„Tak. 15 stycznia to mój ostatni dzień. Sześciomiesięczna odprawa i uścisk dłoni. Oto, co daje 13 lat w rodzinie Pembrook.”
„Cóż, może gdybyś był bardziej proaktywny w poznawaniu nowych technologii” – powiedziała. „Brett ma mnóstwo pomysłów na automatyzację i integrację AI. Może tata po prostu myśli…”
Podniosłem rękę, przerywając jej w pół zdania.
„Nie” – powiedziałam. „Nie broń go. Nie rób z tego wrażenia, że nie jestem wystarczająco dobra. Dałam tej firmie wszystko, Diano. Wszystko”.
„Więc co robisz? Pakujesz się? Gdzie się wybierasz?”
„Nie wiem” – przyznałem. „Ale nie zostanę tutaj. Nie w tym domu, który kupił nam twój ojciec. Nie w tym życiu, gdzie jestem cenny tylko wtedy, gdy jestem użyteczny dla imperium Pembrook”.
Oczy Diany stały się zimne.
„Zachowujesz się absurdalnie” – warknęła. „Jest prawie północ. Gdzie Emma? Myślałeś w ogóle o swojej córce?”
„Emma jest nadal u twoich rodziców z kuzynami. Będzie tam dziś wieczorem dobrze. Powiedz jej, że ją kocham. Powiedz jej, że zadzwonię jutro”.
„Trevor, jeśli wyjdziesz przez te drzwi…”
„Co? Rozwiedziesz się ze mną?” – zapytałam. „Twoja rodzina już mnie wyrzuciła, Diano. Co mi jeszcze zostało?”
Wziąłem walizki i przeszedłem obok niej. Nie próbowała mnie zatrzymać. Po prostu stała na korytarzu, wciąż trzymając w dłoni kieliszek szampana z imprezy, patrząc, jak odchodzę, jakbym był kimś obcym, kogo tak naprawdę nigdy nie znała.
Zegar w moim samochodzie wskazywał 23:38, kiedy ruszyłem. Nie miałem konkretnego celu. Po prostu jechałem na wschód, obserwując, jak ciche podmiejskie uliczki ustępują miejsca autostradzie, mijając znajome zielone znaki autostrady międzystanowej i rzędy reflektorów zmierzających w stronę centrum miasta, gdzie odbywały się uroczystości. W końcu dotarłem do starszej części miasta, gdzie dworzec autobusowy Greyhound wyglądał jak relikt z innej epoki, a jego wyblakła amerykańska flaga powiewała w ostrym świetle parkingu.
Zaparkowałem na prawie pustym parkingu i siedziałem, gapiąc się na budynek. W środku było kilka osób, widocznych przez brudne okna. Podróżni zmierzający gdzieś na Nowy Rok. Ludzie z planami i miejscami do odwiedzenia. Ja nie miałem nic. Żadnego planu, żadnego celu. Tylko ubrania w walizkach i wściekłość, która powoli przeradzała się w coś innego. Może w żal. Albo wyczerpanie.
Północ nadeszła i minęła, gdy siedziałem w samochodzie. Gdzieś ludzie wiwatowali, całowali się i składali obietnice lepszego jutra. Gdzieś moja córka pewnie patrzyła, jak wielki zegar w salonie jej dziadków odlicza do zera na ścianie nad ich kamiennym kominkiem. Gdzieś Diana mówiła rodzinie, że oszalałem, odszedłem bez powodu, co dowodziło, że tak naprawdę nigdy nie pasowałem do Pembrook.
Wysiadłem z samochodu i wszedłem na dworzec autobusowy. Automatyczne drzwi otworzyły się z sykiem, wpuszczając podmuch zimnego powietrza. Przy kasie biletowej stał znudzony chłopak, który nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia lat. Za nim, na starej cyfrowej tablicy odjazdów, widniała lista miast, w których nigdy nie byłem – Chicago, Denver, Seattle, Portland. Nazwy, które widywałem tylko na przesyłkach towarowych i adresach klientów.
„Pomóc ci?” zapytało dziecko.
„Ile kosztuje bilet gdziekolwiek?” – zapytałem.
Spojrzał na mnie jak na wariata. „Musisz wybrać miasto, człowieku”.
„Chicago” – powiedziałem, wybierając pierwszą opcję z listy. „W jedną stronę”.
Bilet kosztował 127 dolarów. Autobus odjeżdżał o 2:15 w nocy. Miałem dwie godziny do zabicia na dworcu autobusowym w Sylwestra, obserwując pijanych ludzi zataczających się wjeżdżających i wyjeżdżających, rodziny spotykające się ponownie, zmęczonych podróżnych balansujących tekturowymi kubkami z kawą, podczas gdy moje własne życie rozpadało się na kawałki.
Usiadłem na jednym z twardych plastikowych krzeseł i wyciągnąłem telefon. Czterdzieści trzy wiadomości, większość od Diany, o różnym natężeniu, od gniewnych po desperackie. Trzy od jej matki z pytaniem, gdzie jestem i czy potrzebuję pomocy. Dwie od Emmy, wysłane przed północą:
„Tato, gdzie jesteś?”
I: „Szczęśliwego Nowego Roku, Tato”.
Nie potrafiłem odpowiedzieć na żadne z nich. Co miałbym powiedzieć? Że jej dziadek porzucił mnie jak śmiecia? Że jej matka stanęła po jego stronie? Że wszystko, co dla niej zbudowałem, wali się, bo nie byłem wystarczająco młody, nie byłem wystarczająco użyteczny, czyż Pembrook nie był wystarczający?
„Przepraszam pana. Czy wszystko w porządku?”
