Te słowa nie pasowały do tego pomieszczenia. Brzmiały jak telefon od inwestora.
Spojrzała na Zachary’ego, potem znów na tłum i uśmiechnęła się z takim głodem, którego nigdy nie zapomnę.
„Jak wszyscy wiecie” – kontynuowała – „Zachary obejmie stanowisko dyrektora generalnego, a firma pozostanie w rodzinie, tak jak zawsze chciał mój teść. Majątek jest wyceniany na sześćset milionów dolarów i uhonorujemy jego dziedzictwo w należyty sposób”.
Kilka osób zaciągnęło się zbyt gwałtownie. Ktoś za mną wyszeptał pod nosem: „Jezu”, jakby odruchowo. Usłyszałem brzęk bransoletki kobiety, gdy jej dłoń powędrowała do ust.
W pokoju zapadła całkowita cisza.
Nie niezręczna cisza.
Niegrzeczna cisza.
Cisza, która zapada, gdy coś nieodpowiedniego zostanie powiedziane tak śmiało, że wszyscy zastygają w bezruchu, czekając, aż rzeczywistość to skoryguje.
I w tej mroźnej ciszy niemal usłyszałem w myślach śmiech mojego taty — suchy, urywany chichot, który zwykł wydawać z siebie, gdy ktoś wchodził do jego biura ze złym pomysłem, jeszcze o tym nie wiedząc.
Jego śmiech nie był ciepły. Nie był też złośliwy. Był pouczający, jak dzwonek ostrzegawczy.
A potem śmiech rozległ się ponownie.
Nie pamiętam.
W głośnikach.
Głośny, wyraźny, suchy chichot, wzmocniony przez system nagłaśniający katedry, dochodzący z kierunku trumny mojego ojca.
Przez ułamek sekundy moje ciało zapomniało jak oddychać.
Kilka osób jednocześnie odwróciło głowy w stronę trumny, jakby obawiały się, że drewno może się unieść, jakby mój ojciec mógł usiąść i zapytać, kto dał Samancie pozwolenie na mówienie.
Mężczyzna w drugim rzędzie zbladł. Uśmiech Samanthy zbladł, tylko drgnął, ale to dostrzegłem. Oczy Zachary’ego rozszerzyły się, a potem zwęziły w panice, jakby jego mózg szukał wyjaśnienia, które nie ośmieliłoby go.
To nie był duch.
To było nagranie.
Jednak przerażenie na twarzy Zachary’ego było na tyle prawdziwe, że włosy stanęły mi dęba.
Nie patrzyłem na Samanthę. Nie patrzyłem na trumnę. Spojrzałem na Petera po drugiej stronie przejścia.
Peter był szefem sztabu mojego ojca przez czterdzieści lat. Nie rzucał się w oczy. Nie był głośny. Był typem człowieka, który potrafił przejść się po magazynie podczas zmiany i po samym dźwięku rozpoznać, czy coś jest nie tak z taśmociągiem.
Stał tam w ciemnym garniturze, wyprasowanym o świcie, z czerwonymi obwódkami wokół oczu i twarzą naciągniętą na smutek niczym surowa maska.
A w jego dłoni, nisko przy udzie, znajdował się mały pilot.
Nie poruszył się. Nie mrugnął.
On po prostu czekał.
Skinąłem mu głową tak delikatnie, jak tylko mogłem, żeby nikt inny tego nie zauważył.
Jeśli teraz słuchasz, powiedz mi, skąd słuchasz i która jest godzina. Zawsze chcę wiedzieć, kto tam jest, kto rozumie, jak to jest, gdy wokół ciebie robi się zimno.
Aby zrozumieć, dlaczego mój ojciec śmiał się z grobu, trzeba cofnąć się o około dziesięć minut.
Zanim Samantha chwyciła mikrofon, zanim katedra wstrzymała oddech, Zachary i Samantha zachowywali się, jakby nabożeństwo było wydarzeniem networkingowym, tyle że z lepszym oświetleniem.
Przybyli późno, co samo w sobie było swego rodzaju zapowiedzią. Drzwi się otworzyły i wdarł się podmuch zimowego powietrza, a głowy odwróciły się zirytowane, a potem złagodniały, gdy tylko ich rozpoznano.
Samantha weszła pierwsza, z uniesioną brodą i już badawczym wzrokiem. Zachary podążył za nią, witając ludzi tym jasnym, płytkim urokiem, który nosił jak wodę kolońską.
Nie podeszli do trumny.
Szli w kierunku tłumu.
Samantha zatrzymała się obok grupy członków zarządu i zaśmiała się z czegoś, co wcale nie było śmieszne, dotykając tu łokcia, tam ramienia, wchodząc w centrum każdej rozmowy, jakby należała do tego grona.
Zachary uścisnął dłoń mężczyznom, którzy kiedyś go poprawiali, mężczyznom, którzy kiedyś ratowali interesy, które on by zrujnował, i przyjął ich kondolencje z pewnością siebie człowieka, który zakłada, że jego awans został już zatwierdzony przez Boga.
Obserwowałem ich z pierwszego ławki, bo nie było innego miejsca, gdzie mógłbym patrzeć.


Yo Make również polubił
Pięć najważniejszych rzeczy, które mogą spowodować wybuch lub pożar w klimatyzatorze
Brzoskwiniowy sernik na zimno
Mówią, że sekret Twojej osobowości tkwi w długości tego palca. Mój jest niepokojąco prawdziwy!
Jest tak dobre, że będziesz je robić dwa razy w tygodniu! Proste i pyszne!