Skinąłem głową. Sześć tygodni nagle wydało mi się jednocześnie za długie i za krótkie.
Następne dni były dziwne. Byłem w zawieszeniu, rozdarty między życiem, które miałem, a tym, które próbowałem odzyskać. Większość dni spędzałem w pokoju hotelowym, pracując z Robertem nad przygotowaniami do rozprawy. Omawialiśmy zeznania, ćwiczyliśmy odpowiedzi na pytania, które mogły mi zostać zadane, analizowaliśmy dowody, aż byłem w stanie wyrecytować je przez sen.
Ale nocą, gdy byłem sam w tym zwykłym pokoju hotelowym, ogarnęły mnie wątpliwości.
Co, jeśli sędzia na pełnym procesie nie widział sprawy tak jasno? Co, jeśli Brener znalazłby jakąś lukę prawną? Co, jeśli bym się przeliczył i stracił wszystko na zawsze?
W te noce wyciągałam telefon i oglądałam zdjęcia mojego penthouse’u, widok z balkonu, kącik do czytania, kuchnię, w której piekłam ciasteczka dla wnuków. Mój dom. Moja oaza. Fizyczna reprezentacja całego życia zawodowego.
A potem przypomniałem sobie głos Jennifer w telefonie.
„Przestań być taki dramatyczny.”
Zwyczajne zwolnienie. Całkowity brak skruchy.
Nie, nie myliłem się. Nie byłem mściwy. Walczyłem o to, co moje, o sprawiedliwość, o zasadę, że nie można po prostu zabrać ludziom tego, czego się chce, i odejść.
Minęło sześć tygodni. Robert dzwonił z aktualizacjami. Prywatny detektyw znalazł kolejne dowody. Biegły księgowy namierzył kolejne ukryte pieniądze. Prokuratura okręgowa oficjalnie ogłosiła wniesienie oskarżenia. Każda wiadomość wzmacniała sprawę, sprawiała, że zwycięstwo wydawało się coraz pewniejsze.
Ale to również sprawiło, że ostateczna konfrontacja stała się ważniejsza. Wkrótce, bardzo wkrótce, znów będę siedział w tej sali sądowej i tym razem nie będzie to szybka rozprawa. To będzie proces. Rozliczenie.
Zbliżał się dzień sądu nad Jennifer i Michaelem, a ja byłam na to gotowa.
Rankiem w dniu rozprawy obudziłem się przed świtem. W moim pokoju hotelowym było ciemno i cicho, ale sen był niemożliwy.
Dzisiaj nadszedł ten dzień.
Po sześciu tygodniach czekania, przygotowań i bezsennych rozmyślań, czy sprawiedliwości stanie się zadość, w końcu stanęliśmy przed sądem.
Ubrałam się starannie w granatowy garnitur, który nosiłam od lat – profesjonalny, ale nie krzykliwy. Perłowe kolczyki, które Tom dał mi na naszą trzydziestą rocznicę ślubu. Praktyczne buty. Chciałam, żeby sędzia i ława przysięgłych postrzegali mnie jako kompetentną, godną kobietę, która została skrzywdzona, a nie jako zagubioną staruszkę, która nie potrafi ogarnąć własnych spraw.
Robert odebrał mnie o ósmej. Rozprawa była zaplanowana na 9:30, ale chciał mieć czas, żeby wszystko omówić po raz ostatni.
„Jak się czujesz?” zapytał, kiedy wsiadałam do jego samochodu.
„Denerwuję się” – przyznałem. „A co, jeśli coś pójdzie nie tak?”
„Nic złego się nie stanie. Mamy dowody. Mamy świadków. Prawda jest po naszej stronie”. Spojrzał na mnie. „Prawnik Jennifer będzie próbował cię zbyć. Będzie sugerował, że jesteś zapominalska, że zgodziłaś się na sprzedaż, ale nie pamiętasz. Nie daj mu się zdenerwować”.
„Nie zrobię tego.”
Ale kiedy wjechaliśmy na parking przed sądem, żołądek mi się ścisnął. To już koniec. Wszystko, o co walczyłem, sprowadzało się do tego, co wydarzyło się dzisiaj na sali sądowej.
Przeszliśmy przez kontrolę bezpieczeństwa i dotarliśmy do sali sądowej sędziego Whitmore’a. Tym razem było tam tłoczno. Podczas przesłuchań wstępnych wybrano ławę przysięgłych – dwanaście osób, które miały zadecydować o moim losie. Siedzieli w ławie przysięgłych, wyglądając poważnie i uważnie.
Jennifer i Michael byli już tam z Brenerem. Jennifer wyglądała na szczuplejszą niż sześć tygodni temu. Miała cienie pod oczami. Ubrania luźno wisiały na jej ciele. Michael wyglądał na wściekłego, miał zaciśniętą szczękę i twarde spojrzenie.
Usiadłem obok Roberta i próbowałem uspokoić kołaczące serce.
„Wszyscy wstańcie.”
Sędzia Whitmore weszła i zajęła swoje miejsce. Zmierzyła salę sądową przenikliwym wzrokiem, po czym skinęła głową w stronę woźnego.
„To sprawa Torres kontra Torres i Brennan. Oświadczenia wstępne. Panie Harrison, proszę kontynuować.”
Robert wstał i zwrócił się do ławy przysięgłych. Jego głos był wyraźny i pewny siebie.
„Panie i panowie, ta sprawa dotyczy zaufania córki, która wykorzystała miłość i zaufanie swojej starszej matki, aby dopuścić się oszustwa. Margaret Torres całe życie pracowała na kupno domu. Oszczędzała, poświęcała się, zapracowała na ten penthouse dekadami ciężkiej pracy. A kiedy była na wakacjach, jej córka podrobiła jej podpis i sprzedała go bez jej wiedzy i zgody. To nie jest rodzinna kłótnia. To kradzież. I w ciągu najbliższych kilku godzin udowodnimy to ponad wszelką wątpliwość”.
Usiadł, a Brener wstał.


Yo Make również polubił
Ciasto Królewiec/Królewicz- miodowo biszkoptowe -mięciutkie, łatwe i przepyszne
Świetny domowy sposób na czyszczenie DYWANÓW: Wystarczy raz potrzeć, a brud, zapach i stare plamy znikną!
To było ulubione ciasto mojej babci! Teraz wiem dlaczego
Pieczony bakłażan: proste, ale smaczne danie wegetariańskie do spróbowania