Ale dlaczego?
Czego oni chcieli?
Czego chciał Adam?
Znów zrobiło mi się zimno w ręce.
Usiadłam na brzegu łóżka i wpatrywałam się w misia, myśląc o tym, ile razy Mia go przytulała.
Ile razy przyciskała do niego policzek, jakby był bezpieczny.
Ile razy Janet ją całowała i nazywała „słodką dziewczynką”, uśmiechając się do mnie, jakbym oblała test, o którym nie wiedziałam, że mi go dali.
Nie płakałam.
Nie krzyczałem.
Nawet nie zadzwoniłam od razu do Adama, bo już wiedziałam, jak będzie wyglądał ten telefon.
Zaprzeczyłby temu.
Powiedziałby, że jestem paranoikiem.
Mówił, że popadam w spiralę.
A potem składał im raport, a oni wprowadzali zmiany.
NIE.
Gdyby to była jakaś gra, nie zamierzałbym zdradzać swoich posunięć.
Złożyłem misia z powrotem w całość najlepiej jak potrafiłem, jakbym nic nie widział.
Następnie umieściłam go w szczelnie zamkniętym worku do zamrażania, wzięłam z kuchni, uciszyłam powietrze i schowałam z tyłu szafy.
Dowód, szepnął mój mózg.
Potem siedziałem w ciemności, blask ekranu mojego telefonu słabł, i myślałem o jednej prostej myśli.
Adam jest dobry w technologii.
Janet i Frank świetnie radzą sobie z poczuciem winy, kontrolą i zapiekankami.
A technologia?
Adam.
Następnego ranka, po odwiezieniu Mii do szkoły, zadzwoniłem do Angeli Park.
Nawet nie próbowałem brzmieć swobodnie.
„Muszę cię zobaczyć” – powiedziałem.
Angela nie pytała dlaczego.
Ona po prostu podała mi godzinę.
Jej biuro w centrum miasta znajdowało się na dwunastym piętrze przeszklonego budynku z widokiem na rzekę i stadion w oddali. Pachniało czystym papierem, drogą kawą i stresem.
Usiadłem naprzeciwko jej biurka i przesunąłem telefon do przodu.
„Zrobiłem zdjęcia” – powiedziałem. „Urządzenia w prezencie urodzinowym Mii”.
Twarz Angeli nie zmieniła się zbytnio, ale jej wzrok stał się ostrzejszy, jakby ktoś przekręcił pokrętło.
Przyglądała się zdjęciom, przybliżała je i oddalała.
Potem spojrzała na mnie.
„Michelle” – powiedziała bardzo spokojnie. „To poważna sprawa”.
„Wiem” – powiedziałem. „Właśnie dlatego tu jestem”.
Angela odłożyła telefon delikatnie, jakby telefon miał ją ugryźć.
„Zanim porozmawiamy o urządzeniu”, powiedziała, „muszę ci coś powiedzieć”.
Poczułem ucisk w żołądku.
Otworzyła teczkę — moją teczkę — i obróciła ją w swoją stronę, stukając palcem w stronę jednej ze stron.
„Adam odrzucił zasadę 50/50” – powiedziała.
Mrugnęłam.
“Co?”
„Odrzucił propozycję opieki” – powtórzyła Angela. „Chce pełnej opieki”.
Zrobiło mi się sucho w ustach.
„To nie ma sensu” – powiedziałem. „Powiedział, że…”
„Wiem, co powiedział” – wtrąciła Angela, wciąż spokojna. „Wiem, co ci przedstawił. Ale w papierach twierdzi, że jesteś niestabilna”.
Serce zaczęło mi walić w uszach.
„On… on nazywa mnie niezrównoważoną?”
Angela skinęła głową.
„Domaga się, aby sąd przyznał mu kontrolę nad decyzjami dotyczącymi finansów i opieki nad Mią”.
I tak to się stało.
Klik.
Powód.
Nie chodziło o Mię.
Nie bardzo.
Bo gdyby chodziło o Mię, podział opieki 50/50 byłby wystarczający.
Ale pełna opieka – pełna opieka oznaczała kontrolę.
Pełna opieka oznaczała dostęp.
Pełna opieka oznaczała drogę do jedynych prawdziwych pieniędzy w całym tym bałaganie.
Fundusz powierniczy Mii.
Siedziałam tam, zaciskając dłonie na kolanach, i poczułam, że coś we mnie się zmienia — coś, co od miesięcy próbowało zachować uprzejmość.
Zaoferowałem mu sprawiedliwość.
Zaoferowałem mu pokój.
W odpowiedzi próbował podsłuchać mój dom i zabrać mi dziecko.
Angela pochyliła się do przodu.
„Czy masz dowody na to, że uprawiał hazard?” – zapytała.
„Tak” – odpowiedziałem natychmiast. „SMS-y, wyciągi bankowe, zrzuty ekranu z aplikacji bukmacherskich, wiadomości, w których prosił mnie o wykorzystanie pieniędzy z funduszu powierniczego”.
„Dobrze” – powiedziała. „Będzie nam potrzebne”.
Znów stuknęła w mój telefon.
„A to – to urządzenie – musimy się nim odpowiednio zająć. Powinieneś zgłosić sprawę na policję. Samo urządzenie staje się dowodem. Wszelkie wyniki badań kryminalistycznych wymagają czasu, ale sam fakt jego istnienia jest potężny”.
Skinąłem głową, bo moje ciało reagowało teraz na coś starszego niż strach.
Strategia.
Ochrona.
Wojna.
Angela przyglądała mi się przez sekundę.
„Zaoferowałeś mu niekwestionowaną drogę” – powiedziała cicho. „Wybrał konflikt”.
Poczułem, jak zaciska mi się szczęka.
