Moja 55-letnia córka „pojechała na wycieczkę” — dlaczego więc słyszałem jej głos zza zamkniętej na kłódkę bramy garażu? – Page 3 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Moja 55-letnia córka „pojechała na wycieczkę” — dlaczego więc słyszałem jej głos zza zamkniętej na kłódkę bramy garażu?

„Mamo” – powiedziała nagle Sara.

“Tak moja miłości?”

„Dziękuję, że przyszedłeś mnie szukać. Dziękuję, że mu nie uwierzyłeś. Dziękuję, że zaufałeś swojemu instynktowi”.

Ścisnąłem jej dłoń.

„Zawsze, moja kochana córeczko” – powiedziałam. „Zawsze po ciebie przyjdę”.

Ponownie zamknęła oczy, tym razem z wyrazem spokoju na twarzy.

I zostałem tam, siedząc przy niej, patrząc, jak śpi, wiedząc, że to dopiero początek, że droga do wyzdrowienia będzie długa i bolesna, ale też wiedząc coś z całą pewnością:

Nie zostawiłbym jej już nigdy samej.

Nigdy.

Następne trzy dni były koszmarem, który rozgrywał się w zwolnionym tempie.

Sarah nadal była w szpitalu. Lekarze chcieli ją pozostawić pod obserwacją – nie tylko ze względu na odwodnienie, ale także dlatego, że obawiali się, że trauma psychologiczna może się ujawnić w sposób, którego nie bylibyśmy w stanie przewidzieć.

Spałem na krześle obok jej łóżka.

Właściwie, prawie nie spałem.

Za każdym razem, gdy zamykałem oczy, widziałem ten ciemny garaż. Widziałem liny na jej nadgarstkach. Widziałem twarz Michaela, kiedy nas odkrył.

W poniedziałek rano przyszła psycholog ze szpitala. Nazywała się dr Henderson. Była kobietą około czterdziestki, o łagodnym głosie i współczującym spojrzeniu.

„Pani Parker, czy mogę z panią chwilę porozmawiać?” zapytała.

Wyszliśmy na korytarz.

„Jak się czuje moja córka?” zapytałem od razu.

„Fizycznie wraca do zdrowia” – powiedziała. „Ale emocjonalnie to zajmie trochę czasu. Dużo czasu”.

„Zrobię wszystko, co będzie konieczne” – powiedziałem. „Cokolwiek”.

„Wiem, że tak zrobisz” – odpowiedziała. „Ale chcę, żebyś zrozumiał coś ważnego. Sarah doświadcza czegoś, co nazywamy więzią traumatyczną. Przez lata mąż wpajał jej zwątpienie w siebie, poczucie, że to ona jest problemem, przekonanie, że zasłużyła na złe traktowanie”.

„Ale ona jest inteligentna. Jest silna” – zaprotestowałem. „Jak mogła dać się tak zmanipulować?”

Doktor Henderson westchnął.

„Właśnie tego nie wolno ci myśleć” – powiedziała. „Przemoc domowa nie ma nic wspólnego z inteligencją ani siłą. Chodzi o systematyczną manipulację i kontrolę psychologiczną. Sprawcy przemocy są ekspertami w sprawianiu, że ich ofiary wątpią w swoją rzeczywistość”.

Milczałem i analizowałem sytuację.

„Sarah będzie miała dobre i złe dni” – kontynuowała. „Będą chwile, kiedy będzie się obwiniać. Będzie mówić coś w stylu: »Gdybym była lepszą żoną« albo »Gdybym go nie zdenerwowała«. Twoim zadaniem jako matki jest nieustannie jej przypominać, że to nie była jej wina”.

„Zrobię to” – powiedziałem.

„Musisz też zadbać o siebie” – dodała. „Trauma zastępcza jest realna. Ty też przeszłaś przez coś strasznego. Znalezienie córki w takich warunkach – tego nie da się łatwo zapomnieć”.

„Nic mi nie jest” – odpowiedziałem automatycznie.

Spojrzała na mnie w sposób, jaki potrafią rzucić tylko terapeuci.

„Pani Parker, z całym szacunkiem, nie jest pani w porządku” – powiedziała. „I to w porządku, że nie jest pani w porządku”.

