Ale największa zmiana zaszła w jej oczach. Nie było już w nich strachu, tylko kalkulacja.
„Czy jest pani gotowa wrócić na ring?” – zapytał Seek pewnego popołudnia.
„Jestem gotowy” – powiedział Zelica.
Nie pojechali do hotelu. Pod rozkazami Zelicy, zespół Seeka dyskretnie pracował w Atlancie. Kupili starą rezydencję w dzielnicy Cascade Heights. Nie jakąś nową, olśniewającą rezydencję w stylu McMansion, jaką lubił Quacy, ale zabytkowy, solidny, elegancki budynek, emanujący aurą dawnej, czarnej potęgi i bogactwa pokoleń. Dom został opłacony gotówką.
Kiedy Zelica weszła do swojej nowej rezydencji, nie była już tą samą kobietą, którą wyrzucono z holu apartamentu. Była panią Zelicą Okafor, prezesem Okafor Legacy Holdings LLC.
Tymczasem w apartamencie Sovereign życie Quacy’ego i Aniyi osiągnęło szczyt.
„Ten projekt, kochanie” – wykrzyknął Quacy pewnego wieczoru, nalewając szampana Aniyi. „To zmieni zasady gry”.
Po tym, jak udało mu się wyrzucić Zelicę, czuł się niezwyciężony. Jego firma budowlana gorączkowo poszukiwała nowych projektów.
„Mam poufne informacje” – powiedział, a jego oczy błyszczały chciwością. „Na rynku pojawia się atrakcyjna działka o powierzchni tysięcy akrów w południowej Georgii. Podobno ma być otwarta na luksusowy projekt. Muszę zdobyć kontrakt na budowę”.
Aniya, która była zajęta robieniem sobie selfie z kieliszkiem szampana, słuchała tylko jednym uchem.
„O, tak. Świetnie. To znaczy, że nasz ślub może odbyć się na Turks i Caicos, prawda? I chcę tę nową torebkę Birkin, tę ze skóry krokodyla”.
„Jasne, zrób co chcesz” – powiedział Quacy.
Ale w głębi duszy czuł się trochę nieswojo. Aby zrealizować tak duży projekt, potrzebował ogromnego zastrzyku kapitału. Potrzebował inwestorów. Jego firma, szczerze mówiąc, miała sporo długów, które pozwalały jej finansować wystawny styl życia.
„Zorganizuję spotkania ze wszystkimi możliwymi inwestorami” – mruknął.
Kilka dni później dotarły do niego plotki z kręgów biznesowych Atlanty.
„Słyszałeś?” – zapytał znajomy. „W mieście pojawił się nowy gracz, który inwestuje jak szalony. Kupił rezydencję w Cascade za gotówkę. Sprowadził konsultanta z Midtown, tego gościa, Seeka, Sprzątacza”.
„Jak się nazywa?” zapytał Quacy.
„Ciekawe. Nikt nie wie dokładnie. Bardzo tajne. Ale nazwa firmy jest stara. Okafor Legacy Holdings LLC. Coś ci się kojarzy?”
Quacy pokręcił głową.
„Staromodna nazwa. Pewnie jacyś starzy bogacze właśnie zorientowali się w swoich majątkach. To jest okazja.”
Natychmiast polecił swojej sekretarce, aby znalazła sposób na skontaktowanie się z Okafor Legacy Holdings. Musiał przedstawić swoją propozycję zagospodarowania południowej Georgii. Nie wiedział, że ziemie, których pragnął, to te wymienione w akcie własności Zelicy.
Zaproszenie dotarło. Firma Okafor Legacy Holdings LLC była zainteresowana zapoznaniem się z propozycją firmy Quacy’ego. Spotkanie miało się odbyć w rezydencji prezesa w rezydencji Cascade.
„Patrz, Aniya, zaprosili mnie. Na pewno słyszeli o mojej reputacji” – przechwalał się.
Tego ranka włożył swój najdroższy garnitur. Ćwiczył prezentację przed lustrem. Był zdeterminowany, by olśnić tego tajemniczego inwestora.
Dotarł do rezydencji. Wysoka, kuta, żelazna brama otworzyła się powoli. Wszedł do majestatycznego, ale chłodnego holu. Ściany były marmurowe, a meble antyczne i ciężkie.
Przyjął go asystent o formalnym wyglądzie.
„Dzień dobry, panie Quacy. Proszę czekać w sali konferencyjnej. Nasz dyrektor generalny wkrótce do pana dołączy”.
Quacy’ego zaprowadzono do okazałej biblioteki przekształconej w salę konferencyjną. Po jednej stronie stał bardzo długi mahoniowy stół. Po drugiej stronie wysokie okna wychodziły na zadbany ogród. Na końcu stołu siedział mężczyzna wpatrzony w swój laptop Seek.
Quacy myślał, że jest szefem.
„Dzień dobry, panie” – powiedział.
Seek spojrzał w górę. Jego oczy były zimne.
„Jestem Seeku, konsultant. Proszę usiąść, panie Quacy. Nasz prezes już jedzie.”
Quacy usiadł. Zaczął się trochę denerwować. Atmosfera w pokoju była zbyt ciężka, zbyt cicha.
Pięć minut minęło jak godzina.
Nagle podwójne drzwi za nim się otworzyły. Quacy się nie odwrócił. Usłyszał odgłos kroków na wysokich obcasach.
Klik, klak. Klik, klak.
Mocny i rytmiczny dźwięk na marmurowej podłodze.
„Przepraszam za czekanie” – powiedział głos. Znajomy głos, ale… niemożliwy.
Quacy zamarł. Znał ten głos, ale ten głos był zimny, pełen autorytetu.
Powoli obrócił krzesło.
Kroki ucichły na drugim końcu stołu.
Stała tam Zelica, z idealnie ułożonymi włosami. Miała na sobie granatową sukienkę, która idealnie opinała jej ciało. Na nosie miała okulary do czytania. Jej twarz była subtelnie, ale profesjonalnie umalowana.
Spojrzała na Quacy’ego. W jej oczach nie było nienawiści. Żadnej miłości. Nic, tylko spojrzenie przełożonego na podwładnego.
Otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.


Yo Make również polubił
Serowy Domek-chatka baby jagi
Eliksir antybakteryjny z aloesu i czosnku
Quiche Lotaryngia
Domowy sposób na samodzielne usuwanie kamienia nazębnego