„Wtedy dowie się, jak wygląda konflikt” – powiedziałem.
Angela się nie uśmiechnęła, ale w jej głosie słychać było aprobatę.
„To jest prawidłowa odpowiedź.”
Wyszłam z jej biura z listą rzeczy do zebrania – kopie do wydrukowania, rachunki do udokumentowania, stare wiadomości do wyszukania w telefonie – i wyszłam z czymś jeszcze.
Przejrzystość.
Adam nie grał uczciwie.
Grał bez przerwy.
A teraz ja również.
Tego samego popołudnia złożyłem zawiadomienie o zaginięciu niedźwiedzia na miejscowym komisariacie, siedząc na plastikowym krześle pod tablicą ogłoszeniową pokrytą ulotkami o zaginionych zwierzętach i plakatami straży sąsiedzkiej.
Policjant zabrał misia i urządzenie, zapakował je do worka i oznakował, a jego twarz napięła się na tyle, że wiedziałem, iż nie jestem szalony, bo się boję.
Kilka dni później nadszedł czas drugich urodzin Mii.
Ten z Adamem.
Ten z Janet i Frankiem krążącymi w tle, jakby nigdy w życiu nie zrobili nic złego.
Nie chciałem puścić Mii.
Każda komórka ochronna w moim ciele krzyczała, żebym tego nie robił, ale wiedziałem też, jak to będzie wyglądać, jeśli powstrzymam to bez dowodu. Jeśli nagle stanę się trudny. Jeśli stanę się historią, której chcieli.
Więc zrobiłam to, co robią matki.
Zaplanowałem.
Tego ranka założyłem Mii zegarek na rękę.
Wyglądał jak normalny zegarek dla dzieci — jasny, prosty, taki, jaki można kupić w Walmarcie, bo dzieci nie potrafią odczytać godziny, ale uwielbiają dodatki.
Wewnątrz znajdował się GPS i przycisk SOS.
Przykucnąłem przed nią i starałem się mówić lekkim tonem.
„Jeśli się boisz” – powiedziałem, odgarniając jej włosy z twarzy – „naciśnij ten przycisk”.
Mia spojrzała w dół i lekko zmarszczyła brwi.
“Dlaczego?”
„Na wszelki wypadek” – powiedziałem. „Czasami dorośli się mylą. Jeśli nie możesz znaleźć taty albo mnie potrzebujesz, naciskaj. Dobrze?”
Mia skinęła głową.
“Dobra.”
Pocałowałem ją w czoło i uśmiechnąłem się.
Mój uśmiech nie sięgnął kości.
Adam przyjechał ją odebrać.
Stał na moim ganku jak człowiek, który ćwiczył bycie nieszkodliwym — czysta bluza z kapturem, dżinsy, nowa para trampek, na które zdecydowanie go nie było stać.
„Hej” – powiedział, jakbyśmy byli dwójką zaprzyjaźnionych współrodziców, którzy nieumyślnie się rozwiedli z powodu kolizji w harmonogramie.
„Hej” – odpowiedziałem.
Mia pobiegła do niego.
Podniósł ją i zakręcił nią raz, jak normalny tata w reklamie ubezpieczenia na życie.
Przyglądałem się jego dłoniom.
Przyglądałem się jego twarzy.
Obejrzałem wszystko.
Podał mi kartkę papieru z zapisanym na niej adresem.
„Instrukcje odbioru” – powiedział. „Wysadzimy ją tutaj. O tej samej porze”.
Było to miejsce spotkań, znajdujące się po drugiej stronie miasta.
„Napisz mi SMS-a, kiedy będziesz wychodził” – powiedziałem.
„Jasne” – odpowiedział Adam bez skrępowania.
I już ich nie było.
Godziny wlokły się w nieskończoność.
Próbowałem być normalny.
Posprzątałam. Zrobiłam pranie. Za dużo gapiłam się w telefon. Sprawdziłam godzinę. Sprawdziłam jeszcze raz. Z drugiej strony, bo niepokój to po prostu odświeżenie mózgu, jakby miał załadować nowe informacje.
W tle Netflix puszczał coś, z czego nie zwróciłem uwagi ani na sekundę.
Kiedy nadszedł czas, aby odebrać Mię, pojechałem pod adres, który podał mi Adam.
To był budynek, nie dom.
Nie podwórko pełne balonów, nic, co krzyczałoby „impreza dla dzieci” — po prostu niski, ceglany budynek niedaleko galerii handlowej, rodzaj wynajmowanej przestrzeni, jakiej ludzie używają na baby shower, quinceañeras i premiery MLM.
Wjechałem na parking, przystanąłem na chwilę i rozejrzałem się dookoła.
Nie rozpoznałem żadnego samochodu.
Brak muzyki.
Bez dzieci.
Żadnych dekoracji.
Brak znaku.
Może było w środku.
Być może było tylne wejście.
Może przyszedłem za wcześnie.
Wyszedłem i poszedłem na spacer.
Sprawdziłem adres na telefonie.
Spojrzałem na drzwi — ciemne, szklane, zamknięte.
Próbowałem znaleźć coś, co nadałoby temu sens.
Nic.
Sprawdziłem godzinę.
Sprawdziłem wiadomości.
Żadnych wiadomości od Adama.
Zadzwoniłem do niego.
Brak odpowiedzi.
Zadzwoniłem ponownie.
Nic.
Napisałem SMS-a: „Jestem tutaj. Gdzie jesteś?”
Brak odpowiedzi.


Yo Make również polubił
CHLEB HAMBURGEROWY MAROKO
Ciasto jogurtowe: kremowy przepis na deser bez pieczenia
Domowy przysmak: tajski krem orzechowy
Alert dotyczący latawca plamistego: dlaczego należy działać szybko, jeśli zauważysz tego owada