Nic więcej.
Następnie, po sześciu tygodniach mojego pobytu w Pradze, otrzymałem telefon od Victorii, który znów wszystko zmienił.
„Samantho, musimy porozmawiać o czymś delikatnym” – powiedziała. „Wysyłam ci zaszyfrowany plik. Przejrzyj go i oddzwoń”.
Plik zawierał wewnętrzne dokumenty mojego byłego pracodawcy w Denver. Apex w jakiś sposób zdobył szczegóły ich nowej strategii ekspansji i była ona agresywna.
Planowali zaniżyć ceny Apex na każdym większym rynku, wykorzystując najwyraźniej poufną wiedzę na temat struktury kosztów Apex.
„Skąd wzięli te informacje?” zapytałem, oddzwaniając do Victorii. Chodziłem tam i z powrotem po swoim małym mieszkaniu, podczas gdy na zewnątrz rozbrzmiewały dzwony kościelne.
„Myślimy, że mają kogoś w środku, kogoś, kto zna nasze kontrakty i ceny” – powiedziała. Potem zrobiła pauzę. „Samantho, muszę cię zapytać wprost. Pracowałaś tam sześć lat. Czy podpisałeś umowę o zakazie konkurencji?”
„Nie” – odpowiedziałem. „Byłem tylko analitykiem. Nie uznali mnie za wystarczająco ważnego, żebym miał zakaz konkurencji”.
„I odkąd wyjechałeś, nie miałeś z nikim kontaktu?” – zapytała.
„Żadnego” – powiedziałem. „Zrezygnowałem bez uprzedzenia i zniknąłem, pamiętasz?”
Wiktoria przez chwilę milczała.
„Harmonogram się zgadza” – powiedziała. „Zaczęli działać agresywnie mniej więcej wtedy, gdy byliście w Azji Południowo-Wschodniej, nawiązując relacje z naszymi nowymi dostawcami”.
Moje myśli krążyły.
„Myślisz, że kopiują moją strategię?” – zapytałem. „Skąd w ogóle wiedzieli, co robię?”
„Właśnie tego musimy się dowiedzieć” – powiedziała. „Czy znasz kogoś, kto mógł śledzić twoje ruchy? Kogoś, kto wiedział o twojej nowej pozycji?”
Wróciłem myślami do mojego starego biura w Denver, szarych boksów, zapachu spalonej kawy i brzęczenia świetlówek. Większość ludzi ledwo zauważyła, kiedy wyszedłem.
Ale była jedna osoba, która mogła zwrócić na to uwagę.
„Był ktoś” – powiedziałem powoli. „Trevor. Był w moim dziale – zawsze ambitny, zawsze szukający przewagi. Pracowaliśmy razem nad kilkoma projektami. Znał moje metody. Nadal tam jest?”
„O ile wiem. Sprawdzę” – powiedziała Wiktoria.
Zalogowałem się na LinkedIn po raz pierwszy od tygodni. Profil Trevora wskazywał, że nadal pracuje u mojego poprzedniego pracodawcy, ale awansował.
Dyrektor ds. strategii międzynarodowego łańcucha dostaw.
Moja praca.
Awans, na który po cichu pracowałem przez sześć lat.
„Victoria, on ma moją starą pracę – a raczej pracę, którą ja powinnam dostać” – powiedziałam.
„Prześlij mi jego dane” – odpowiedziała. „Musimy ustalić, czy śledzi twoją pracę”.
Przez następny tydzień zespół Victorii prowadził dochodzenie. To, co odkryli, było zarówno pochlebne, jak i irytujące.
Trevor rzeczywiście monitorował mój profil na LinkedIn, moją działalność konsultingową, a nawet moje nawyki podróżnicze. Traktował mój sukces jako mapę drogową, nadążając za trzema miesiącami, kontaktując się z tymi samymi dostawcami, z którymi współpracowałem, i próbując podważyć relacje, które zbudowałem.
Ale on nie był w tym tak dobry jak ja.
Brakowało mu wrażliwości kulturowej, cierpliwości i autentycznych umiejętności budowania relacji. Większość dostawców, do których się zwrócił, odrzuciła jego oferty lub dawała mu ograniczony dostęp, pozostając lojalnym wobec nawiązanych przeze mnie partnerstw.
Mimo to jego próby stwarzały problemy. Dostawcy byli zdezorientowani, dlaczego dwie różne amerykańskie firmy stosowały wobec nich podobne strategie. Niektórzy zaczęli nie ufać obu firmom, obawiając się, że zostaną wciągnięci w korporacyjne gierki.