Po raz pierwszy odkąd to się zaczęło, poczułam, że łzy napływają mi do oczu naprawdę. Nie ze strachu czy wściekłości, ale ze zmęczenia – z powodu wszystkiego, co powstrzymywałam.

„Muszę być silny dla niej” – powiedziałem łamiącym się głosem.

„I możesz być”, odpowiedziała. „Ale możesz też pozwolić sobie na odczuwanie. Możesz pozwolić sobie na przetwarzanie. Proszę, poszukaj profesjonalnej pomocy również dla siebie”.

Skinąłem głową, choć nie byłem pewien, czy posłucham.

Tego samego popołudnia pan Davis przybył do szpitala. Znałem go od lat. Był prawnikiem, który prowadził sprawę spadkową mojego ojca. Poważny, skrupulatny człowiek – taki, który budzi zaufanie.

„Emily” – przywitał się ze mną, przytulając mnie. „Jak się czuje Sarah?”

„Lepiej” – powiedziałem. „Fizycznie i psychicznie czuje się coraz lepiej”.

„Cieszę się, że to słyszę” – powiedział. „Słuchaj, mam wieści. Niektóre dobre, niektóre nie tak dobre”.

„Powiedz mi dobrą nowinę” – poprosiłem.

„Michael jest zatrzymany bez możliwości wpłacenia kaucji” – odpowiedział. „Prokuratura traktuje sprawę jako porwanie i przemoc domową. Dzięki nagraniu wideo i zeznaniom Sarah sprawa jest solidna”.

„A złe wieści?” – zapytałem.

„Jego rodzina zatrudniła Edwarda Sullivana” – powiedział.

Ta nazwa podziałała na mnie jak kubeł zimnej wody.

Edward Sullivan był jednym z najbardziej znanych adwokatów w mieście. Takim, który pobiera fortunę i słynie z tego, że potrafi wypuścić najgorszych przestępców za pomocą prawnych kruczków.

„A co to znaczy?” zapytałem.

„To oznacza, że ​​będą walczyć ze wszystkich sił” – powiedział pan Davis. „Już budują linię obrony opartą na przejściowym zaburzeniu psychicznym. Będą argumentować, że Michael miał kryzys psychiczny, że nie był przy zdrowych zmysłach, że potrzebuje leczenia psychiatrycznego, a nie więzienia”.

Wściekłość narastała w mojej piersi.

„Mówisz mi, że będą próbowali powiedzieć, że był szalony?” – zapytałem.

„Dokładnie” – odpowiedział. „A jeśli sędzia im uwierzy, zamiast iść do więzienia, może trafić do szpitala psychiatrycznego. I w końcu stamtąd wyjść”.

„Nie” – powiedziałem. „To niemożliwe. Nie po tym, co jej zrobił”.

„Dlatego potrzebujemy zeznań Sary” – powiedział pan Davis. „Jej zeznania są kluczowe. Musimy udowodnić, że to nie był odosobniony przypadek, ale wzorzec systematycznego znęcania się”.

„Ale przecież właśnie powiedziałeś, że ona wraca do zdrowia” – zaprotestowałem. „Jak mam ją prosić, żeby przeżyła to wszystko jeszcze raz?”

Pan Davis położył mi rękę na ramieniu.

„Wiem, że to niesprawiedliwe” – powiedział. „Ale taka jest rzeczywistość systemu. Jeśli chcemy, żeby zapłacił za to, co zrobił, musimy się z nią przemówić”.

Spojrzałem w stronę sali szpitalnej, w której była Sarah.

Jak miałem ją o to zapytać?

Jak miałem sprawić, żeby jeszcze raz przeżyła to cierpienie?

Ale potem przypomniałem sobie coś, co powiedział doktor Henderson.

Twoim zadaniem jako matki jest ciągłe przypominanie jej, że nic z tego, co się wydarzyło, nie było jej winą.

Aby ona to naprawdę zrozumiała, musieliśmy wprowadzić sprawiedliwość.

Musieliśmy od niego zapłacić.

„Porozmawiam z nią” – powiedziałem w końcu.

Tej nocy, kiedy lekarze wyszli i w szpitalu zapadła cisza, siedziałem obok łóżka Sary. Nie spała i wpatrywała się w sufit.

„Nie możesz spać?” zapytałem ją.

