Leonard siedział przy moim stoliku z otwartą gazetą, ale jego oczy nie czytały. Co kilka minut zerkał w stronę ulicy, jakby nasłuchiwał całym ciałem.
„Chcesz do niej zadzwonić?” zapytał.
„Już jej mówiłem, żeby nie wysyłała szczegółów” – powiedziałem. „Robimy to jak należy. Po cichu”.
„Cisza nie oznacza powolności” – odpowiedział Leonard.
„Nie jestem powolny” – powiedziałem i sam się zdziwiłem, jak spokojnie brzmiał mój głos. „Jestem precyzyjny”.
O 10:15 Caitlyn napisała mi jedno zdanie: Czy mogę się z tobą gdzieś spotkać? Gdzieś poza tym miejscem?
Przez chwilę wpatrywałem się w wiadomość, po czym odpisałem: Tak. Bar przy drodze nr 9. Stoisko przy oknie. Nie przynoś niczego rzucającego się w oczy.
Leonard uniósł brwi, gdy chwyciłem za płaszcz.
„Chcesz, żebym przyszedł?” zapytał.
„Nie” – powiedziałem. „Jeszcze nie. Skoro już jest pod opieką w domu, nie chcę, żeby twoja obecność sprawiała wrażenie operacji. Chcę, żeby to było jak spotkanie wnuczki z babcią na naleśniki”.
Leonardowi zadrżały usta. „Naleśniki z dowodami” – powiedział.
„Dokładnie” – odpowiedziałem.
Bar należał do tych, w których wciąż serwowano kawę w grubych, białych kubkach i trzymano gablotę z ciastami przy kasie niczym ołtarz. Przy oknie wisiała wyblakła amerykańska flaga, a na ścianie mały szyld reklamował piątkową smażalnię ryb w Weteranach Wojen Zagranicznych (VFW). Zapach uderzył mnie od razu, gdy tylko wszedłem – masło, bekon i stary olej do smażenia – i na chwilę przeniósł mnie z powrotem do lat, kiedy Derek i ja przychodziliśmy tu po mszy, śmiejąc się z byle czego, trzymając się za ręce, jakby świat nie mógł nam się ruszyć spod nóg.
Wślizgnęłam się do boksu przy oknie i trzymałam ręce na stole, widoczna, spokojna. Kelnerka o srebrnych włosach i rzeczowej twarzy nalała mi kawy bez pytania, jakby pamiętała mnie z innego życia.
„Chcesz tego samego?” zapytała.
„Nie dzisiaj” – powiedziałem. „Tylko kawa, dziękuję”.
Skinęła głową, jakby zrozumiała więcej, niż powiedziałem, i odeszła.
Caitlyn pojawiła się dziesięć minut później, wślizgując się, jakby starała się nie zostać zauważona. Miała na sobie bluzę z kapturem ciasno naciągniętą na twarz i plecak wysoko na ramionach. Kiedy mnie zauważyła, jej postawa lekko się rozluźniła, ale strach nie zniknął z jej oczu.
Wsunęła się do kabiny naprzeciwko mnie i trzymała ręce pod stołem, jakby coś tam trzymała.
„Cześć, babciu” – wyszeptała.
„Cześć, kochanie” – odpowiedziałem. „Spójrz na mnie”.
Podniosła oczy.
„Nie masz kłopotów” – powiedziałem cicho. „Nie jesteś zły. Nie jesteś nielojalny, mówiąc prawdę. Rozumiesz?”
Jej usta zadrżały. „Ciągle myślę, że wszystko zepsułam”.
„Nie” – powiedziałem. „Zniszczyli to. Po prostu przestałeś pozwalać, żeby to się ukrywało”.
Kelnerka wróciła i zapytała Caitlyn, czego sobie życzy. Caitlyn zamówiła gorącą czekoladę, bez bitej śmietany, ledwo słyszalnym głosem. Kiedy kelnerka odeszła, Caitlyn pochyliła się do przodu, mocno opierając łokcie o żebra.
„Mam to” – powiedziała.
„Powiedz mi jak” – odpowiedziałem. „Żadnych szczegółów, które by ci nie odpowiadały. Tylko tyle, żebyśmy mogli to załatwić bezpiecznie”.
Caitlyn przełknęła ślinę. „Mój telefon” – wyszeptała. „Użyłam aplikacji do nagrywania głosu. Nie planowałam tego. Trzęsłam się. Po prostu… nacisnęłam „nagraj” i schowałam nagranie do kieszeni”.
„Dobrze” – powiedziałem, starając się zachować łagodny ton. „To znaczy, że ma znacznik czasu”.
Szybko skinęła głową, jakby nie zdawała sobie sprawy, że to ma znaczenie.
„Nikomu tego nie wysyłałam” – powiedziała. „Nawet nie odtworzyłam tego ponownie. Bałam się, że… sama nie wiem, że to zepsuję”.
„Zrobiłaś wszystko, co trzeba” – powiedziałem jej. „Masz przy sobie telefon?”
Zawahała się, ale skinęła głową.
Lekko się pochyliłem. „Nie wezmę tego” – powiedziałem. „Nie tknę tego. Nie tutaj. Dopóki Michael nie powie nam, jak najlepiej. Ale chcę usłyszeć wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, z czym mamy do czynienia”.
Oczy Caitlyn napełniły się łzami. „To źle” – wyszeptała.
„Wtedy zajmiemy się tym jak dorośli” – powiedziałem. „I będziemy cię chronić, dopóki to zrobimy”.
Kelnerka postawiła gorącą czekoladę Caitlyn, a para unosiła się między nami niczym welon. Caitlyn objęła kubek dłońmi i przez chwilę wyglądała, jakby znów miała osiem lat – mała i gotowa stawić czoła światu.
