W jego głosie słychać było nutę gniewu i strachu.
„Upokorzyłeś nas przed wszystkimi. Anulowałeś moje karty. Kazałeś zamknąć dom matki. Oszalałeś?”
Zelia patrzyła na niego, szukając śladu mężczyzny, którego kiedyś kochała.
Znalazła tylko strach i egoizm.
„Szaleństwo” – powtórzyła cicho.
„Kto tu jest szalony? Ja, kobieta, która zapracowała się na śmierć, żeby kupić twojej matce wymarzony dom? Czy ty, która żyjesz z moich pieniędzy i obrażasz mnie za plecami?”
Otworzył usta, a potem je zamknął.
„Upokorzyłeś nas” – warknęła Odora.
„Upokorzyłam cię?” Zelia zaśmiała się raz, bez humoru.
„Czyż nie powiedziałeś właśnie, że mnie tam nie chcesz? Po prostu zrobiłem to, o co prosiłeś. Nie poszedłem. Odebrałem tylko to, co do mnie należy”.
„Twoja własność?” krzyknęła Odora.
„Nic, co posiadasz, nie jest tylko twoje. Wszystko, co posiadasz, zawdzięczasz mojemu synowi, Tavariusowi. Bez mojego syna byłbyś nikim. Wszystkie twoje aktywa są również jego aktywami”.
Zelia skierowała wzrok prosto na teściową.
Słaby uśmiech zniknął.
W jego miejscu pojawiło się zimne spojrzenie, jakiego nawet Tavarius nigdy nie widział.
„Porozmawiajmy o faktach, teściowa” – powiedziała Zelia.
Założyłam swoją firmę sześć lat przed ślubem z twoim synem. Kupiłam to mieszkanie za gotówkę dwa lata przed tym, jak go poznałam. Samochody w garażu należą do mojej firmy. A ten luksusowy dom, którym chwaliłeś się całą noc, został w stu procentach opłacony z mojego konta osobistego.
Przechyliła głowę.
„Więc powiedz mi. Gdzie dokładnie jest majątek twojego syna?”
Odora otworzyła szeroko usta.
Nie wypowiedział ani jednego słowa.
„Zelia, przestań gadać bzdury” – powiedział Tavarius, próbując odzyskać panowanie nad sobą.
Jego ton złagodniał, a jego taktyka zmieniła się na błagalną.
„Dobra. Dobra, myliłem się. Przepraszam za tego SMS-a. Mama mnie do tego zmusiła. Wiesz, jaka ona jest. Ale nie musieliśmy aż tak daleko iść”.
Podszedł o krok bliżej.
„Kochanie, anuluj to wszystko. Zadzwoń do banku. Zadzwoń do dewelopera. Powiedz im, że to było nieporozumienie. Jeszcze możemy to naprawić”.
Zelia patrzyła na niego przez dłuższą chwilę.
„Naprawić to?” powtórzyła.
„Nie ma nic do naprawienia, Tavariusie. Ta wiadomość nie była pomyłką. To była prawda. I otworzyła mi oczy”.
Wstała z sofy.
„Skończyłam” – powiedziała spokojnie.
„Zrobione?” powtórzył.
Ogarnęło go złe przeczucie.
„Co masz na myśli mówiąc „zrobione”?”
Zelia podeszła do drzwi wejściowych.
Obok znajdowały się dwie duże walizki i torba podróżna.
Rozpoznał ich.
Były jego.
„To małżeństwo się skończyło” – powiedziała Zelia spokojnym głosem.
„A moja rola jako twojego bankomatu kończy się wraz z tym.”
Delikatnie popchnęła walizki nogą w jego stronę.
„To twoje rzeczy. Spakowałem wszystko, co mogłem – twoje garnitury, twoją kolekcję zegarków, twoje buty.”
Jego oczy rozszerzyły się ze zgrozy.
„Wyrzucasz mnie?”
„Nie wyrzucę cię”, odpowiedziała Zelia.
„Odprowadzam cię tam, gdzie twoje miejsce. To moje mieszkanie. Kupiłem je własnym potem i krwią. Nie chcę oddychać tym samym powietrzem, co ktoś, kto mnie obraża i spiskuje z matką, żeby mnie oszukać”.
„Spiskować?” wrzasnęła Odora.
Uważaj, co mówisz, Zelia.
„Korzystałeś z moich pieniędzy i powiedziałeś mi, żebym nie przychodziła na imprezę, za którą zapłaciłam” – odparła Zelia.
„Jeśli to nie oszustwo, to co nim jest? A teraz, proszę. Wyjdźcie stąd. Oboje.”
„Zelio, nie rób tego” – błagał Tavarius.
Wyciągnął do niej rękę.
Zelia cofnęła się gwałtownie, jakby jego dotyk ją palił.
„Nie dotykaj mnie.”
Po raz pierwszy tej nocy jej głos się podniósł.
„Już kazałem odebrać samochód służbowy, którym jeździsz. Zajmą go jutro o dziewiątej. Twoje karty kredytowe są zablokowane. A jutro rano mój prawnik prześle ci dokumenty rozwodowe”.