„Za każdym razem, gdy zamykam oczy, widzę go” – powiedziała cicho. „Widzę jego twarz, kiedy wszedł do garażu. Widzę ciemność. Słyszę odgłos jego kroków”.

„To minie, kochanie” – powiedziałem. „Z czasem i terapią to minie”.

„Naprawdę tak myślisz?” – zapytała.

„Wiem”, odpowiedziałem.

Przez chwilę milczała.

„Mamo, mogę cię o coś zapytać?” zapytała.

„Cokolwiek” – odpowiedziałem.

„Dlaczego tego nie zauważyłam? Dlaczego nie zorientowałam się wcześniej, że on taki jest?” – zapytała.

I oto było. Pytanie, które zadawałem sobie setki razy.

„Bo nie chciał, żebyś to zobaczyła” – powiedziałam. „Bo był świetny w ukrywaniu tego. Bo przemoc nie zaczyna się od ciosów. Zaczyna się od słów. Od drobnych uwag, które sprawiają, że zaczynasz wątpić w siebie”.

„Pamiętasz tę niedzielę” – zapytała nagle – „kiedy opowiedziałam tę historię o trudnym kliencie i Michael się zdenerwował?”

„Tak” – powiedziałem cicho. „Przypomniałem sobie o tym zaledwie kilka dni temu”.

„Tej nocy, kiedy wróciliśmy do domu, powiedział mi, że go zawstydziłam” – powiedziała. „Że wyglądałam przy tobie jak agresywna kobieta. Że powinnam nauczyć się panować nad językiem”.

Jej głos się załamał.

„I uwierzyłam mu, mamo” – powiedziała. „Przeprosiłam. Obiecałam mu, że będę ostrożniejsza z tym, co mówię”.

„Saro…” wyszeptałem.

„A to był dopiero początek” – kontynuowała. „Potem pojawiło się wszystko inne. Krytyka moich ubrań: »Ta sukienka jest zbyt prowokacyjna. Dla kogo się ubierasz?«. Pytania za każdym razem, gdy wracałam z pracy: »Czemu tak długo zwlekałaś? Z kim rozmawiałaś?«. Sprawdzanie telefonu. Ciągła zazdrość”.

„A co zrobiłeś?” zapytałem.

„Na początku się broniłam” – powiedziała. „Mówiłam mu, że przesadza. Ale on zawsze miał jakieś logiczne wytłumaczenie. »Po prostu bardzo cię kocham«. »Nie mogę znieść myśli o twojej stracie«. »Po prostu jestem zazdrosna, bo jesteś taka piękna i wszyscy na ciebie patrzą«. A ja… myślałam, że to przejawy miłości”.

Zamknęła oczy.

„Dopóki nie przestały być tylko słowami” – powiedziała. „Dopóki nie popchnął mnie po raz pierwszy. To było lekkie pchnięcie. Nawet nie upadłam. Ale potem nadszedł kolejny. I kolejny. I za każdym razem prosił o wybaczenie. Płakał. Przysięgał, że to się nigdy więcej nie powtórzy. A ja mu wierzyłam”.

„Dlaczego mi nie powiedziałeś?” – zapytałem.

„Bo się wstydziłam” – powiedziała. „Bo zawsze uczyłeś mnie, jak być silną i niezależną. Wychowałeś kobietę, która nikomu niczego nie bierze. A ja pozwoliłam mężowi tak się traktować. Jak miałam ci to powiedzieć? Jak miałam przyznać, że zawiodłam?”

Łzy spływały mi po policzkach.

„Nie zawiodłeś” – powiedziałem. „On tobą manipulował”.

„Ale powinnam była to zauważyć. Powinnam być silniejsza” – upierała się.

„Nie” – powiedziałem stanowczo.

Wziąłem jej twarz w dłonie.

„Nie zawiodłaś” – powiedziałem jej. „Nie jesteś słaba. Jesteś ocalałą. Wyszłaś z tego żywa. A to wymaga więcej siły, niż większość ludzi kiedykolwiek pojmie”.

Przytuliła mnie i płakała.

Płakała tak, jak nie płakała od wielu dni.

I trzymałam ją tak, jak wtedy, gdy była dzieckiem i spadła z roweru, lub gdy została odrzucona w szkole, lub gdy po raz pierwszy złamano jej serce.

Tylko to było inne.

