W biurze Henriego Salgado unosił się zapach władzy.
Polerowany cedr. Włoska skóra. Espresso tak gorzkie, że aż drogie.
Z trzydziestego piątego piętra szklanej wieży w dzielnicy La Défense Paryż wyglądał jak plansza do gry dla ludzi, którzy myśleli, że nigdy nie mogą przegrać. Henri uwielbiał ten widok. Czuł, że miasto jest mu coś winne.
Wziął powolny łyk, wpatrując się w dokument świecący na ekranie.
ZAKUP POTWIERDZONY.
Willa, Neuilly-sur-Seine — 2 000 000 €.
Henri się uśmiechnął.
Nie dlatego, że kupił kolejną luksusową nieruchomość. Robił to już wcześniej.
Uśmiechnął się, bo tym razem nie było to dla jego żony.
Ten był dla Valérie .
Naprzeciwko niego siedziała jego żona, z którą był przez piętnaście lat, Élise , spokojna jak kamień. Przeglądała magazyn o architekturze, jakby to był zwykły wtorek. Żadnych drżących rąk. Żadnych łez. Żadnego dramatycznego zapadnięcia się na krzesło.
Ten spokój… irytował go bardziej, niż jakikolwiek krzyk.
Odstawił espresso trochę za mocno. Filiżanka uderzyła o spodek groźnie.
„Nie masz nic do powiedzenia?” zapytał Henri.
Élise powoli podniosła wzrok, jakby był częścią mebla.
„O czym, Henri?” – zapytała spokojnie. „Że kupiłeś kolejną zawyżoną cenę? Zawsze byłeś… hojny”.
Słowo „hojny” uderzyło niczym ostrze.
Henri zacisnął szczękę. „Nie udawaj głupiego. Wiesz, dla kogo to jest”.
Usta Élise wygięły się w delikatnym uśmiechu, który jednak nie sięgnął jej oczu.
„Och. Ona” – powiedziała. „Dobrze urodzona „księżniczka”. „Córka wspólnika”, z którą spotykałeś się za moimi plecami od miesięcy. Naprawdę myślałeś, że nie zauważyłam?”
Henri odchylił się do tyłu, zadowolony z siebie, oczekując momentu, który wyreżyserował w myślach: błagania, potrząsania, desperackich targów.
„Więc wiesz” – powiedział. „A ty nadal tam siedzisz i czytasz? Na co czekałaś? Na łzy? Na krzyki? Na błaganie? Byłem gotowy na klasyczny atak zdradzonej żony”.
Élise delikatnie zamknęła czasopismo, jakby zamykała rozdział, a następnie z precyzją położyła je na jego biurku.
„Twój scenariusz jest nudny, Henri” – powiedziała. „Dobry do kiepskich oper mydlanych. Nie muszę się upokarzać, żeby kogokolwiek zatrzymać”.
Ona wstała.
Henri mrugnął, zdezorientowany.
W jego umyśle rozbrzmiał głos Valérie – jedwabisty i pochlebny: Ona cię nie rozumie. Ja tak. Zasługujesz na więcej.


Yo Make również polubił
Sztuczka, dzięki której z jednej łodygi uzyskasz nieograniczoną ilość pelargonii, nie wydając ani grosza
Dzieci nie lubią kompotu z suszu? Ten zamiennik jest smaczniejszy i łatwiejszy w przygotowaniu
Czosnek i Cytryna: Naturalna Moc Przeciwko Złemu Cholesterolowi i 10 Innych Problemów Zdrowotnych!
Przepis na ciasto bostońskie z kremem