Na parapetówce mojego brata wszyscy chwalili go za to, że „w końcu mu się udało” – nie wiedzieli, dlaczego jego klucze mogą już nie działać zbyt długo – Page 4 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Na parapetówce mojego brata wszyscy chwalili go za to, że „w końcu mu się udało” – nie wiedzieli, dlaczego jego klucze mogą już nie działać zbyt długo

Graham stał się moim skarbcem. Był jedyną osobą na świecie, która wiedziała, że ​​biedny krewny z rodzinnego grilla jest na dobrej drodze do przejścia na emeryturę w wieku 45 lat.

Rok później zamieszkaliśmy razem. Czynsz dzieliliśmy po połowie, co do centa. To było najbardziej romantyczne przeżycie w moim życiu.

Ale nie tylko oszczędzałam pieniądze. Budowałam arsenał. Rady Mai z liceum ewoluowały. Nie chodziło już tylko o zapisywanie rzeczy w zeszycie. Chodziło o dokumentację. Chodziło o łańcuch dostaw.

Stworzyłam cyfrowy system archiwizacji na zaszyfrowanym dysku twardym. Nazywałam go archiwum. Za każdym razem, gdy Dylan wysyłał mi SMS-a z prośbą o pieniądze, robiłam zrzut ekranu i go zapisywałam. Za każdym razem, gdy mama pisała do mnie maila z wyrzutami sumienia, że ​​nie mogę uczestniczyć w rodzinnym wydarzeniu, bo muszę pracować, zapisywałam go jako plik PDF. Za każdym razem, gdy tata składał obietnicę, której nie dotrzymał. Zapisywałam datę i szczegóły.

Ale poszedłem dalej. Wiedziałem, że w końcu biznes i rodzina zderzą się ze sobą. Wiedziałem, że chaotyczna natura Dylana w końcu będzie wymagała ratunku finansowego, który wymagałby podpisów.

Pewnego popołudnia Dylan odwiedził mnie w mieszkaniu. Potrzebował mojego poręczyciela w sprawie kredytu samochodowego. Jego zdolność kredytowa była słaba, a mama i tata wyczerpali płynność finansową po jego ostatnim nieudanym przedsięwzięciu.

„Potrzebuję tylko podpisu, Piper” – powiedział, krążąc po moim salonie. „Mam zapewnioną pracę. Zapłacę raty. Przysięgam”.

„Nie mogę poręczyć, Dylan” – powiedziałem spokojnie. „Mój stosunek zadłużenia do dochodów jest za wysoki”.

To było kłamstwo. Oczywiście, mój stosunek był nieskazitelny.

„Ale mogę pomóc ci przejrzeć dokumenty.”

Rzucił papiery na stół.

„Jesteś bezużyteczny. Wiesz o tym. Jesteś najbardziej samolubną osobą, jaką znam.”

Podczas gdy on poszedł do łazienki, żeby się obrazić i zadzwonić do mamy, ja wziąłem jego wniosek o pożyczkę. Nie podpisałem go, ale zrobiłem coś innego. Zrobiłem zdjęcie jego podpisu w wysokiej rozdzielczości na dole strony. Następnie zeskanowałem jego prawo jazdy, które zostawił na stole.

Nie kradłem mu tożsamości. Ja ją chroniłem. Wiedziałem, że pewnego dnia pojawi się pytanie, kto co podpisał. Chciałem mieć punkt odniesienia. Chciałem dokładnie wiedzieć, jak wyglądał jego charakter pisma, gdy był zdesperowany.

Kiedy wyszedł, wręczyłem mu papiery.

„Nie mogę ci pomóc, Dylan.”

Wybiegł z domu, trzaskając drzwiami z takim impetem, że rama zdjęcia zatrzęsła się o ścianę. Podniosłem ramę, wyprostowałem ją i usiadłem przed komputerem.

Przesłałem zdjęcia jego dokumentów do folderu oznaczonego jako „Tożsamość Dylana”.

Siedziałem tam przez chwilę, patrząc na świecący ekran. Myślałem o tym, jak działa rynek nieruchomości. Wszystko opiera się na dźwigni finansowej i odpowiedzialności. Kupujesz nieruchomość, wynajmujesz najemcę i masz nadzieję, że zapłaci. Ale jeśli nie zapłaci, nie krzyczysz na niego. Nie płaczesz do matki. Wskazujesz na umowę najmu. Wskazujesz na klauzulę, która mówi: „Brak zapłaty skutkuje natychmiastowym wypowiedzeniem umowy”.

