„Derek Patterson. Wiceprezes ds. operacyjnych w firmie Stellar Dynamics”.
Zapadła cisza. Potem rozległ się cichy gwizd.
„Derek Patterson” – powtórzył. „Tak, znam to nazwisko. W zeszłym roku miałem sprawę przeciwko jednej z ich spółek zależnych. Nie miałem okazji zagłębić się w szczegóły, ale coś mi nie pasowało. Pozwól mi zadzwonić. To może być coś poważniejszego niż romans w biurze i brudny rozwód”.
„Cam—” zacząłem.
„Mam cię” – wtrącił. „Idź w bezpieczne miejsce, trzymaj się dziś wieczorem z dala od Emmy i chodź tutaj. Do rana coś dla ciebie znajdę”.
Trzecia rozmowa była najtrudniejsza i co dziwne, najłatwiejsza.
Zadzwoniłem do Emmy.
Odebrała po drugim dzwonku, tak jak zawsze robiła to w obecności rodziców. Nie daj Boże, żeby Patricia usłyszała dzwonek telefonu więcej niż dwa razy.
„Hej, kochanie!” – zaćwierkała. „Gdzie jesteś? Goście zaczynają się pojawiać. Mama już wypija drugą lampkę ponczu jajecznego”.
Spojrzałam na światła migoczące w przednich oknach domu Hendersonów, na cień drzewa rzucany przez okno, na sylwetkę kobiety, której już nie rozpoznawałam, poruszającej się po kuchni swojej matki.
„Wciąż siedzę w biurze” – skłamałem gładko. Lata korporacyjnych pogawędek najwyraźniej dobrze mnie przygotowały na ten moment. „Johnson potrzebował pomocy w uporządkowaniu ostatnich wyników kwartalnych. Chaos na koniec roku. Pewnie będę jeszcze za kilka godzin”.
„Och, szkoda” – powiedziała. Jeśli w jej głosie słychać było rozczarowanie, nie mogłem go usłyszeć. „Mama robi antrykot. Wiesz, że robi to tylko w Wigilię”.
„Zostaw mi talerz” – powiedziałem. „Wpadnę jutro po prezenty i resztki”.
„Okej” – odpowiedziała. „Kocham cię”.
„Tak” – powiedziałem. „Do zobaczenia”.
Rozłączyłem się zanim zdążyła powiedzieć cokolwiek więcej.
Potem uruchomiłem samochód, odjechałem od krawężnika i pojechałem nie w stronę domu, na którego opłacenie tak ciężko pracowałem, ale w stronę miasta — w stronę loftu mojego brata i tego, co miało nastąpić.
Czterdzieści minut później wychodziłem ze starej windy towarowej i znalazłem się w świecie Camerona.
Jego mieszkanie wyglądało jak plan zdjęciowy niskobudżetowego serialu kryminalnego: ceglane ściany, wysokie sufity, odsłonięte kanały wentylacyjne, trzy ogromne monitory świecące w kącie, ciemna skórzana kanapa pokryta śladami po starych kubkach do kawy. Na półce obok stosu kryminałów i miski z kluczami cicho trzeszczał policyjny skaner.
Cameron miał już otwartego laptopa i jeden monitor wypełniony wynikami wyszukiwania.
„Wyciągnąłem wszystko, co mogłem znaleźć na Pattersona, jadąc samochodem” – powiedział, kiedy zdjąłem płaszcz. „Szef twojej żony to kawał gnoja”.
Gestem zaprosił mnie bliżej.
Na ekranie Derek uśmiechał się niczym z korporacyjnego zdjęcia – opalenizna, jasne zęby, włosy siwiejące na skroniach na tyle, by uznać go za dystyngowanego. W drugim oknie widniało jego zdjęcie z mediów społecznościowych, na którym był na charytatywnym turnieju golfowym w klubie golfowym, owinięty wokół ładnej brunetki w designerskiej sukience. Podpis oznaczony był klubem North Shore, który widziałem tylko z drogi.
„Od piętnastu lat żonaty z kobietą o imieniu Clare” – powiedział Cameron. „Dwoje dzieci w szkole prywatnej, w wieku dziesięciu i ośmiu lat. Członek trzech klubów wiejskich – North Shore, Lakeview i jakiegoś małego miejsca w Wisconsin, gdzie bogaci faceci udają, że żyją w luksusie, podczas gdy ktoś inny grilluje im steki”.
W innym oknie widoczne były zeskanowane pliki kadrowe.
„Według wewnętrznych dokumentów przesłanych przez mojego kontaktowego” – kontynuował Cameron – „dział HR dwukrotnie prowadził dochodzenia w sprawie niewłaściwych relacji z podwładnymi. Dwie różne kobiety. Obie sprawy zakończyły się ugodami – firma rzuca pieniędzmi, podpisuje umowy o zachowaniu poufności, Derek dostaje surowego e-maila i plan działania, który nie przynosi żadnych efektów. To klasyczny zestaw startowy dla drapieżnika średniego szczebla”.
Moja szczęka się zacisnęła.
„Oczywiście, że jeździł na łyżwach” – mruknąłem.
„Ale to nie jest najciekawsza część” – powiedział Cameron, zmieniając ekran.
Na środkowym monitorze otworzył arkusze kalkulacyjne — kolumny liczb, dat, nazw dostawców.
„Patterson defrauduje pieniądze Stellar Dynamics od co najmniej trzech lat” – powiedział Cameron z błyskiem w oku. „Mój kontakt w ich dziale księgowości zasygnalizował nieregularne przelewy do grupy firm-wydmuszek. Na tyle małe, by wtopić się w szum, na tyle duże, by miało znaczenie, gdy się to wszystko zsumuje”.
