„Skąd wiesz, jaki to dzień i godzina?” – zapytałem powoli.
„Abby mi powiedziała” – powiedział, jakby to było oczywiste.
Spojrzałem na Abby. Wyglądała na zdezorientowaną.
„Nie, nie zrobiłam tego” – powiedziała cicho.
Mike zaśmiał się krótko i niezręcznie.
„Och. Może gdzieś indziej to słyszałem” – powiedział.
Gdzie indziej.
Jasne.
Mimo wszystko pojawił się w szkole, siedząc w ciemnej sali wśród innych rodziców, jakby był tam na swoim miejscu, jakby wypełniał puste miejsce Davida. Po jej wystąpieniu wręczył Abby mały bukiecik od kwiaciarni w supermarkecie.
W samochodzie, w drodze do domu, Abby wpatrywała się w okno i powiedziała: „Mamo, jestem zmęczona, kiedy przyjeżdża wujek Mike. Mam wrażenie, że mnie obserwuje. Jakby wiedział wszystko, co kocham, ale nie pamiętam, żebym mu o tym mówiła”.
Dzieci nie mają filtrów. Nie mają też powodów, żeby wymyślać takie rzeczy.
Więc zacząłem oglądać Mike’a.
Sposób, w jaki zatrzymywał się w drzwiach. Sposób, w jaki pytał, czy może wpaść „tylko po to, żeby się zameldować”. Sposób, w jaki zdawał się znać nasz harmonogram, zanim mu go powiedziałem.
Pewnego popołudnia zrzucił niedbale podłożoną bombę.
„Abby pewnie się cieszy na wycieczkę do zoo w przyszłym miesiącu” – powiedział. „Pakowanie lunchów będzie wyzwaniem, co?”
Pozwolenie na wycieczkę do zoo zostało wysłane do domu dzień wcześniej. Leżało na biurku Abby pod stertą arkuszy ćwiczeń. Nawet jeszcze go nie podpisałam.
„Gdzie o tym słyszałeś?” zapytałem.
„Od Abby” – odpowiedział szybko.
Abby gwałtownie podniosła głowę.
„Nie powiedziałam mu” – powiedziała.
Cisza zapadła w kuchni niczym ciężki koc.
Mike znów się zaśmiał, ale tym razem wyczuwało się w nim napięcie.
„Musiałem to pomylić z czymś innym” – powiedział.
Tej nocy sprawdziłem biurko Abby. Papiery nie były tak rozrzucone, jak to zwykle bywa w papierach ośmiolatka. Były poukładane. Schludnie. Prawie zorganizowane.
„Posprzątałaś biurko?” – zapytałem ją.
Potrząsnęła głową.
“NIE.”
Następnego dnia stałam w oknie na drugim piętrze i patrzyłam, jak Mike wychodzi. Zatrzymał się przed naszym budynkiem, odwrócił się i wpatrywał w okno salonu, jakby odhaczał coś z listy.
Abby podeszła do mnie.
„Mamo” – wyszeptała. „Wujek Mike jest dziwny, prawda?”
„Co cię do tego skłania?” – zapytałem.
„Zawsze pyta, dokąd jedziemy” – powiedziała. „Kiedy pracujesz. Czy będziemy w domu w sobotę. Po co mu to wiedzieć?”
Nie miałem dobrej odpowiedzi.
Potem nastąpił moment krytyczny.
Mike poprosił o zapasowy klucz.
„Na wszelki wypadek” – powiedział. „Jeśli coś ci się stanie, muszę się tam dostać. Jestem rodziną”.
„Nie” – odpowiedziałem natychmiast.
Jego twarz stwardniała w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem.
„Twoja sąsiadka Valerie ma klucz” – powiedział. „Ona nawet nie jest rodziną”.
„Valerie pomaga nam od dwóch lat” – warknąłem. „I nie żąda kluczy”.
„David na pewno chciałby, żebym się tym zajął” – powiedział Mike, a jego głos stał się ostrzejszy.
Coś we mnie pękło.
„Nie ośmiel się wykorzystywać mojego zmarłego męża jako narzędzia nacisku przeciwko mnie” – powiedziałam głośniej, niż zamierzałam.
Z korytarza dobiegł cichy głos Abby.
„Wujku Mike, jesteś trochę straszny” – powiedziała.
Na ułamek sekundy – tylko jedną – twarz Mike’a się zmieniła. Prosty uśmiech zniknął. To, co go zastąpiło, było twardsze. Ostrzejsze. Prawie głodne.
Następnie maska wróciła na swoje miejsce.
„Straszny Wujek chce cię tylko chronić” – powiedział słodko.
Abby stanęła za mną.
Jej instynkt podpowiedział jej coś, co mój smutek próbował zaprzeczyć.
Właśnie w takiej sytuacji byliśmy, kiedy poszliśmy do centrum handlowego w tę niedzielę — próbowaliśmy przeżyć choć jeden normalny dzień, próbowaliśmy kupić Abby nowe ubrania, bo rosła, jakby miała osobisty kontrakt z czasem, próbowaliśmy poczuć się bezpiecznie w świecie, który wciąż udowadniał, że tak nie jest.
