„Mam problemy” – mruknęłam, pozwalając, by moje słowa lekko się zamazały. „Mam problemy z zapamiętywaniem. Herbata trochę pomogła. Ale jestem strasznie zmęczona”.
„Widzę to” – powiedziała Nyla, zerkając na Deana. „Okropnie się pogorszyła w ciągu zaledwie tygodnia”.
Odwróciła się do mnie.
„Pijesz herbatę, tak jak ci kazałam, prawda?” – zapytała. „Całą? Saszetki, które zrobiłam, były mocniejsze niż zwykle. Powinny pomóc ci na problemy ze snem”.
„O tak” – powiedziałam, powstrzymując się przed spojrzeniem w stronę kuchennego kosza na śmieci, gdzie ostatnia nienaruszona paczka leżała zakopana pod skorupkami jajek. „Każdego ranka i każdego wieczoru. Tak jak mówiłeś”.
Nyla wypuściła powietrze, wydając z siebie cichy, przyjemny dźwięk.
„Dobrze” – powiedziała. „Konsekwencja jest niezwykle ważna w kwestiach medycznych”.
Dean w końcu usiadł w fotelu naprzeciwko mnie.
„Mamo, rozmawiałaś z doktorem Reevesem?” – zapytał. „Może powinniśmy umówić się na wizytę w sprawie tych problemów z pamięcią”.
„Właściwie” – wtrąciła gładko Nyla – „nie jestem już pewna, czy dr Reeves jest właściwą osobą. To może przekraczać jej możliwości. Może potrzebować specjalisty – kogoś, kto zajmuje się zaawansowanymi przypadkami utraty pamięci”.
„Nie chcę być ciężarem” – powiedziałam drżącym głosem.
„Nie jesteś ciężarem” – szybko powiedział Dean.
„Najlepiej” – dodała Nyla – „to profesjonalna opieka. Ludzie, którzy wiedzą, jak zapewnić bezpieczeństwo komuś takiemu jak ty. Rozmawialiśmy o tym, pamiętasz? Alternatywne warunki zamieszkania”.
Alternatywne warunki zamieszkania. Ładne, proste określenie miejsca, które badała – ośrodków kosztujących małą fortunę, które z łatwością mogły stać się ostatnim przystankiem dla kogoś, o kim wszyscy mówili, że „uciekał”.
Na chwilę pozwoliłem, by mój wzrok stracił skupienie, po czym zwróciłem go na nią z ostrożnym zaufaniem.
„Tak dobrze się mną opiekujesz” – powiedziałam cicho. „Dbasz o to, żebym miała wszystko, czego potrzebuję. Herbatę… zawsze wiesz, co do niej dodać”.
Coś się wyostrzyło w jej wyrazie twarzy.
„Cóż” – powiedziała – „robię, co mogę. Zauważyłaś, że czujesz się spokojniejsza? Bardziej senna?”
„Bardzo senny” – zgodziłem się. „Czasami budzę się i nie wiem, jaki jest dzień. Wczoraj myślałem, że jest niedziela, a była środa”.
Jej usta drgnęły.
„To się zdarza” – powiedziała. „Ale my się tobą zajmiemy”.
Zwróciła się do Damiana.
„A jak się czuje?” zapytała energicznie. „Jakieś wybuchy?”
Wpatrywał się w zabawkę, którą trzymał w rękach, lekko kołysząc ciałem.
„Był milczący” – powiedziałem. „Bardziej niż zwykle”.
„Dobrze” – powiedziała. „Im mniej bodźców dla ciebie, tym lepiej”.
Moja szczęka się zacisnęła.
Postanowiłem, że nadszedł czas.
„Damian” – powiedziałam, dotykając jego ramienia – „czy mógłbyś przynieść babci szklankę wody, kochanie? Czuję lekkie zawroty głowy”.
Ćwiczyliśmy ten moment. Wiedział dokładnie, dokąd iść.
Wstał, ale zamiast iść do kuchni, podszedł do półki z książkami.
„Damian, kuchnia jest tam” – powiedziała Nyla zirytowana, wskazując na drzwi.
Zignorował ją.
Sięgnął za rząd książek i wyciągnął mały dyktafon cyfrowy, którego maleńka lampka wciąż się świeciła.
Odwrócił się, przeszedł na środek pokoju i stanął twarzą do rodziców.
Kiedy przemówił, jego głos był wyraźny i pewny.
„To nie do wody” – powiedział. „To dyktafon. Używałem go, żeby pomóc babci. Nagrywałem wszystko – łącznie z każdym razem, gdy mówiłaś o tym, co dodajesz jej do herbaty, mamo”.
W pokoju zapadła grobowa cisza.
Nyla zbladła.
Deanowi opadła szczęka.
„To… to niemożliwe” – wyjąkała Nyla. „On nie mówi. Nie może mówić”.
„Potrafię mówić” – powiedział Damian. „Zawsze umiałem. Tak mnie wystraszyłeś, że musiałem udawać, że nie potrafię”.
Dean patrzył na niego, jakby widział go po raz pierwszy w życiu.
„Damian?” powiedział łamiącym się głosem. „Koleś… jak długo…?”