Zrozumiałem wtedy, że moja rodzina działała na zasadzie uścisku dłoni. Wierzyli, że więzy krwi to wiążąca umowa. Wierzyli, że intencje liczą się bardziej niż czyny. Uważali, że jeśli powiedzą, że mnie kochają, zrekompensują lata zaniedbań. Uważali, że jeśli Dylan powie, że odniesie sukces, to będzie to równie dobre, jak pieniądze w banku.

Nie wierzyłem w uściski dłoni. Wierzyłem w mokre podpisy. Wierzyłem w pieczątki notarialne. Wierzyłem w przesyłki polecone z potwierdzeniem odbioru.

Graham wszedł do domu kilka godzin później. Zobaczył, że wpatruję się w ekran, a moja twarz rozświetlona była zimnym, niebieskim światłem.

„Wszystko w porządku?” zapytał, odkładając torbę.

„Wszystko w porządku” – powiedziałem. „Po prostu porządkuję swoje aktywa. Czy musimy skorygować budżet?”

„Nie” – powiedziałem, zamykając laptopa. „Ale myślę, że czas na dywersyfikację. Mam dość akcji. Chcę czegoś namacalnego. Chcę czegoś, czego mogę dotknąć”.

„Nieruchomości?” zapytał Graham.

„Tak” – powiedziałem. „Ale nie byle jaką nieruchomość. Chcę czegoś w Hill Country. Czegoś, co wygląda jak marzenie, ale działa jak biznes”.

Miałem kapitał. Miałem dobrą historię kredytową. A dzięki pracy w Cinder miałem wiedzę. Wiedziałem, jak założyć spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, która uchroniłaby moje nazwisko przed ujawnieniem w rejestrach publicznych. Wiedziałem, jak zatrudnić firmę zarządzającą nieruchomościami, która pełniłaby rolę bufora między wynajmującym a najemcą.

Byłem gotowy przestać być ofiarą narracji mojej rodziny. Byłem gotowy stać się autorem własnej.

„Moja rodzina wierzy w słowa” – powiedziałem Grahamowi tego wieczoru, zmywając naczynia. „Myślą, że słowa tworzą rzeczywistość. Tata mówi, że Dylan jest geniuszem. I rzeczywiście nim jest. Mama mówi, że mam problemy. I rzeczywiście je mam”.

Graham podał mi suchy talerz.

„A w co ty wierzysz?”

Spojrzałem na talerz. Był czysty, solidny i prawdziwy.

„Wierzę w papier” – powiedziałem. „Wierzę w umowę najmu. Wierzę w księgę rachunkową, bo papier nie dba o to, które dziecko jest twoim ukochanym. Papier po prostu pamięta”.

A miałem mnóstwo papieru.

Rok, w którym rynek nieruchomości oszalał, był rokiem, w którym w końcu zdecydowałem się na zakup. Powietrze w Austin pachniało desperacją i pyłem z suchych ścian. Stopy procentowe tańczyły chaotyczne tango, rosnąc jednego dnia i stabilizując się następnego, wywołując panikę wśród początkujących flipperów i młodych par, które chciałyby kupić swoje pierwsze domy.

Ale dla kogoś takiego jak ja, kogoś, kto gromadził gotówkę, obligacje o niskim oprocentowaniu i konta oszczędnościowe o wysokim oprocentowaniu niczym wiewiórka przygotowująca się na nuklearną zimę, pachniało to okazją.

Nie chciałem domu na start. Nie chciałem domu do remontu w modnej dzielnicy, gdzie musiałbym słuchać hipsterów grających na banjo na gankach. Chciałem czegoś wartościowego. Chciałem twierdzy.

Znalazłem go w Juniper Bluff. Juniper Bluff to dzielnica, w której podjazdy wybrukowano tłuczniem wapiennym, a rachunki za zagospodarowanie terenu były wyższe niż raty kredytów hipotecznych większości ludzi. Położona była na grzbiecie wzgórza, z widokiem na falujące dęby i odległy, migoczący żar autostrady. Było cicho. Było ekskluzywnie. To było dokładnie takie miejsce, o jakim marzyła moja matka, Linda, ale nigdy nie było na nie stać.

