdyby to zrobili.
Myśleli, że już wygrali.
Emma co chwila pojawiała się i znikała podczas jazdy. Trzymałem jedną rękę na kierownicy, a drugą na jej kolanie, mówiąc do niej, żeby nie odchodziła ode mnie.
„Zostań ze mną” – powiedziałem. „Spójrz na mnie. Oddychaj”.
„Tato” – wyszeptała raz, a słowo to zabrzmiało jak modlitwa.
Nie pojechałem do najbliższego małego szpitala. Pojechałem na duży bostoński oddział ratunkowy, taki, który będzie prowadził rzetelną dokumentację, taki, który będzie dysponował zasobami, taki, którego nie da się łatwo kupić cichym telefonem. Zanim dotarliśmy na miejsce, świt chylił się ku zachodowi, a miasto znów zrobiło się szare i zimne.
Pielęgniarka o życzliwym spojrzeniu natychmiast przyjęła Emmę. Nie pozwolili mi iść za nią. Zasady. Prywatność. Chciałam się kłócić. Chciałam coś rozbić. Chciałam wyważyć drzwi i stanąć między córką a światem.
Zamiast tego przez dwie godziny krążyłam po poczekalni, odtwarzając w myślach tamten zamknięty pokój, te paski, te ślady i wzruszenie ramion Dereka.
W końcu wyłonił się młody lekarz, zmęczony wzrokiem i profesjonalnym tonem. „Panie Crawford?” zapytał.
Wstałem tak szybko, że krzesło zaskrzypiało. „Jak się czuje?”
„Jej stan jest stabilny” – powiedział. „Mamy udokumentowane jej obrażenia”.
Ścisnęło mnie w gardle na dźwięk słowa „urazy”, bo wydało mi się to niedopowiedzeniem.
„To, co nas najbardziej niepokoi” – kontynuował ostrożnie lekarz – „to substancje znajdujące się w jej organizmie”.
„Jakie substancje?” zapytałem ostrym głosem.
„Benzodiazepina” – powiedział. „Lek przeciwpsychotyczny. I coś, co wciąż identyfikujemy. To niepokojąca kombinacja dla kogoś, kto nie miał historii leków na receptę. Przeprowadzamy pełne badania toksykologiczne. Skontaktowaliśmy się również z organami ścigania, jeśli było to konieczne”.
Godzinę później do poczekalni weszła detektyw Lisa Morgan.
Nie była wysoka, ale poruszała się jak ktoś, kto nie potrzebuje wzrostu, żeby zajmować przestrzeń. Pognieciony garnitur. Bystre spojrzenie. Włosy praktyczie zaczesane do tyłu. Wyglądała jak policjantka, która nauczyła się nie przejmować pieniędzmi.
„Panie Crawford” – powiedziała. „Jestem detektyw Morgan. Potrzebuję pańskiego zeznania”.
Nie usiadłem. Nie mogłem. „Zanim zacznę mówić” – powiedziałem – „muszę coś wiedzieć. Czy mogę ci zaufać?”
Jej oczy lekko się zwęziły, po czym wskazała gestem mały pokój przesłuchań na korytarzu. Weszliśmy do środka, a ona zamknęła drzwi.
„Jestem policjantką od dwunastu lat” – powiedziała beznamiętnym głosem. „Nie obchodzi mnie, jak bardzo są ze sobą powiązani. Powiedz mi, co się stało”.
Więc jej powiedziałem. Telefon. Jazda samochodem. Zamknięte drzwi. Victoria blokująca wejście. Stan Emmy. Ślady. Twierdzenie Dereka jako dowód. To, jak dom sprawiał wrażenie pułapki przebranej za luksus.
Morgan nie przerywała i robiła notatki, jej długopis poruszał się płynnie.
Kiedy skończyłem, podniosła wzrok. „To wystarczy na nakazy” – powiedziała. „Bezprawne pozbawienie wolności. Napaść. Podawanie narkotyków. Ruszamy”.
Potem zawahała się i dostrzegłem jakiś błysk w jej oczach. Nie strach. Kalkulacja.
„Panie Crawford” – powiedziała, starannie dobierając słowa – „muszę panu coś wyjaśnić. Po cichu koordynowałam działania z agentami federalnymi”.
Gardło mi się ścisnęło. „Agenci federalni” – powtórzyłem.
Morgan skinęła głową. „Ośrodki Blackwood przyjmują finansowanie federalne” – powiedziała. „To sprawia, że pewne oszustwa są federalne. Jeśli uda nam się udowodnić, że przenoszą ludzi przez granice stanowe wbrew ich woli, będzie to porwanie podlegające jurysdykcji federalnej. Jurysdykcję federalną trudniej skorumpować”.
Słowa te spadły na mnie jak lód.
„Czego potrzebujesz?” – zapytałem.
„Dowód, który pokazuje pewien schemat” – powiedział Morgan. „Intencja. Koordynacja. Nie tylko jeden incydent”.
„Moja córka” – powiedziałem ochrypłym głosem – „nie jest dowodem”.
Spojrzenie Morgan złagodniało odrobinę. „Wiem” – powiedziała. „I nie proszę cię, żebyś ją poświęcił. Mówię ci, że walka nie toczy się tylko z jedną rodziną. Jeśli twój instynkt cię nie myli, to dzieje się z innymi ludźmi od lat”.