„Całe moje życie” – powiedział Damian. Przysunął się bliżej mojego krzesła. „Mama powiedziała mi, że jeśli kiedykolwiek się odezwę, kiedy nie powinienem, odeśle mnie i skrzywdzi babcię. Więc milczałem. Ale słyszałem wszystko”.
Nyla obróciła się w moją stronę.
„Co to jest?” zapytała. „Co robisz?”
Wyprostowałam się na krześle, pozwalając mgle opaść z mojej twarzy niczym kurtynie.
„Przestałem pić twoją herbatę pięć dni temu” – powiedziałem spokojnie. „Mój lekarz zlecił mi badania. Wykryła w mojej krwi mieszankę silnych leków – leków, których nigdy mi nie przepisano. Wie, że regularnie je brałem i że nagle przestałem je brać. To wyjaśnia, dlaczego teraz myślę jasno”.
Oczy Nyli błysnęły.
„Jesteś zdezorientowany” – warknęła. „Masz atak. Myślisz…”
„Czy jestem zdezorientowany?” – przerwałem.
Sięgnąłem po teczkę leżącą na stoliku nocnym i otworzyłem ją.
„Ponieważ dla mnie wygląda to całkiem jasno.”
Czytałem na głos z jej notatek.
„1 października” – powiedziałem. „„Rosnące ciśnienie. Trzeba przyspieszyć termin. Temat musi zniknąć przed kolejnym przeglądem finansowym”. 10 października: „Przygotowaliśmy mocniejsze pakiety na tydzień rejsowy. Obliczone ilości dla trwałego rozwiązania w ciągu 48–72 godzin po regularnym stosowaniu”.
Z twarzy Deana zniknął wszelki kolor.
Nyla wpatrywała się w kartkę, jakby mogła siłą woli sprawić, że słowa znikną.
„O czym ona mówi?” wyszeptał Dean.
„Mówi o tym, jak mama od dawna krzywdziła babcię” – powiedział cicho Damian. „I o tym, jak ten tydzień miał wyglądać, kiedy się skończy. Powiedziała, że będziesz na rejsie i wszyscy pomyślą, że babcia po prostu zachorowała w domu”.
„Kłamiesz” – powiedziała Nyla, podnosząc głos. „Oboje kłamiecie. On… on ma upośledzenie umysłowe. Wszyscy o tym wiedzą. Nikt nie uwierzy zdezorientowanej staruszce i dziecku, które nawet nie potrafi…”
„Dziecko, które potrafi mówić pełnymi zdaniami, czytać artykuły medyczne i dokładnie wyjaśniać, co widziało przez ostatnie cztery lata” – przerwałem. „Dr Reeves ma moje wyniki badań laboratoryjnych. Mój prawnik ma kopie tych notatek. A ten mały dyktafon…” Skinąłem głową w stronę ręki Damiana. „Cóż, jestem pewien, że detektyw z biura szeryfa hrabstwa będzie bardzo zainteresowany tym, co wykrył”.
Wyciągnąłem telefon komórkowy z kieszeni kardiganu.
„Lucindo, nie” – powiedział Dean, wyglądając na spanikowanego.
„Próbowała mnie zabić” – powiedziałem, a mój głos stał się teraz spokojny. „Używała twojego syna jako tarczy i narzędzia, kiedy to robiła. Skończyłem z jej ochroną”.
Panowanie Nyli uległo zmianie.
„Nie masz żadnych dowodów” – warknęła. „Nikt ci nie uwierzy”.
„Mamy dokumentację medyczną” – powiedziałem. „Mamy wydrukowane wyniki twoich badań. Mamy twoje notatki dotyczące harmonogramów i „rozwiązań”. Mamy ośmiolatka, którego zmusiłeś do milczenia, i mamy nagranie, na którym mówisz mi, żebym nie szukał pomocy, jeśli zacznę mieć problemy z oddychaniem”.
Gdy zacząłem wybierać numer, Nyla rzuciła się – nie na mnie, lecz na Damiana.
„Dawaj to!” krzyknęła, sięgając po dyktafon.
Poruszałem się szybciej niż przez ostatnie lata, przechodząc między nimi.
„Nie waż się go dotknąć” – powiedziałem tak ostrym głosem, że aż ją zamurowało. „Wystarczająco długo terroryzowałeś to dziecko”.
Damian wślizgnął się za mnie, mocno ściskając dyktafon.
Dean w końcu się poruszył i chwycił Nylę za ramię.
„Przestań” – powiedział ochryple. „Po prostu… przestań”.
Wyszedłem na ulicę i z początku słabo usłyszałem narastające wycie syreny.
Wprowadziłem numer biura szeryfa i przyłożyłem telefon do ucha.
Po raz pierwszy od dwóch lat poczułem, że pomoc jest już w drodze.
Część piąta – Dziewięć miesięcy później
Dziewięć miesięcy później to samo słońce z Ohio zaglądało przez okna mojej kuchni, ale wszystko inne w moim życiu wydawało się inne.