Dom był przejęty przez bank, ofiarą dyrektora technologicznego, który za bardzo się zadłużył. Był to nowoczesny schowek ze szkła i stali, surowy i zimny, stojący na 2 akrach ziemi. Kiedy po raz pierwszy przeszedłem się po nim z moim agentem nieruchomości, nie zobaczyłem domu. Zobaczyłem bilans.

„To wymaga naprawy” – powiedziała agentka nieruchomości, stukając obcasami o niedokończone betonowe podłogi. „Poprzedni właściciel zdemontował armaturę, zanim bank ją przejął”.

„Dobrze” – powiedziałem. „Nie chcę jego gustu. Chcę kapitału”.

Kupiłam nieruchomość za 850 000 dolarów. To była prawdziwa okazja. Biorąc pod uwagę, że podobne nieruchomości w okolicy sprzedawały się za 1,2 miliona dolarów, nie podpisałam aktu własności jako Piper Wallace. Zbyt wiele nauczyłam się z rodzinnych kont w Cinder, żeby popełnić tak banalny błąd, jak posiadanie aktywów na własne nazwisko.

Założyłem spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Nazwałem ją Juniper Slate Holdings LLC. Złożenie dokumentów u Sekretarza Stanu kosztowało mnie 300 dolarów. Skorzystałem z usług agenta rejestrowego, żeby moje nazwisko nie pojawiało się w wyszukiwarce adresów publicznych. Gdyby ktoś wyszukał właściciela domu na grzbiecie, znalazłby bezimienną spółkę z skrytką pocztową w Delaware.

Nie chodziło tylko o prywatność. Chodziło o izolację. Znałam swoją rodzinę. Gdyby Ray albo Linda dowiedzieli się, że mam prawie milion dolarów w nieruchomościach, zaczęłyby się wyrzuty sumienia. Dylan potrzebowałby pożyczki. Tata potrzebowałby nowej ciężarówki. Mama potrzebowałaby wakacji, żeby zregenerować siły po stresie macierzyństwa. Zakopując dom w spółce LLC. Budowałam zaporę między swoją pracą a ich prawami.

Po podpisaniu dokumentów wziąłem się do pracy, ale nie sięgnąłem po młotek. Zatrudniłem wykonawcę, mężczyznę o imieniu Silus, który mówił stękaniem i fakturami. Powiedziałem mu, czego chcę.

„Chcę, żeby wyglądało jak okładka magazynu” – powiedziałam. „Nieważne, czy jest wygodne. Chcę, żeby robiło wrażenie”.

Zburzyliśmy ścianę między kuchnią a salonem, tworząc otwartą przestrzeń, która echem odbijała się w Twoich słowach. Zainstalowaliśmy wyspę kuchenną z białego kwarcu, wystarczająco długą, by wylądował na niej mały samolot. Zamontowaliśmy przesuwne, sięgające od podłogi do sufitu, szklane drzwi, które wychodziły na podwórko.

A potem był basen. Ogród był głównym punktem sprzedaży. Opadał w wąwóz, oferując niczym niezakłócony widok na zachód słońca. Zainstalowałem basen typu infinity. Linia wody zdawała się znikać w horyzoncie. Dodaliśmy palenisko, oświetlenie LED sterowane smartfonem i specjalistyczny system nagłośnienia zewnętrznego.

Był piękny. Ale jednocześnie zupełnie bezduszny. To był dom zaprojektowany dla ludzi, którzy całe życie żyli dla aprobaty obcych w internecie. To była scenografia czekająca na aktorów.

Podczas remontu nadal odgrywałam rolę zmagającej się z problemami córki. Jechałam moim dziesięcioletnim sedanem do domu rodziców na niedzielny obiad. Klimatyzacja w moim samochodzie w końcu padła, więc przyjechałam spocona i zdenerwowana.

„Och, Piper” – powiedziała mama, podając mi szklankę mrożonej herbaty, kiedy weszłam do kuchni. „Wyglądasz na wyczerpaną. Czy ten stary samochód nadal sprawia ci kłopoty?”

„Pozwala mi dostać się z punktu A do punktu B” – powiedziałem, ocierając czoło.