„Musimy to położyć kres” – powiedziała Victoria podczas naszej rozmowy strategicznej. „Samantho, wiem, że to dużo, ale czy zgodziłabyś się wrócić do Denver? Apex chce otworzyć biuro regionalne w Stanach Zjednoczonych i uważamy, że twoja obecność tam byłaby silnym sygnałem. Poza tym mogłabyś bezpośrednio przeciwdziałać temu, co robi Trevor”.
Zastanowiłem się nad tym.
Denver.
Dom.
Miejsce, z którego uciekłem rok temu.
„Kiedy?” zapytałem.
„Trzy miesiące” – powiedziała. „To daje wam czas na dokończenie projektów w Europie Wschodniej i przekazanie ich komuś innemu. Chcemy, żebyście skupili się na rynku amerykańskim i bezpośrednio konkurowali ze swoją starą firmą”.
„Zrozumieją, że mam na myśli właśnie ich” – powiedziałem.
„Dobrze” – odpowiedziała Wiktoria. „Niech to zrozumieją. Jesteś w tym lepsza niż ktokolwiek, kogo mają, i czas, żeby to zrozumieli”.
Po rozmowie siedziałem w swoim mieszkaniu w Pradze i patrzyłem na światła miasta odbijające się w rzece.
Rok temu byłem niewidzialny, zapomniany, pozostawiony w tyle w boksie w Denver.
Teraz poproszono mnie o powrót jako broń strategiczną.
Ironia była niemal zbyt doskonała.
Zadzwoniłem do mojej matki.
Nadszedł czas.
„Mamo, wracam do Denver” – powiedziałem.
Dźwięk, który wydała, był czymś pomiędzy westchnieniem a szlochem.
„Naprawdę? Och, Samantho, tak się cieszę. Kiedy?”
„Za trzy miesiące. Do pracy. Apex otwiera tam biuro regionalne i ja będę nim zarządzał” – powiedziałem.
„Będziesz prowadził biuro?” powtórzyła. „Ale myślałam, że tylko doradzasz”.
„Byłem. Teraz awansuję na stanowisko Dyrektora Regionalnego. To ważne stanowisko” – powiedziałem.
„Ja… nie wiedziałam, że tak dobrze ci idzie” – powiedziała cicho.
„Nie pytałeś” – odpowiedziałem.
Zapadła cisza.
„Masz rację” – powiedziała. „Nie zrobiłam tego. Przepraszam za to, kochanie. Naprawdę.”
„Wiem” – powiedziałem i ku mojemu zaskoczeniu, mówiłem poważnie.
„Ale nie wracam, żeby być dawną Samanthą” – dodałam. „Ta osoba już nie istnieje. Wracam na własnych warunkach, z własnym życiem, własną karierą. Jeśli ty, tata, Jessica i Danny chcecie być częścią tego życia, musicie to zaakceptować”.
„Oczywiście, że tak” – powiedziała szybko. „Po prostu chcemy, żebyś wrócił do naszego życia”.
„Zobaczymy” – powiedziałem. „Dam ci znać, kiedy wyląduję”.
Trzy miesiące minęły szybko. Zakończyłem moje projekty w Europie Wschodniej, przeszkoliłem mojego następcę i przygotowałem się do przeprowadzki z powrotem do Denver. Apex wynajął powierzchnię biurową w nowym budynku w centrum miasta – eleganckim i nowoczesnym, z oknami od podłogi do sufitu i widokiem na Góry Skaliste i stadion Coors Field.
Przyznali mi duży budżet na zatrudnienie małego zespołu i umożliwili samodzielne podejmowanie strategicznych decyzji.
Nie wracałem tylko do Denver.
Wracałem jako ktoś, kto się liczy.
Wieczorem przed moim lotem odbyłem ostatnią rozmowę wideo z Victorią.
„Samantho, chcę, żebyś coś wiedziała” – powiedziała. „Kiedy pierwszy raz się z tobą skontaktowałam rok temu, podjęłam ryzyko. Nie miałaś formalnego doświadczenia w konsultingu, tylko kilka projektów, które skleciłaś podczas podróży, ale coś mi mówiło, że jesteś wyjątkowa. Udowodniłaś, że jesteś kimś więcej niż się spodziewałam”.
„Dziękuję” – powiedziałem. „To wiele dla mnie znaczy”.
„To nowe stanowisko nie polega tylko na konkurowaniu z twoim starym pracodawcą” – kontynuowała. „Liczymy na to, że zbudujesz coś znaczącego. Apex chce zdominować rynek dystrybucji farmaceutycznej w USA w ciągu pięciu lat. Pomożesz nam to osiągnąć”.
„W takim razie nie ma presji” – powiedziałem z lekkim uśmiechem.
Ona się zaśmiała.
„Dobrze sobie radzisz pod presją. Dlatego cię zatrudniliśmy. Ale jeszcze jedno” – powiedziała. „Twój poprzedni pracodawca wie, że przychodzisz. Wieść się rozeszła. Spodziewaj się reakcji”.