Spojrzałem w górę i zobaczyłem stojącą przede mną młodą kobietę. Miała może dwadzieścia osiem, dwadzieścia dziewięć lat, ciemne włosy związane w kucyk i oczy wyrażające autentyczną troskę. Miała na sobie granatowy wełniany płaszcz nałożony na bluzkę i spodnie – strój, jaki widuje się na młodych profesjonalistach wychodzących z biurowców w amerykańskich centrach miast. Niosła torbę listonoszkę i kubek kawy na wynos, jakby właśnie wróciła z pracy, mimo że było już grubo po północy.
„Nic mi nie jest” – odpowiedziałam automatycznie, ale głos mi się załamał przy drugim słowie.
Usiadła na krześle obok mnie, nieproszona, ale mile widziana.
„Nie wyglądasz najlepiej” – powiedziała. „Wyglądasz jak ktoś, kto właśnie przeżył najgorszą noc w swoim życiu”.
Było coś w jej bezpośredniości, co sprawiało, że mury, które budowałem, rozpadały się. Może dlatego, że była obca. Może dlatego, że nie miałem już nic do stracenia.
„Mój teść wylał mnie dziś wieczorem” – powiedziałam, wymawiając słowa bez ładu i składu. „Na swojej imprezie sylwestrowej. Po trzynastu latach w firmie. Powiedział, że jestem za stara, że już się do niczego nie nadaję. Powiedział, że zastąpi mnie jakiś dwudziestodziewięciolatek z tytułem MBA, który myśli, że wie wszystko”.
Kobieta powoli skinęła głową.
„To okrutne” – powiedziała. „Przepraszam”.
„A moja żona…” Zaśmiałem się gorzko. „Moja żona stanęła po jego stronie. Nawet nie kwestionowała. Po prostu zaczęła go usprawiedliwiać, jakbym w jakiś sposób na to zasługiwał”.
„Więc uciekasz?” zapytała.
„Wychodzę” – powiedziałem. „To robi różnicę”.
„Czy jest?”
Wzięła łyk kawy. „Dokąd zawiezie cię ten bilet autobusowy?”
„Chicago” – powiedziałem. „A może nigdzie. Już sam nie wiem”.
Przez chwilę milczała, wpatrując się we mnie tym intensywnym wzrokiem. Potem wyciągnęła telefon i wstała, odsuwając się o kilka kroków, ale wciąż patrząc mi prosto w oczy.
„Tato” – powiedziała, gdy ktoś odebrał. „Znalazłam go”.
Spojrzałem na nią.
“Co?”
„Tak, jestem pewna” – kontynuowała przez telefon. „Jest na dworcu autobusowym. Kupił bilet do Chicago. Chce wyrzucić 13 lat doświadczenia, bo jakiś bogacz przekonał go, że jest nic nie wart”.
„Kim jesteś?” zapytałem, ale ona uniosła palec, wciąż słuchając osoby, która była po drugiej stronie połączenia.
„Dobrze, przyprowadzę go” – powiedziała.
Rozłączyła się i odwróciła się do mnie.
„Nazywam się Victoria Ashford” – powiedziała. „Mój ojciec to James Ashford. Kieruje Ashford Manufacturing Solutions”.
Nazwa uderzyła mnie jak pociąg towarowy. Ashford Manufacturing Solutions była jedną z największych firm konsultingowych w branży przemysłowej w kraju, z biurami w takich miastach jak Chicago, Atlanta i Dallas. Specjalizowali się w ratowaniu upadających firm, optymalizacji działalności operacyjnej i ratowaniu umierających firm z opresji. Widziałem ich logo w raportach i magazynach branżowych na konferencjach branżowych.
„Dlaczego tu jesteś?” – zdołałem zapytać.
„Bo mój ojciec wysłał mnie, żebym kogoś znalazła” – powiedziała. „Kogoś konkretnego. Kogoś, kto zwiększył wydajność produkcji w Pembrook Industries o 40%. Kogoś, kto wygrał przetarg na Santiago z trzema większymi konkurentami. Kogoś, kto najwyraźniej jest o krok od popełnienia błędu życia, bo jakiś krótkowzroczny człowiek powiedział mu, że skończył w wieku 47 lat”.
Nie mogłem przetworzyć tego, co słyszałem.
„Skąd wiesz o—”
„Mój ojciec obserwował pana od dwóch lat, panie Hartley” – powiedziała Victoria. „Czekał na dzień, w którym Richard Pembrook będzie na tyle głupi, żeby pana puścić. Kiedy zobaczyłam listę gości na dzisiejsze przyjęcie i dowiedziałam się pocztą pantoflową, co się dzieje, wiedziałam, że to właśnie dziś”.
„To nie ma sensu” – powiedziałem.
Wiktoria wstała i wyciągnęła rękę.
„Chodź ze mną” – powiedziała. „Mój ojciec chce cię poznać. I uwierz mi, to, co oferuje, jest o wiele lepsze niż bilet autobusowy do Chicago i życie spędzone na zastanawianiu się, co by było, gdyby”.
Spojrzałem na jej dłoń, potem na tablicę odlotów, a potem znowu na nią. Każda racjonalna część mojego mózgu krzyczała, że to szaleństwo. Ale ta sama racjonalna część mózgu dała mi 13 lat lojalności wobec mężczyzny, który bez wahania mnie wyrzucił.
„Czego chce twój ojciec?” zapytałem.
„Żeby zaoferować ci pracę” – powiedziała. „I pokazać ci, ile naprawdę jesteś wart”.


Yo Make również polubił
How to Clean a Bathtub with Dish Soap and a Broom
Siła cytryn w naturalnym łagodzeniu żylaków
Co powoduje zaćmę i jak jej zapobiegać oraz leczyć ją naturalnie
Oto 10 rzeczy, które wszyscy musimy wiedzieć o naszej grupie krwi