„To jest prawdziwy diament. I uwierz mi, pewnego dnia twój mąż może za późno zdać sobie sprawę, co stracił”.
Jego słowa spłynęły na Stellę niczym chłodny deszcz na wyschnięte pole.
Po raz pierwszy od otwarcia koperty poczuła maleńką iskierkę wartości.
„Dziękuję, proszę pana” – wyszeptała, ocierając palcami resztki łez. „Jest pan bardzo miły. Mam nadzieję, że pańskie dzieci docenią pańską obecność”.
Pan Kesler uśmiechnął się lekko.
„Oszczędź sobie łez” – powiedział. „Nie płacz za kimś, kto nie dostrzega twojej wartości. Podnieś głowę. Nie zrobiłeś nic złego”.
Chwilę później kierowca autobusu krzyknął przez głośnik.
„Sąd, proszę! Sprawy wewnętrzne! Jeśli to twoje, bądź gotowy!”
Stella drgnęła. Podróż minęła szybciej, niż się spodziewała.
Jej serce zaczęło znów walić, gdy zdała sobie sprawę, że dotarli do miejsca, w którym jej małżeństwo oficjalnie zakończy się zgodnie z amerykańskim prawem.
„Wysiadam stąd” – powiedziała Stella. Wstała, a potem odwróciła się z powrotem do starca.
„Gdzie wysiądziesz? Mogę ci pomóc podejść bliżej drzwi, żeby było ci łatwiej, gdy wsiądzie więcej osób.”
„Ja też już stąd wysiadam, moja droga” – odpowiedział.
Zmarszczyła brwi.
„Masz też sprawy w sądzie?”
„Tak” – powiedział spokojnie. „Drobna sprawa”.
Podniósł się na nogi, opierając się na lasce.
„Pójdę z tobą.”
„Och, nie musisz” – powiedziała szybko Stella. „Musisz być zmęczony. Nie chcę cię niepokoić”.
„Nie ma sprawy” – odpowiedział z nutą łagodnego humoru. „Potraktuj to jako mój drobny sposób odwdzięczenia się za twoją życzliwość. Poza tym, nie czułbym się dobrze, gdybym pozwolił ci tam wejść samemu”.
Autobus zasyczał, zatrzymując się przed wysokim budynkiem sądu z kamiennymi kolumnami i powiewającymi przed nim flagami amerykańskimi i Illinois.
Stella zeszła pierwsza, po czym odwróciła się, by pomóc staruszkowi wspiąć się po wysokich stopniach.
Stali razem na chodniku, patrząc w górę na imponującą fasadę budynku Sądu Okręgowego Cook County , miejsca, w którym przysięgi małżeńskie składane w kościołach i na ślubach w ogródkach weselnych w całym Chicago były sprawdzane, a czasem rozwiązywane.
Słońce było już wyżej i gorętsze. Ale w jakiś sposób, mając obok siebie starca, Stella poczuła dziwny spokój.
Nie miała już wrażenia, że idzie na bitwę sama.
Wyprostowała ramiona.
Stella i starszy mężczyzna wspólnie przeszli przez ciężkie szklane drzwi i weszli do budynku sądu.
Żaden z nich nie wiedział, ile hałasu ten cichy staruszek zamierza narobić w budynku.
Część trzecia – starcie w lobby
Wnętrze sądu było wypełnione kamiennymi podłogami, świetlówkami, wykrywaczami metalu i cichym szmerem dziesiątek ludzkich istnień.
Stella i starszy mężczyzna, który przedstawił się po prostu jako pan Kesler, przeszli przez kontrolę bezpieczeństwa i weszli do głównego holu Wydziału Spraw Rodzinnych.
Budynek wydawał się ciężki, jakby cały smutek i gniew, które przez lata były wynikiem rozwodów, walk o opiekę i nakazów sądowych, wciąż tu tkwiły.
Dotarli do punktu informacyjnego, a następnie korytarzem prowadzącym do sal rozpraw sądu rodzinnego.
Stella zrobiła pauzę.
„Proszę pana… dziękuję, że pan ze mną tak długo szedł” – powiedziała cicho. „Jeśli ma pan inne sprawy, nie musi pan zostawać. Nie chcę pana w to wszystko wciągać. Mój mąż bywa…” – szukała grzecznego słowa – „trudny, kiedy się złości”.
Pan Kesler uśmiechnął się, a zmarszczki w kącikach jego oczu pogłębiły się.
„Stary człowiek taki jak ja ma mnóstwo czasu” – odpowiedział. „W domu robi się samotnie. Jest tu chłodno, a ławki wyglądają na całkiem wygodne”.
Jego ton złagodniał.


Yo Make również polubił
Oryginalna receptura soku Breussa (kuracja Rudolfa Breussa)
Mączka z larw w produktach spożywczych: dowiedz się, które produkty mogą teraz zawierać ten składnik
Zdecydowanie najłatwiejszy i najsmaczniejszy lukier, jaki kiedykolwiek jadłem!
Mieszanka jabłek i żurawiny