W powietrzu unosił się zapach cukru i wanilii. Damian stał na stołku obok mnie przy ladzie, ostrożnie wałkując ciasto na ciasteczka drewnianym wałkiem, niemal tak dużym jak jego przedramię.
„Czy mogę już dodać wanilię, babciu?” zapytał.
Jego głos — jego cudowny, spokojny, nieskończenie ciekawy głos — za każdym razem, gdy go słyszałam, wydawał mi się darem.
„No dalej” – powiedziałem. „Tylko nie wylewaj całej butelki”.
Uśmiechnął się i ostrożnie odmierzył łyżeczkę.
Miesiące, które minęły od tamtego popołudnia w moim salonie, były dla mnie równie trudne, co uzdrawiające.
Gdy tylko organy ścigania zapoznały się z dowodami, postępowanie prawne przebiegło szybko.
Raporty dr Reeves dokumentowały leki, które wykryła w moim organizmie, oraz moją znaczną poprawę po ich odstawieniu. Wydrukowane artykuły i notatki z „teczki badawczej” Nyli przedstawiały obraz osoby, która badała proces pogarszania się stanu zdrowia osób starszych i nadużywania leków. „Notatki z postępów LM” czytały się jak dziennik eksperymentu.
A potem było nagranie.
Mały dyktafon, który Damian trzymał tego dnia w swoich drobnych dłoniach, nagrał słowa Nyli wypowiedziane przez telefon – jej instrukcje, żebym została w domu i odpoczęła, gdybym poczuła się nagle gorzej, jej uwagi na temat mojego zagubienia, jej satysfakcję, gdy opisywałam moje domniemane objawy. Nagrał też jej zaskoczenie i gniew, gdy zdała sobie sprawę, że nie piłam herbaty.
Najpotężniejszy był jednak sam Damian.
Po badaniu psychologów dziecięcych stało się oczywiste, że nie tylko potrafił normalnie się komunikować, ale był też niezwykle inteligentny. Lata wymuszonego milczenia nie przytępiły jego umysłu. A wręcz przeciwnie, wyostrzyły go.
Na sali sądowej, na miejscu dla świadków, siedział wyprostowany w koszuli z kołnierzykiem i odpowiadał na pytania wyraźnym, spokojnym głosem, uciszając wszelkie szepty o „ograniczeniach rozwojowych”.
Wyjaśnił, że matka kazała mu udawać, że nie może mówić.
Wyjaśnił groźby wyrzucenia go z kraju.
Wyjaśnił jej prostymi słowami dziecka, które widziało zbyt wiele, co widział na własne oczy.
Adwokat Nyli próbował argumentować, że jestem zdezorientowany, że Damian źle zrozumiał rozmowy dorosłych, że wydrukowane artykuły i notatki niczego nie dowodzą. Ale ława przysięgłych obserwowała Damiana. Słuchali lekarzy. Czytali pismo Nyli.
Sędzia — starszy mężczyzna, który w czasie swojej kariery sędziowskiej widział już wiele — wyglądał na wściekłego, gdy odczytano werdykt.
Ostatecznie Nyla została skazana za usiłowanie zabójstwa, znęcanie się nad osobą starszą i narażenie dziecka na niebezpieczeństwo. Fakt, że systematycznie wyrządzała mi krzywdę, podając się za moją opiekunkę, zdawał się urażać wszelkie poczucie przyzwoitości w tej sali sądowej.
Została skazana na piętnaście lat więzienia, z zastrzeżeniem ścisłego ograniczenia kontaktów z Damianem.
Sytuacja Deana była bardziej skomplikowana.
Początkowo prokurator okręgowy rozważał postawienie mu zarzutów o współudział. Jednak w miarę rozwoju śledztwa stało się jasne, że choć nie podjął żadnych działań, to był również manipulowany i zastraszany. Kiedy w końcu zdał sobie sprawę z pełnego zakresu działań Nyli, zgodził się na pełną współpracę – oddał jej niebieski dziennik z jej stolika nocnego, zezwolił na przeszukanie ich komputerów i dokumentów finansowych oraz zeznał szczerze na temat rozmów, które z nią przeprowadził.
Przyjął ugodę: pięć lat w zawieszeniu, obowiązkową terapię i wymóg uczestniczenia w sesjach poświęconych rozpoznawaniu nadużyć i zdobywaniu wiedzy na temat tego, jak chronić bezbronnych członków rodziny.
Co najważniejsze dla Damiana, Dean dobrowolnie zrzekł się pełnej opieki nad dzieckiem.
„Nie zasługuję na to, żeby teraz podejmować za niego decyzje” – powiedział sędziemu łamiącym się głosem. „Zawiodłem go. Moja matka nie”.
Sąd przyznał mi opiekę.


Yo Make również polubił
Domowe rogaliki: jak zrobić, żeby były miękkie i pachnące!
Dwie łyżeczki rano: naturalny środek na ból stawów, cukrzycę, zaburzenia nerwowe i depresję
Mój tata zamknął mnie na zewnątrz w Wigilię. Lata później moja „martwa” babcia wróciła z jednym słowem, które położyło kres jego królestwu.
Wczesne Objawy Raka, Których Nie Wolno Ignorować!