„Nie. Nie” – wyszeptał Tavarius, kręcąc głową z niedowierzaniem.
„Och, i jeszcze jedno” – dodała Zelia, a na jej ustach pojawił się cyniczny uśmiech.
„Ciesz się nowym domem. Co to było? Ach, tak. Ten, który wciąż jest zamknięty”.
Otworzyła szeroko drzwi mieszkania i wskazała na korytarz.
‘Na zewnątrz.’
Odora rzuciła się naprzód, unosząc rękę, jakby chciała ją odepchnąć.
Zelia z zaskakującą siłą chwyciła ją za nadgarstek.
„Nie waż się więcej próbować mnie tknąć w moim własnym domu, teściowa” – warknęła.
Jej oczy błysnęły.
„Jeśli natychmiast nie wyjdziesz, wezwę ochronę budynku, żeby cię wyciągnęli”.
Widząc wyraz jej oczu, Odora się cofnęła.
Cofnęła się o krok.
Tavarius drżącymi rękami wciągnął walizki do holu.
Spojrzał na Zelię, szukając litości.
Widział tylko stal.
Gdy wyszli na zewnątrz, Zelia powiedziała jeszcze jedną rzecz.
„Żegnaj, panie Tavariusie. Żegnaj, Matko Odora.”
Potem zamknęła drzwi.
Usłyszeli, jak zasuwa wsuwa się na miejsce.
Trzask.
Klekotać.
W luksusowym korytarzu, obok stosu bagaży, stali bezdomni matka i syn.
Ta noc była najdłuższą w ich życiu.
Nie mieli dokąd pójść.
Dom w Tuxedo Park był przedmiotem sporu.
Zameldowanie się w hotelu wydawało się niemożliwe; każda karta w portfelu Tavariusa była z plastiku.
Zmięte banknoty, które miał przy sobie, ledwo wystarczały na Ubera i trochę fast foodu.
Ostatecznie pozostało tylko jedno miejsce.
Stary bliźniak Odory w East Point, w biedniejszej, południowej części Atlanty — miejsce, które kiedyś porzuciła i z którego szydziła.
Dotarli po północy.
W dwupiętrowym budynku unosił się stęchły zapach, przypominający kurz i starą klimatyzację.
Dom stał pusty przez wiele tygodni.
Pająki zajęły rogi.
Dywaniki były brudne, a woda z kranu rdzawa.
Odora wybuchła, wciąż mając na sobie zniszczoną sukienkę imprezową.
„To wszystko twoja wina, Tavariusie!” – krzyknęła.
„Gdybyś był bardziej stanowczy wobec tej kobiety, gdybyś nie był tak zależny od jej pieniędzy…”
„To ty mi kazałeś wysłać tę wiadomość” – odparł.
„To ty powiedziałeś, że nie chcesz widzieć jej twarzy na imprezie”.
Kłócili się na środku zakurzonego salonu, a ich głosy odbijały się echem od pustych ścian.
Tej nocy spali w ciasnych pokojach, odwróceni plecami, ze złamanymi sercami i pełnymi żalu.
Następnego ranka rzeczywistość uderzyła jeszcze mocniej.
Alarm w telefonie Tavariusa zadzwonił o 9:00 rano
Półprzytomny, wpatrywał się w zegarek, po czym sobie przypomniał.
Samochód.
Wybiegł na zewnątrz.
Biały Cadillac Escalade — samochód służbowy, którym tak chętnie pokazywał się na mieście — nadal stał zaparkowany przy krawężniku.
Stało przy nim dwóch krzepkich mężczyzn ubranych w robocze koszule.
„Czy mogę ci pomóc?” zapytał, choć już wiedział.
„Panie Tavariusie?” zapytał jeden z nich.
Jesteśmy zespołem ds. odzyskiwania aktywów firmy. Dyrektor Zelia nakazała przejęcie tego pojazdu.
Podniósł podkładkę z zleceniem pracy.
Tavarius nie mógł nic zrobić.
Oddał klucze niczym bity dzieciak.
Bezradnie patrzył, jak luksusowy samochód, którym jeździł z taką dumą, odjeżdża z kimś innym za kierownicą.
Teraz już naprawdę nic nie miał.
Na tym cios się nie skończył.
Około godziny 11:00 rano, gdy on i Odora jedli smutne śniadanie składające się z kawy rozpuszczalnej i czerstwego chleba, przed domem zatrzymał się motocyklowy kurier.
„Dokumenty dla pana Tavariusa i pani Odory” – zawołał kurier.
Tavarius wyszedł na zewnątrz i podpisał.
Kurier wręczył mu dwie grube brązowe koperty, jedną dla niego i jedną dla jego matki.


Yo Make również polubił
Oto dlaczego musisz przyciąć kaktusa bożonarodzeniowego już teraz — i jak zrobić to dobrze
Rajski ogród – ciasto bez pieczenia z chrupiącym spodem i pianką malinową!
10 Oznak, Że Brakuje Ci Wody – Czy Jesteś Wystarczająco Nawodniony?
Co jest nie tak na tym zdjęciu?