„Niech zareagują” – powiedziałem. „Jestem gotowy”.
Wylądowałem w Denver w rześkie październikowe popołudnie, dokładnie rok i miesiąc po moim wyjeździe. Miasto wyglądało tak samo – flagi Broncos zwisające z ganków, reklamy kraftowego piwa na billboardach, znajoma panorama na tle gór – ale czułem się zupełnie inaczej.
Zameldowałem się w hotelu w centrum miasta. Apex płacił za tymczasowe zakwaterowanie, dopóki nie znalazłem mieszkania. Wieczór spędziłem na rozpakowywaniu się, wieszaniu kilku zdjęć z podróży – tokijskie zaułki, tajskie targi, praski most o świcie – i przygotowywaniu się do pierwszego dnia w nowym biurze.
Jeszcze nie skontaktowałem się z rodziną.
To może poczekać.
Biuro regionalne Apex znajdowało się na czternastym piętrze budynku w dzielnicy LoDo. Okna sięgające od podłogi do sufitu oferowały widok na ośnieżone szczyty górskie i boisko baseballowe, gdzie drużyna Rockies każdego lata łamała serca kibiców.
Na drzwiach mojego biura z matowego szkła widniało moje nazwisko: „Samantha – Dyrektor Regionalny”.
Stanęłam na chwilę w drzwiach, chłonąc to wszystko. Rok temu pracowałam jako analityk w boksie, a moje nazwisko widniało na plastikowej plakietce przypiętej do kardiganu.
Teraz miałem biuro ze swoim nazwiskiem na drzwiach i zespół, który mogłem zbudować.
Mój pierwszy nabytek był kluczowy. Potrzebowałem kogoś, kto rozumiałby lokalny rynek, ale nie byłby powiązany z żadnym z obecnych graczy.
Poświęciłem dwa tygodnie na przeprowadzanie rozmów z kandydatami i ją znalazłem.
Patricia – nie moja dawna przełożona, inna Patricia. Ta Patricia była byłym kierownikiem operacyjnym w firmie produkującej sprzęt medyczny w Denver Tech Center. Bystra, ambitna i nie bojąca się sprzeciwiać.
„Będę szczera” – powiedziała podczas wywiadu. „Wiem, kim jesteś. Wiem, że pracowałeś w firmie, z którą konkurujemy. To sprawia, że to jest interesujące”.
„Ciekawe jak?” zapytałem.
„Bo wszyscy w branży o tobie mówią” – powiedziała. „Analityczka, która zniknęła i wróciła jako konsultantka, która zbudowała reputację w Azji szybciej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać – i która teraz jest przygotowywana do walki ze swoim byłym pracodawcą. To wspaniała historia”.
„To nie jest opowieść” – powiedziałem. „To moje życie”.
„Jeszcze lepiej” – powiedziała Patricia z uśmiechem. „Chcę być tego częścią. Kiedy zacznę?”
Zaczęła w następny poniedziałek. Razem zaczęliśmy budować firmę. Potem zatrudniono jeszcze dwie osoby – koordynatora logistyki i analityka biznesowego. Mały, ale skuteczny zespół.
Tymczasem moja rodzina stawała się coraz bardziej wytrwała.
Wiedzieli, że wróciłem do Denver. Zamieściłem informację o moim nowym stanowisku na LinkedIn, a wieści szybko się rozchodzą w amerykańskich rodzinach, które cenią sobie grupowe czaty i przesyłane zrzuty ekranu.
W końcu, po dwóch tygodniach unikania zaproszeń, zgodziłem się zjeść z nimi kolację.
Nie w domu.
W restauracji.
Grunt neutralny.
Wszyscy byli tam, kiedy weszłam do przytulnej amerykańskiej bistro niedaleko przedmieścia moich rodziców: mama, tata, Jessica z mężem Brandonem i Danny. Wyglądali na starszych, bardziej zmęczonych.
Albo może po prostu widziałam je wyraźnie po raz pierwszy.
Kolacja zaczęła się niezręcznie. Wszyscy starali się zachowywać normalnie, udawać, że miniony rok w ogóle się nie wydarzył. Kelner przyniósł mrożoną herbatę i chleb. Rozmawialiśmy o korkach, pogodzie i fatalnym sezonie Broncos.
Na koniec mój ojciec odchrząknął.


Yo Make również polubił
Jeśli Twoje nerki są w niebezpieczeństwie, organizm da Ci znać tymi 10 znakami
Wymieszaj miąższ bakłażana, migdały i parmezan, a otrzymasz pyszne pesto do przyprawienia pierwszych dań i grzanek
O, to wspaniale! Nie wiedziałem tego.
Od niedawna robię kruche ciasto z tego przepisu i wychodzi idealne