Walsh zaśmiał się cicho. „Hierarchia jest prosta”.
W końcu spojrzał na Mayę, przyglądając się jej wzrokiem w sposób, w jaki ludzie przeglądają menu — decydując, co jest ważne, i odrzucając to, co nie.
„Chirurdzy ratują życie” – powiedział. „Pielęgniarki wspierają chirurgów. Nowe pielęgniarki dostają kawę”.
Maya spojrzała mu w oczy. Jej twarz się nie zmieniła, ale coś zacisnęło się w jej oczach. Stawała już twarzą w twarz z gorszymi mężczyznami w gorszych miejscach – z karabinami zamiast arogancji.
„Śmietanka i cukier” – dodał Walsh. „Czarne jak moja dusza”.
Zaśmiał się ze swojego żartu. Park śmiał się razem z nim.
Maya odwróciła się i bez słowa poszła w kierunku pokoju socjalnego.
Śmiech podążał za nią korytarzem – lekki i ostry, niczym rzucane monety.
Pewną ręką nalała kawę, wmieszała śmietankę i cukier, a puls ledwo drgnął. Każdy, kto ją obserwował, mógł pomyśleć, że jej to nie obchodzi.
Tak, zrobiła to.
Nie dlatego, że Walsh uraził jej dumę, ale dlatego, że rozpoznała ten system. Widziała go już wcześniej, tylko w innych mundurach.
Odłożyła filiżankę i postawiła ją na blacie.
Walsh wziął łyk i skrzywił się. „Za dużo cukru. Postaraj się bardziej”.
„Tak, panie doktorze” – odpowiedziała cicho Maya.
Poranek toczył się w tym samym rytmie. Walsh dwukrotnie sprawdziła stan zapasów. Park wysłał ją po sprzęt, który już był w pokoju. Jeden z rezydentów zapytał głośno, czy pracowała kiedyś w prawdziwym szpitalu.
Maya nic nie powiedziała. Pracowała.
Pozwoliła im zobaczyć to, co spodziewali się zobaczyć.
O 11:47 wszystko zmieniło się, gdy usłyszałem dźwięk głośnika sufitowego.
„Kod: sala urazowa nr 1. Wiele zgłoszeń. ETA: trzy minuty. Cały dostępny personel.”
Te słowa nie były jak zapowiedź. Uderzyły jak spust.
Maya poruszyła się, zanim zdążyła pomyśleć. Rękawiczki nałożone. Wzrok skanujący. Ciało już włączyło bieg, którego nie używała od lat.
Drzwi otworzyły się gwałtownie.
Przyjechały dwa wózki.
Pierwszy przypadek był cywilny — wypadek samochodowy, tępy uraz, szok.
Drugie zaparło Mai dech w piersiach.
Sprzęt taktyczny. Rana klatki piersiowej. Opatrunki polowe nasiąkły zbyt szybko, zbyt źle.
Twarz mężczyzny była blada, a pod nią błyszczała siwa i pieprzna broda.
Poznała go od razu.
Dowódca James Harrington.
Znak wywoławczy: Frost.
Zespół SEAL 4.
Siedem lat wcześniej uratowała mu życie w górach, gdy wokół nich trzęsł się helikopter.
Walsh wpadł do środka. „Co mamy?”
„Grzbiet w klatkę piersiową. Spadek ciśnienia” – krzyknął ratownik medyczny.
Walsh przejął dowodzenie – wydając rozkazy, pełniąc rolę przywódcy zamiast cięć. Sekundy mijały.
Maya natychmiast dostrzegła problem.
Tętnica płucna. Nieprawidłowy opatrunek. Nieprawidłowy kąt.
Monitor krzyczał.
Oczy Harringtona otworzyły się gwałtownie.
Znaleźli ją.
Jego ręka uniosła się powoli, rozważnie.
A dowódca James Harrington zasalutował.
„Komandorze Okonquo” – wychrypiał. „Pasterzu”.
Pokój zamarł.
Maya zrobiła krok naprzód.
„Potrzebuję tacy do torakotomii” – powiedziała spokojnie. „Natychmiast”.
Walsh patrzył.
„Możesz mi pomóc” – dodała, patrząc mu w oczy – „albo możesz zejść mi z drogi”.
Przełknął ślinę.
„Zrób to.”
Maya otworzyła mu klatkę piersiową z precyzją kogoś, kto robił to, gdy kule uderzały w ściany.
Jedenaście minut później Harrington przeżył.


Yo Make również polubił
Nie zostawiaj włączonego wentylatora na całą noc: ryzyko dla zdrowia jest większe, niż się wydaje
Ciasto śliwkowe bez cukru z jogurtem i miodem, pyszny deser zawierający tylko 180 kalorii!
Ulepsz swoje róże, sadząc je w plasterkach pomidorów: zaskakująco skuteczna metoda
Łatwy sposób na przywrócenie odpływom świeżego zapachu: użyj tylko 2 kropli!