Patrzyłem, jak późne światło rozlewa się po podwórku. Słuchałem stukotu zraszaczy na ulicy. Gdzieś cicho zadźwięczał dzwonek wietrzny sąsiada. W powietrzu unosił się zapach ciepłej trawy i lekkiego dymu grillowanych burgerów.
Myślałem o Robercie. O tym, jak kupiliśmy ten dom trzydzieści dwa lata temu, kiedy chłopcy byli mali, a naszym największym zmartwieniem było to, czy uda się spłacić ratę kredytu hipotecznego. Myślałem o dniu, w którym posadziliśmy dąb na podwórku, o ubłoconych dłoniach Roberta i jego dumnym uśmiechu, jakbyśmy sadzili coś trwałego. Myślałem o tym, jak ten dom mieścił w sobie wszystkie wersje moich synów, od maluchów z obtartymi kolanami, przez nastolatków trzaskających drzwiami, po studentów wracających do domu i plądrujących lodówkę, jakby nadal tam mieszkali.
A teraz moi synowie widzieli w tym przyszłą wypłatę.
Mój telefon zawibrował około 6:30. Nie musiałem patrzeć, żeby wiedzieć, kto dzwoni. Najpierw David. Potem Michael. Potem znowu David. A potem SMS-y.
Mamo, gdzie jesteś?
Czy wszystko w porządku?
Jesteśmy zmartwieni.
Proszę o oddzwonienie.
Przez chwilę wpatrywałem się w świecący ekran. Część mnie chciała odpowiedzieć, bo brzmiał na przestraszonego, a ja zawsze byłem osobą, która odpowiada, gdy ktoś brzmi na przestraszonego. Ale inna część mnie, ta, która zaskoczyła, pozostała nieruchoma. Odwróciłem telefon ekranem do dołu na stoliku na patio i zamiast tego wsłuchiwałem się w noc.
Następnego ranka zadzwoniłam do Rebekki Morrison, najlepszej agentki nieruchomości w mieście. Poznałam ją dwa lata temu na zbiórce funduszy na szpital, jednym z tych wydarzeń, gdzie ludzie w drogich butach licytują kosze na licytację cichą, a pielęgniarki uśmiechają się uprzejmie i udają, że nie kalkulują, ile zmian reprezentują te buty. Rebecca była bystra, serdeczna i sprawna. Kiedy wręczyła mi swoją wizytówkę, powiedziała: „Jeśli będziesz czegoś potrzebował, zadzwoń”.
Więc do niej zadzwoniłem.
Przyszła tego popołudnia w granatowej marynarce i okularach przeciwsłonecznych na głowie, z włosami spiętymi do tyłu, jakby mówiła poważnie. Przechadzała się po pokojach, jakby widziała cyfry unoszące się w powietrzu.
„Lindo” – powiedziała, obracając się powoli w moim salonie – „to miejsce jest piękne. Oryginalne drewniane podłogi, odnowiona kuchnia, świetny klimat i ta okolica. Siedzisz na żyle złota”.
Weszła do kuchni, lekko przesunęła palcami po blacie i spojrzała na podwórko, gdzie dąb rzucał szeroki cień.
„Mogłabym z łatwością wystawić to za pięć siedemdziesiąt pięć” – powiedziała. „Mogłabym nawet dostać więcej w licytacji”.
„Jak szybko mógłbyś to sprzedać?” zapytałem.
Rebecca nie wahała się. „Na tym rynku? Trzy tygodnie. Może mniej”.
Mój żołądek ścisnął się, tym razem nie ze strachu, ale z powodu dziwnego wrażenia, że schodzę ze znanej ścieżki i wkraczam w coś nieznanego.
„Zróbmy to” – powiedziałem. „Chcę to wystawić jutro”.
Rebecca zamilkła, przyglądając mi się uważnie, jakby spodziewała się dłuższej rozmowy, sentymentalnej opowieści, łzawego wahania. Ale nie wtrącała się. Po prostu skinęła głową.
„Dobrze” – powiedziała. „Sporządzę dokumenty”.
W poniedziałek rano w końcu odebrałam telefon, gdy zadzwonił David. Wiedziałam, że rozmowa będzie trwała i że będzie nieprzyjemna, na swój grzeczny, podmiejski sposób.
„Mamo” – powiedział, gdy tylko odebrałam – „gdzie byłaś? Próbowaliśmy się z tobą skontaktować przez cały weekend. Przegapiłaś moją imprezę. Jesteś chora? Coś ci się stało?”
„Nic mi nie jest, Davidzie” – powiedziałem spokojnie. „Miałem kilka spraw do załatwienia”.
„Coś?” Jego głos się zaostrzył. „Jakie coś? Mamo, wystraszyłaś nas. Michael miał właśnie podjechać i sprawdzić, co u ciebie.”
„Wystawiam dom na sprzedaż” – powiedziałem.
Cisza.
„Kim jesteś?” – zapytał w końcu, jakby nie był pewien, czy dobrze usłyszał.
„Sprzedam dom” – powtórzyłem. „Mialiście rację, chłopaki. Jest dla mnie za duży. Agent nieruchomości przyjdzie dziś po południu, żeby zrobić zdjęcia. Jutro pojawi się szyld”.
„Czekaj” – powiedział szybko David, a w jego głosie narastała panika. „Czekaj, czekaj. Mamo, to poważna decyzja. Nie możesz tego tak po prostu zrobić. Musisz to przemyśleć. Porozmawiaj najpierw z nami. Pomożemy ci znaleźć najlepsze rozwiązanie”.


Yo Make również polubił
Uważaj, uzależnia, krem marshmallow w 4-5 minut
Aby zmniejszyć ryzyko poronienia i wad wrodzonych, przyszli ojcowie powinni na trzy miesiące przed poczęciem bezwzględnie zrezygnować z pewnego nawyku.
Faworki drożdżowe
„To idź jeść gdzie indziej” – powiedział mój syn, gdy miałam już usiąść do rodzinnego obiadu, więc wzięłam głęboki oddech, zawołałam kelnera i odpowiedziałam spokojnie: „W porządku, ale jeśli to naprawdę twoja decyzja, to ty powinnaś odejść”.