„Naprawdę powinieneś poprosić o podwyżkę” – powiedziała, siekając marchewki z agresywną precyzją. „Dylan opowiadał nam o swojej nowej grupie networkingowej. Mówi, że trzeba promować sukces, żeby go przyciągnąć. Może gdybyś się trochę lepiej ubierał, szef traktowałby cię poważnie”.

Wziąłem łyk herbaty. Była za słodka.

„Będę o tym pamiętać, mamo.”

Nie powiedziałem jej, że właśnie zatwierdziłem fakturę na 15 000 dolarów za importowane włoskie płytki do głównej łazienki w moim sekretnym domu. Nie powiedziałem jej, że szef właśnie dał mi premię za wyniki, za którą można by 10 razy kupić całą garderobę Dylana. Po prostu stałem tam, pozwalając, by jej krytyka mnie zalewała. Wiedząc, że w kieszeni trzymam klucze do królestwa, do którego ona nigdy nie wejdzie.

Zatrudniłem firmę zarządzającą nieruchomościami, aby zajęła się poszukiwaniem najemców. Wybrałem firmę Ironclad Residential. Ich logo było tarczą. Ich reputacja była bezwzględna.

Usiadłem z kierowniczką działu obsługi klienta, kobietą o imieniu Karen, której fryzura przypominała kask ochronny.

„Mam bardzo konkretne wymagania co do umowy najmu” – powiedziałem jej.

„Używamy standardowej umowy najmu obowiązującej w Teksańskim Stowarzyszeniu Pośredników w Obrocie Nieruchomościami” – powiedziała, przesuwając dokument po biurku.

„Chcę aneksów” – powiedziałem. Otworzyłem laptopa. „Chcę ścisłego limitu liczby osób, nie więcej niż dwie osoby dorosłe. Chcę ciszy nocnej od 10:00 i chcę konkretnego zapisu dotyczącego imprez. Każde zgromadzenie powyżej 10 osób wymaga uprzedniej pisemnej zgody i bezzwrotnego depozytu w wysokości 500 dolarów”.

Karen uniosła brwi.

„To dość restrykcyjne jak na luksusowy wynajem. Mogłoby to odstraszyć najemców z wyższej półki”.

„Nie chcę najemcy, który chce mieć dom” – powiedziałem. „Chcę najemcy, który chce mieć salon wystawowy i chcę chronić swój majątek”.

Dodałem jeszcze jedną klauzulę. To był formalizm prawny, ale wiedziałem, że ma kluczowe znaczenie.

„Chcę klauzuli stanowiącej, że wszystkie zawiadomienia prawne, w tym doręczenia pism procesowych w przypadku sporów, będą uważane za ważne, jeśli zostaną dostarczone na adres wynajmu listem poleconym lub wywieszone na drzwiach wejściowych”.

Karen wpisała to do swoich notatek.

„Standardowa procedura, ale jeśli chcesz, możemy użyć bardziej pogrubionego języka.”

„Pokaż to wyraźnie” – powiedziałem. „Niech nie da się tego przegapić”.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Jeśli masz 1 JAJKO i JOGURT i MĄKĘ bez PIEKARNIKA

Wszechstronność: Spróbuj dodać owoce, czekoladę, przyprawy lub inne składniki, aby dostosować swoje przepisy. Słodycz: Dostosuj ilość cukru do swojego smaku ...

Eleganckie ciasta jabłkowo-różane – prosty, a zarazem spektakularny deser

Do wypieków 400 g (14 uncji) ciasta francuskiego, rozmrożonego, jeśli było zamrożone 3 średnie czerwone jabłka 30 g (2 łyżki) ...

Ekspresowy Sernik z Tylko 3 Składników: Przepis, Który Zaskoczy Cię Prostotą!

5. Studzenie: Po upieczeniu wyjmij sernik z piekarnika i pozwól mu wystygnąć w formie przez około godzinę. Następnie wstaw do ...

Pożegnaj się z pleśnią naturalnie: proste i przyjazne dla środowiska rozwiązanie

Zalety tej metody: Naturalna i bezpieczna dla środowiska i zdrowia Ekonomiczna Wszechstronna, można stosować w całym domu Postępując zgodnie z ...

Leave a Comment