Tej nocy Blackwoodowie zostali aresztowani, a cztery godziny później zwolnieni za kaucją.
Ich prawnicy wydali oświadczenie po południu, przedstawiając Emmę jako osobę chorą psychicznie, a mnie jako niestabilnego ojca z historią obsesji. Język był płynny, miał brzmieć współczująco, jednocześnie podważając wiarygodność. Miałem ochotę walnąć pięścią w ścianę.
Nie, nie zrobiłem tego.
Zamiast tego zadzwoniłem do Jamesa Sullivana.
James był moim partnerem biznesowym od siedmiu lat, człowiekiem o spokojnym umyśle i upartym usposobieniu. Jeśli ja byłem ogniem, James był silnikiem, który utrzymywał ogień w skupieniu.
„Jak się czuje?” zapytał zaraz po otrzymaniu odpowiedzi.
„Ona przeżyje” – powiedziałem. „James, potrzebuję wszystkiego, co znajdziesz na temat Blackwoodów. Finansów. Byłych pracowników. Skarg pacjentów. Czegokolwiek, co będzie wskazywać na pewien schemat”.
„Zajmę się tym” – James odpowiedział bez wahania.
Nie spałem tej nocy. Siedziałem w swoim gabinecie, a Emma spała w pokoju gościnnym na korytarzu. Drzwi były uchylone, bo Emma nie mogła już znieść zamkniętych drzwi. Słuchałem jej oddechu, jakby tylko on powstrzymywał mnie przed rozpadnięciem się na kawałki.
Do świtu wyciągnąłem wszystkie publiczne dokumenty, jakie tylko mogłem. Blackwood Recovery Estates generowało dziesiątki milionów dolarów rocznie. Pięć lokalizacji. Licencjonowane. Akredytowane. Lśniąca reputacja zbudowana na pieniądzach i marketingu.
Ale reputacje nie są rzeczywistością.
Znalazłem usunięte recenzje, które na krótko pojawiły się ponownie w archiwach pamięci podręcznej, zanim zniknęły. Znalazłem pozwy sądowe, które zostały rozstrzygnięte na podstawie umów o zachowaniu poufności. Znalazłem byłych pracowników, których profile na LinkedInie pokazywały nagłe zmiany pracy z przerwami wyglądającymi na strach.
Potem znalazłem akty zgonów.
Za dużo.
Czterdzieści siedem osób, które w ciągu pięciu lat były pacjentami, zmarło. Niektóre z nich odnotowano jako przedawkowania. Niektóre jako wypadki. Niektóre jako nagłe zdarzenia medyczne. Każdy z nich można było wytłumaczyć osobno. Razem tworzyły schemat, który przyprawiał mnie o mdłości.
James zadzwonił o wschodzie słońca, głosem napiętym. „Znalazłem siedmiu byłych pracowników, którzy odeszli w złej atmosferze” – powiedział. „Trzech opublikowało skargi, zanim je usunęło. Dwóch złożyło pozwy o niesłuszne zwolnienie, które zakończyły się ugodą”.
„Czy możesz do nich dotrzeć?” – zapytałem.
„Próbuję” – powiedział James. „Większość się boi”.
Więc zrobiłem to, czego nienawidzę robić, czyli to, co sprawia, że czuję się, jakbym wzywał obcych ludzi, żeby rozdrapywali rany dla własnych celów.
Zacząłem dzwonić do rodzin.
Niektórzy się rozłączali. Niektórzy płakali. Niektórzy mówili, żebym zostawił ich w spokoju, bo nauczyli się, że ból w miejscu publicznym jest niebezpieczny. Ale trzy rodziny rozmawiały, a to, co mi powiedziały, zmroziło mi krew w żyłach.
Matka z Vermont powiedziała mi, że jej syn Tyler trafił do ośrodka Blackwood na tzw. „dostrojenie” (well-tuning). Wcześniej był trzeźwy przez dwa lata. Wyszedł z tego odmieniony, paranoiczny, pobudzony. Ośrodek powiedział jej, że to nawrót. Tyler powiedział jej, że nie. Trzy tygodnie później zmarł. W raporcie stwierdzono przedawkowanie. Matka powiedziała mi, że jej syn panicznie bał się igieł i nigdy by niczego nie wstrzyknął.
Ojciec z New Hampshire powiedział mi, że jego córka Melissa próbowała odejść wcześniej po zgłoszeniu przemocy. Tydzień później zmarła podczas „wycieczki pieszej” zorganizowanej przez personel w ramach „więzi regeneracyjnej”. Powiedzieli, że upadła. Kiedy zobaczył jej ciało, powiedział, że siniaki wyglądały na ślady walki. Szeryf go uciszył. Sprawa zamknięta.


Yo Make również polubił
Zastosowania skorupek jajek, które wywołują euforię: Nie wyrzucaj ich jeszcze!
Delikatny Jabłecznik z Kremem Budyniowym
Jak Japończycy błyskawicznie spalają tłuszcz z brzucha! Schudłam 20 kg! Zapomnij o otyłości
9 na 10 gospodarstw domowych popełnia ten błąd podczas korzystania z przedłużacza