Abby znalazła niebieską sukienkę w sklepie pełnym błyszczących legginsów i koszulek z jednorożcami, po czym zaczęła się kręcić przed lustrem w przymierzalni, jakby świat znów był bezpieczny.
Zamówiliśmy koktajle mleczne w food courcie, siedząc przy lepkim stoliku w ostrym blasku świetlików i neonów. W powietrzu unosił się dźwięk dzieci błagających o lody, nastolatków robiących sobie selfie i ekspresu do kawy w Starbucksie.
„To świetna zabawa” – powiedziała cicho Abby. „Kiedy wujka Mike’a nie ma w pobliżu, możemy się zrelaksować”.
To zdanie bolało bardziej niż cokolwiek innego. Miała osiem lat. Nie powinna była potrzebować „odpoczynku” od dorosłego członka rodziny.
„Wujek Mike wpadł, kiedy nie było cię w domu w zeszłą środę” – dodała, skubiąc słomkę. „Był przed naszym budynkiem, kiedy wróciłam ze szkoły. Zapytał, czy już wróciłaś. Powiedziałam mu, że idę do panny Valerie. Przytaknął i wyszedł”.
W środę miałem późną zmianę. Wróciłem do domu dopiero po dziewiątej. Mike nie powinien był wiedzieć, że Abby będzie wchodzić po schodach o tej porze. Nie powinien był wiedzieć, że pójdzie do Valerie.
W ogóle nie powinien tam być.
Odłożyliśmy kubki i ruszyliśmy w stronę wyjścia, huśtając się na plecach i trzymając torby z zakupami.
„Mamo” – wyszeptała nagle Abby. Z jej twarzy odpłynęła cała krew. „Ten mężczyzna”.
Podążyłem za jej wzrokiem.
Mężczyzna w ciemnym garniturze stał na skraju food courtu, przy kolejce do Chick-fil-A, trzymając kubek z jedzeniem na wynos. Nie jadł. Z nikim nie rozmawiał. Po prostu… patrzył.
Oglądanie Abby.
Mój głos brzmiał pewnie, ale miałam wrażenie, że należy do kogoś innego.
„Łazienka?” – zapytałem.
„Teraz” – powiedziała. Nie było w tym żadnego dziecinnego dramatu. Nie, czekałam za długo, naprawdę muszę iść. To była walka o przetrwanie.
Działaliśmy szybko.
Pociągnęła mnie do damskiej toalety i zatrzymała się tuż za drzwiami, jakby uderzyła w niewidzialną ścianę.
„Chodź ze mną” – błagała. „Do boksu. Razem, proszę”.
Wcisnęliśmy się do jednej kabiny, dwa ciała ściśnięte w zbyt małej przestrzeni, torby z zakupami przyciśnięte do kolan.
Jej dłonie trzęsły się w moich.
A potem pojawiły się wypolerowane, czarne buty.
Wszystko, co wydarzyło się później – szept, nagranie, telefon na numer alarmowy 911, szalony bieg do ochrony centrum handlowego – doprowadziło nas tutaj, do komisariatu policji, w którym unosił się zapach przemysłowego środka czyszczącego i przepalonej kawy.
Abby siedziała obok mnie na plastikowym krześle, zwinięta w kłębek, ściskając pluszowego królika, którego obrońca praw ofiar wyłowił z pojemnika z podarowanymi zabawkami. Świetlówki szumiały. Klimatyzacja dmuchała za zimno.
Po drugiej stronie korytarza, przez kwadratową szybę, mogłem zobaczyć Briana Douglasa Hartmana w małym pokoju przesłuchań, z rękami nadal starannie złożonymi na stole.
Wyglądał na zupełnie niezainteresowanego.
Mike dotarł zanim zdążyliśmy złożyć wstępne zeznania.
Wpadł przez drzwi stacji, rozglądając się po pomieszczeniu, aż nas zobaczył. Jego twarz zbladła.
„Abby” – powiedział, klękając przed jej krzesłem. „Wszystko w porządku? Co się stało?”
Abby skinęła głową, ale nie ruszyła się w jego stronę. Nie wyciągnęła do niego ręki. To było coś nowego.
Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, z bocznych drzwi wyszła kobieta w marynarce i wygodnych butach. Miała ciemne włosy związane w kucyk i oczy, które wyglądały, jakby widziały za dużo, a mimo to nie potrafiły przestać się tym przejmować.
„Catherine Miller?” zapytała.
„To ja” – powiedziałem, wstając.
„Jestem detektyw Sarah Chen” – powiedziała. „Policja w Columbus. Chciałabym porozmawiać z panem i pańską córką”.
Mike wstał, jakby zamierzał pójść za nim.
„Na razie tylko rodzina” – powiedział detektyw Chen, nie złośliwie, lecz stanowczo.
„Jestem jej wujkiem” – zaprotestował Mike, wskazując na Abby.


Yo Make również polubił
22 produkty spożywcze, które mogą zabić Twojego psa
Prosty przepis na ciasteczka z serkiem śmietankowym! Pyszne i delikatne ciasteczka z ricottą!!
Smażone pomarańczowe gwiazdki: przepis na pyszne i smaczne słodycze
PRZEPIS NA CHLEB JABŁKOWY