„Czy oni mnie obserwują?” – zapytała.
„Nie wiem” – powiedziałem szczerze. „Ale będę się zachowywał tak, jakby mogli. To nie paranoja. To ostrożność”.
Caitlyn skinęła głową, po czym sięgnęła do plecaka i wyciągnęła małą kopertę. Nie teczkę z papieru. Nic nadzwyczajnego. Ot, zwykła koperta, lekko pognieciona od zbyt mocnego ściskania.
„Co to jest?” zapytałem.
„Moja kopia zapasowa” – wyszeptała. „Skopiowałam… plik audio na mały dysk. Na pendrive. Włożyłam go tutaj”.
Mój żołądek ścisnął się i zmiękł jednocześnie. Strach, owszem, ale i duma. Nie dlatego, że budowała swoją sprawę. Bo myślała jak osoba, która chce przetrwać.
„Oznaczyłeś to?” – zapytałem.
Pokręciła głową. „Nie.”
„Dobrze” – powiedziałem. „A nigdzie nie napisałeś, o co chodzi?”
„Nie” – szepnęła.
Powoli skinęłam głową. „Dobrze. Oto, co zrobimy. Na razie zachowasz to przy sobie. Nie podasz mi tego w barze. Dokończysz gorącą czekoladę. Wrócisz do domu, jakbyś właśnie zjadł śniadanie z babcią. A później spotkamy się z Michaelem. W jego biurze. On nam powie, jak to poprawnie przenieść”.
Caitlyn spojrzała na mnie. „A co, jeśli zabiorą mi telefon?”
„Wtedy nie znajdą tego, o czym nie wiedzą, że istnieje” – odpowiedziałem. „A nawet jeśli spróbują, nie będziesz sam. Masz mnie. Masz Michaela. Masz Leonarda. Masz możliwości”.
W końcu jej oczy się zaszkliły. Łzy cicho spływały po jej policzkach – łzy, których nastolatki nienawidzą, bo czują się w nich zdradzeni, jakby zdradzały ich własną siłę.
„Przepraszam” – wyszeptała.
„Po co?” zapytałem.
„Za to, że nie powiedziałeś czegoś wcześniej” – powiedziała. „Za to, że dopuściłeś do tego tak daleko”.
Sięgnąłem przez stół i lekko dotknąłem jej dłoni, na tyle, żeby ją uziemić. „Kochanie” – powiedziałem – „to nie zaszło tak daleko z twojego powodu. Zaszło tak daleko, bo dwoje dorosłych postanowiło zrobić coś złego i założyło, że nikt ich nie powstrzyma. To, że ich powstrzymałeś, to jedyny powód, dla którego tu siedzimy i mamy szansę”.
Caitlyn otarła policzki rękawem i skinęła głową, oddychając mimo burzy.
„Chcesz naleśniki?” zapytałem, nie dlatego, że naleśniki miały dla mnie znaczenie, ale dlatego, że normalność bywa czasem tratwą ratunkową.
Roześmiała się drżącym śmiechem. „Nie” – powiedziała. „Ale chcę, żebyś coś zjadł”.
„Tak zrobię”, obiecałem.
Siedzieliśmy jeszcze chwilę, popijając ciepłe napoje, a za oknem samochody przejeżdżały ulicą, jakby świat nie miał pojęcia, co wnosimy w tej kabinie. Kiedy Caitlyn wstała, żeby wyjść, przytuliła mnie mocno, jej ramiona drżały.
„Kocham cię” – wyszeptała.
„Ja też cię kocham” – odpowiedziałem i odczułem tę prawdę niczym stały ciężar.
Kiedy wyszła, patrzyłem za nią, aż drzwi się za nią zamknęły. Dopiero wtedy sięgnąłem po telefon i zadzwoniłem do Michaela.
Odebrał po pierwszym dzwonku, jakby czekał.
„Pani Reynolds” – powiedział.
„Mam coś” – odpowiedziałem. „Nagranie. Moja wnuczka je nagrała. To ich w to wplątuje”.
Zapadła cisza, a potem jego głos nabrał profesjonalnego tonu. „Nie wysyłaj tego mailem” – powiedział. „Nie wysyłaj SMS-ów. Przynieś urządzenie osobiście. Zrobimy kopię w naszym bezpiecznym systemie i udokumentujemy łańcuch dostaw”.
„Zrozumiałem” – powiedziałem.
„Zabierz Caitlyn” – dodał. „Ją też ochronimy”.
Kiedy jechałem do domu, światło dzienne się zmieniło, cienkie słońce przebijało się przez chmury niczym niechętny świadek. Leonard czekał przy moim kuchennym oknie, ze skrzyżowanymi ramionami i wzrokiem utkwionym w ulicę.
„Zrozumiałeś?” zapytał.
„Mamy to” – poprawiłem. „Ale robimy to dobrze”.
Leonard skinął głową, zadowolony. „Dobrze” – powiedział. „Bo jak już raz nałożysz ogień na papier, to ludzie zaczną uciekać”.
Michael umówił nas na popołudnie. Caitlyn przyjechała prosto ze szkoły, wciąż w bluzie z kapturem, z policzkami czerwonymi od zimna i zdenerwowania. Michael powitał ją ze spokojnym ciepłem, które nie było w nim litości. Zaproponował jej wodę, wskazał krzesło i przemówił do niej, jakby była osobą, której głos ma znaczenie.


Yo Make również polubił
Grupa Krwi a Rak Żołądka – Co Mówią Najnowsze Badania Medyczne?
Naturalna babcina rada, jak szybko pozbyć się pieprzyków i pieprzyków
Początki terapii bańkami
Jeśli kiedykolwiek zauważysz tego owada, pozbądź się go natychmiast!