To było gorsze niż zdarte kolano czy złamane serce nastolatka.

Była to trauma, której wyleczenie zajęło lata — o ile w ogóle kiedykolwiek uda się ją całkowicie wyleczyć.

Kiedy trochę się uspokoiła, powiedziałem: „Sarah, muszę z tobą porozmawiać o czymś ważnym”.

„O co chodzi?” zapytała.

„Pan Davis był dzisiaj” – powiedziałem. „Rodzina Michaela zatrudniła bardzo dobrego prawnika. Będą argumentować, że miał kryzys psychiczny, że nie był przy zdrowych zmysłach”.

Zobaczyłem, jak jej twarz zbladła.

„Co to znaczy?” zapytała.

„Że potrzebujemy twojego zeznania” – powiedziałem łagodnie. „Potrzebujemy twoich zeznań, żebyś opowiedział o wszystkim, co się wydarzyło od początku do teraz, żebyśmy mogli udowodnić, że to nie był odosobniony przypadek, ale pewien schemat”.

„Nie mogę” – powiedziała natychmiast. „Nie mogę stanąć przed nim i o tym rozmawiać”.

„Wiem, kochanie. Wiem, że to trudne” – powiedziałem. „Ale to jedyny sposób, żeby mieć pewność, że zapłaci za to, co zrobił”.

„A co, jeśli mi nie uwierzą? Co, jeśli pomyślą, że przesadzam?” – wyszeptała.

„Uwierzą ci” – powiedziałem. „Bo ja tam będę. Pan Davis też tam będzie. I mamy dowody. Mamy nagranie, które nagrałem. Mamy raporty medyczne. Mamy wszystko, czego potrzebujemy”.

Długo milczała.

„Boję się” – powiedziała w końcu. „Mamo, boję się”.

„Wiem” – powiedziałem cicho. „Też się boję. Ale zrobimy to razem”.

Powoli skinęła głową.

„Dobrze” – wyszeptała. „Złożę zeznania. Opowiem wszystko”.

Przytuliłem ją ponownie.

„Moja dzielna dziewczyno” – powiedziałem. „Moja Sarah”.

Następnego dnia wypisano nas ze szpitala.

Sarah nie chciała wracać do domu, który dzieliła z Michaelem – i oczywiście, że nie chciała. Sama myśl o tym przyprawiała ją o ataki paniki.

„Zamieszkasz ze mną” – powiedziałem jej. „Twój pokój jest nadal taki sam. Wszystko jest takie, jak go zostawiłaś”.

„Jesteś pewien?” zapytała.

„Nie zostawię cię samej, Sarah. Nigdy więcej” – powiedziałem.

Dotarliśmy do mojego domu o zachodzie słońca. To mały dom w spokojnej okolicy. Ten sam dom, w którym dorastała. Ten sam dom, w którym nauczyła się chodzić, czytać i marzyć.

Zaprowadziłem ją do jej dawnego pokoju. Wszystko było naprawdę takie samo. Plakaty jej ulubionych zespołów z czasów nastoletnich. Książki na półce. Niebieska kołdra, którą wybrała mając piętnaście lat.

Usiadła na łóżku i przesunęła dłonią po kołdrze.

„Czuję się, jakbym znów miała piętnaście lat” – powiedziała ze smutnym uśmiechem.

„W pewnym sensie zaczynasz od nowa” – powiedziałem jej. „Ale tym razem nie jesteś sama”.

Tego wieczoru przygotowałam jej ulubioną kolację – enchiladas, te same, które robiłam, gdy była dzieckiem i czuła się smutna. Jedliśmy w ciszy, ale była to cisza kojąca. Cisza dwóch kobiet, które razem przeszły przez piekło i wyszły z niego obronną ręką.

Po obiedzie, kiedy zmywałem naczynia, zadzwonił mój telefon komórkowy. To był nieznany numer. Zawahałem się, ale coś kazało mi odebrać.

“Cześć?”

„Pani Parker, dobry wieczór. Tu dr Reed. Jestem psychiatrą z więzienia okręgowego” – powiedział męski głos.

Moje serce biło szybciej.

„Tak?” odpowiedziałem.

„Dzwonię, żeby poinformować, że Michael Vega próbował dziś wieczorem popełnić samobójstwo” – powiedział. „Jego stan jest stabilny, ale musieliśmy pana powiadomić jako najbliższego krewnego ofiary”.