„Ile?” zapytałem.
„Ostrożne szacunki?” – powiedział. „Dwa miliony dolarów. Może więcej, jak zamknę wszystkie zagraniczne konta. Jest dobry, ale nie rewelacyjny – zostawia ślad, gdy się oddala obraz”.
Opadłem na krzesło przy jego biurku.
Moja żona nie tylko mnie zdradzała ze swoim żonatym szefem. Wybrała sobie przestępcę.
„Czy możesz to udowodnić?” zapytałem.
Usta Camerona wykrzywiły się.
To był ten sam uśmiech, który miał na twarzy, gdy mając trzynaście lat, wymyślił, jak przepuścić wąż ogrodowy sąsiada przez węzeł w płocie, żeby podlać rośliny mamy tak, żeby nikt tego nie zauważył.
„Daj mi czterdzieści osiem godzin” – powiedział. „I dostęp do nagrania, które zrobiłeś. Będę miał wystarczająco dużo dowodów, żeby zakopać tego gościa tak głęboko, że będzie potrzebował łopaty, żeby znów ujrzeć światło dzienne”.
Wysłałem mu plik z telefonu.
Tej nocy leżałem bezsennie na nierównym łóżku gościnnym Camerona, wpatrując się w odsłonięte belki stropowe, podczas gdy odległy dudnienie pociągu linii L przetaczało się przez ceglane ściany. Gdzieś na poddaszu klawiatura Camerona miarowo stukała, a poświata z monitorów tworzyła bladą, niebieską smugę pod drzwiami sypialni.
Emma napisała do mnie SMS-a około dziesiątej.
Mama pyta, gdzie jesteś. Wszyscy inni już dotarli. Lepiej, żebyś znowu nie musiał pracować w święta.
Wpatrywałem się w ekran.
Napisałem: Przepraszam, jestem zawalony pracą. Dam ci radę.
Usunąłem drugie zdanie. Wysłałem tylko: Zajęty. Porozmawiamy jutro.
Ona nie odpowiedziała.
Około północy Cameron zapukał delikatnie i wsunął głowę do środka.
„Śpisz?”
„Ani trochę” – powiedziałem.
Wszedł do środka z dwoma kawałkami pizzy na papierowym talerzu i zimnym piwem.
„Jedz” – powiedział. „Nawodniona zemsta jest lepsza”.
Mimo wszystko prychnąłem.
Przez kilka minut siedzieliśmy w ciszy, a z drugiego pokoju dochodziły dźwięki stłumionego meczu koszykówki.
„Wiesz” – powiedział cicho Cameron – „całe życie byłeś tym, który dba o pokój. Łagodziłeś sytuację, kiedy mama i tata się kłócili, wybrałeś nudną, stabilną drogę, żebym ja mógł być tym nieudacznikiem, który ich denerwuje. Wszystko zrobiłeś dobrze”.
Spojrzał na mnie.
„Nie chodzi o to, że nie jesteś wystarczająco dobry, Ryan. Chodzi o to, że oni są zepsuci”.
Przełknęłam ślinę, próbując pokonać ściśnięte gardło.
„Wiem” – powiedziałem. „Ale dziś wieczorem czuję się, jakbym był głupi przez dekadę”.
Cameron poklepał mnie po ramieniu.
„Dajcie mi czas do wieczora Bożego Narodzenia” – powiedział. „Wtedy przestaniemy czuć i zaczniemy działać”.
Około południa w Boże Narodzenie na biurku Camerona leżała teczka o grubości trzech cali.
„Wesołych świąt” – powiedział, przesuwając go w moją stronę. „Może zechcesz usiąść i spróbować”.
W środku znajdował się starannie uporządkowany nekrolog poświęcony karierze Dereka Pattersona — i podwójnemu życiu Emmy.
Wyciągi bankowe z regularnymi przelewami do firm-fisz zarejestrowanych w Delaware, na Kajmanach i w Belize. Faktury od dostawców, których nie było, jeśli szukało się dalej niż skrytka pocztowa. Wewnętrzne e-maile omawiające „drobne rozbieżności”, które zostały po cichu zgłoszone i zapomniane.
Potem przyszły zdjęcia.
Ziarniste, czarno-białe zdjęcia z monitoringu z hotelu Marriott w centrum miasta, Emma i Derek idący obok siebie po wyłożonym wykładziną korytarzu. Kolorowe zdjęcia z monitoringu od znajomego Camerona z firmy wynajmującej samochody – dłoń Dereka na plecach Emmy, gdy wychodzili z restauracji w River North około północy, twarze zbyt blisko siebie, by mogli być „tylko kolegami z pracy”.
Zdjęcie z firmowego wyjazdu integracyjnego w ośrodku w Wisconsin: Derek w granatowej marynarce, Emma w czerwonej sukience, oboje siedzą w cieniu, tuż z dala od blasku parkietu, podczas gdy inni dyrektorzy wirują w blasku świateł.
„Twoja żona była jego kochanką przez osiem miesięcy” – powiedział cicho Cameron. „Miał przed nią inną. Pewnie i po niej miałby kolejną. To jego hobby”.
Zacisnąłem zęby.
„A co z ciążą?” zapytałem.
Cameron skrzywił się.


Yo Make również polubił
Przepis na południową sałatkę ziemniaczaną
Jajka gotuj w sosie koperkowym z ziemniakami przez 15-20 minut
Jak dokładnie wyczyścić pralkę, aby zapobiec pozostawianiu kłaczków na ubraniach: 3 niezawodne sztuczki
Synowie, którzy opuścili chorą matkę, dowiadują się, że cały majątek zostawiła swoim lokatorkom