„Ofiara” – powtórzyłem. Nazywali Sarę „ofiarą”. Usłyszenie tego na głos uderzyło mnie mocniej, niż się spodziewałem.

„A dlaczego do mnie dzwonisz?” – zapytałem.

„Pańska córka jest wymieniona jako kontakt alarmowy, ale rozumiemy, że nie jest w stanie otrzymać tych informacji. Dlatego się z panem skontaktowaliśmy” – wyjaśnił.

„Rozumiem” – powiedziałem. „Czego ode mnie potrzebujesz?”

„Na razie nic” – powiedział. „Po prostu informuję pana. Próba się nie powiodła. Jest pod obserwacją psychiatryczną”.

„Czy to coś zmienia pod względem prawnym?” – zapytałem.

Zapadła cisza.

„Nie jestem prawnikiem, proszę pani” – powiedział. „Ale tak, mogłoby to wpłynąć na sprawę. Mogłoby wzmocnić argument o zaburzeniach psychicznych”.

„Oczywiście, że tak” – mruknąłem.

„Dziękuję za informację” – powiedziałem i się rozłączyłem.

Zostałem tam z telefonem w ręku.

Czy próba samobójcza była prawdziwa? A może była to strategia, sposób na wzmocnienie obrony przed kryzysem psychicznym?

Nie wiedziałem.

I szczerze mówiąc, nie obchodziło mnie to.

Jedyne, co mnie obchodziło, to bezpieczeństwo mojej córki i niezależnie od tego, co stanie się z Michaelem, zamierzałam zadbać o to, by Sarah miała życie, na jakie zasługiwała.

Życie bez strachu.

Życie bez bólu.

Wolne życie.

Następne tygodnie przypominały chodzenie po grząskim piasku.

Każdy dzień przynosił nowe komplikacje, nową przeszkodę, nowy sposób, w jaki system zdawał się być zaprojektowany, aby chronić sprawcę przemocy, a nie ofiarę.

Próba samobójcza Michaela trafiła na pierwsze strony gazet, ale nie w głównych mediach, tylko na niektórych lokalnych stronach.

„Mężczyzna zatrzymany za przemoc domową próbował odebrać sobie życie w więzieniu okręgowym”.

Komentarze w mediach społecznościowych wywoływały u mnie mdłości.

„Biedny człowiek. Musi być zdesperowany.”

„Musiała zrobić coś, co doprowadziło go do takiego ostateczności”.

„Kobiety zawsze przesadzają. To na pewno była zwykła kłótnia pary”.

Musiałam przestać czytać, bo gdybym dalej czytała, gdybym ciągle widziała, jak ludzie bronią mężczyzny, który trzymał moją córkę zamkniętą jak zwierzę, to bym oszalała.

Sarah nie czytała wiadomości ani mediów społecznościowych. Usunęła wszystkie swoje konta.

Spędzała całe dnie w swoim pokoju, prawie cały czas leżąc w łóżku i wpatrując się w sufit. Trzy razy w tygodniu chodziła na terapię. Dr Henderson polecił jej specjalistkę od traumy, dr Patricię Rivers.

„Jak poszło dzisiaj?” – pytałem ją za każdym razem, gdy wracała z sesji.

„Dobrze” – zawsze odpowiadała.

Ale wiedziałem, że coś jest nie tak.

Widziałem ją w nocy, kiedy myślała, że ​​śpię, płaczącą cicho w swoim pokoju. Widziałem, jak podskakiwała za każdym razem, gdy dzwonił dzwonek do drzwi. Widziałem, jak raz po raz sprawdzała zamki w oknach.

Strach zagnieździł się w jej wnętrzu w sposób, którego żadna terapia nie mogła wyleczyć z dnia na dzień.

Pewnego popołudnia, dwa tygodnie po opuszczeniu szpitala, piliśmy kawę w kuchni, gdy zadzwonił mój telefon komórkowy.

To był pan Davis.

„Emily, musisz przyjść jutro do mojego biura” – powiedział. „Mam nowe informacje w sprawie”.

„Dobre czy złe?” – zapytałem.

„Skomplikowane” – odpowiedział.

Następnego dnia Sarah i ja poszliśmy do jego biura. Był to stary budynek w centrum miasta, pachnący papierem i lakierowanym drewnem. Usiedliśmy przed jego biurkiem. Miał grubą teczkę z dokumentami.

„Cóż” – zaczął – „oskarżenie formalnie przedstawiło zarzuty: porwanie ze szczególnym okrucieństwem, kwalifikowana przemoc w rodzinie i usiłowanie zabójstwa kobiety”.

„Próba zabójstwa kobiety?” zapytała cicho Sarah. „Ale on nigdy nie próbował mnie zabić”.

„Z prawnego punktu widzenia przetrzymywanie kogoś w warunkach zagrażających jego życiu stanowi usiłowanie” – wyjaśnił pan Davis. „Byłeś pięć dni bez wystarczającej ilości wody, bez jedzenia, bez opieki medycznej. Mogłeś umrzeć”.

Sara milczała.

„Dobrą wiadomością jest to, że zarzuty są uzasadnione” – kontynuował pan Davis. „Złą wiadomością jest to, że obrona jest bardzo agresywna. Edward Sullivan przedstawił opinię psychiatryczną, w której zdiagnozowano u Michaela zaburzenie osobowości typu borderline i ostry epizod psychotyczny”.

„A co to znaczy?” zapytałem.

„Że będą argumentować o jego niepoczytalności” – powiedział. „Powiedzą, że nie ponosi odpowiedzialności za swoje czyny, bo był upośledzony umysłowo”.

„Ale to kłamstwo” – powiedziałem. „On doskonale wiedział, co robi. Odpisywał na wiadomości Sarah z jej komórki, żeby nikt niczego nie podejrzewał. To nie jest coś, co robi ktoś w stanie psychozy”.

„Dokładnie” – odpowiedział pan Davis. „I to właśnie musimy pokazać. Dlatego potrzebujemy twoich zeznań, Sarah. Potrzebujemy, żebyś szczegółowo wyjaśniła, jak schemat nadużyć był zaplanowany, zaplanowany, świadomy”.

Sarah skinęła głową.

„Zrobię to” – powiedziała. „Już zdecydowałam. Będę zeznawać”.

„Dobrze. Przesłuchanie wstępne odbędzie się za dwa tygodnie” – powiedział pan Davis. „Będzie pan musiał złożyć zeznania, a Michael będzie obecny”.

Widziałem, jak twarz Sary zbladła.

„Obecny? W tym samym pokoju?” wyszeptała.

„Tak. Ma prawo być obecny na swoim własnym procesie” – powiedział pan Davis.

„Nie mogę” – mruknęła. „Nie mogę go zobaczyć”.

„Tak, możesz” – powiedziałem, biorąc ją za rękę. „I będę tam z tobą”.

Pan Davis pochylił się do przodu.

„Saro, wiem, że to trudne” – powiedział. „Ale musisz coś zrozumieć. Ten człowiek trzymał cię w niewoli przez pięć dni, a teraz gra kartą ofiary. Jeśli go tu nie zatrzymamy, jeśli nie udowodnimy, że był w pełni świadomy swoich czynów, może wyjść na wolność. I może zrobić to komuś innemu”.

Te słowa zawisły w ciszy biura.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Jak odetkać zatkany odpływ? To łatwiejsze niż myślisz i każdy może to zrobić!

Jak odetkać zatkany odpływ? To łatwiejsze niż myślisz i każdy może to zrobić! Zacznij od wsypania szklanki sody oczyszczonej do ...

Jak twoje ciało mówi ci, że coś jest nie tak

Masz problemy z odczytywaniem znaków lub rozróżnianiem twarzy? Czas udać się do  okulisty . Może to być proste zaburzenie widzenia lub  wczesny objaw ...

Szok! Amerykańskie pancakes lepsze niż w restauracji! Sekretny przepis szefa kuchni ujawniony!

Konsystencja: Jeśli ciasto jest zbyt gęste, dodaj trochę mleka. Powinno być gęste, ale lejące. Smażenie: Na średnim ogniu, używając minimalnej ilości oliwy, ...

Zgrabny hack

Środki ostrożności i środki bezpieczeństwa, które należy wziąć pod uwagę Bezpieczeństwo ma pierwszorzędne znaczenie podczas pracy z ostrymi narzędziami. Zawsze ...

Leave a Comment