„Dobrze. Zrobię to.”
Na twarzy Juliana pojawił się triumfalny uśmiech – zbyt ostry, zbyt szybki – zanim przyciągnął mnie do siebie i przytulił miażdżąco. „Nie pożałujesz”.
Odwzajemniłam uścisk, nieświadoma faktu, że jego uścisk nie był niczym w rodzaju miłości. Czułam się, jakbym zamykała transakcję życia.
Machina administracyjna poruszała się z przerażającą prędkością. Wyglądało to tak, jakby szpital miał już wydrukowane dokumenty, czekające tylko na mój wniosek. Tego wieczoru siedziałem w luksusowym biurze, podpisując kolejne oświadczenia.
„To standard” – powiedział młody notariusz, przesuwając dokument po mahoniowym biurku. „Oświadczenie, że darowizna jest dobrowolna, nieprzymuszona i bez rekompensaty finansowej”.
Podpisałem. Ręka mi się trzęsła.
„A to” – powiedział Julian , wskazując na ostatnią stronę z gęstym, mikroskopijnym tekstem. „Tylko formularz relokacji awaryjnej. Standardowy protokół”.
„Co to znaczy?” zapytałem, mrużąc oczy pod ostrym światłem lampy na biurku.
„To formalność” – powiedział szybko Julian , podskakując nogą. „W razie siły wyższej na sali operacyjnej. Daje to lekarzom prawo do podejmowania decyzji dotyczących narządu, aby nie został zmarnowany. To żargon techniczny. Po prostu podpisz tutaj, kochanie”.
Wyczerpany, psychicznie wyczerpany i zdesperowany, by zobaczyć Beatrice uśmiechającą się do mnie po raz pierwszy, podpisałem. Czarny atrament wyglądał jak blizna na białym papierze.
Następnego ranka wózek z noszami był rozmazany w świetle jarzeniówek. Przy drzwiach sali operacyjnej Julian pocałował mnie w czoło.
„Kocham cię” – wyszeptał. „Będziemy czekać na rekonwalescencji. Europa, Claro. Tylko we dwoje. Obiecuję”.
„Obiecujesz?” zapytałam, gdy środek uspokajający zaczął mnie uspokajać.
“Obietnica.”
Drzwi się zamknęły. Powietrze zrobiło się lodowate. Rytmiczny pik kardiomonitora był ostatnią rzeczą, jaką usłyszałem, zanim zacząłem się modlić do Boga, z którym nie rozmawiałem od lat. Niech to wystarczy. Niech mnie kochają.
Potem ciemność mnie żywcem pożarła.
Ból był fizyczny. To nie był zwykły ból; to był ogień szalejący w moim lewym boku, palące, rozdzierające uczucie, które sprawiało, że każdy oddech był walką.
Zamrugałam, otwierając oczy, spodziewając się łagodnego oświetlenia sali pooperacyjnej dla VIP-ów. Spodziewałam się Juliana trzymającego mnie za rękę. Spodziewałam się kwiatów.
Zamiast tego obudziłem się w koszmarze.
Sala była standardową salą trzyosobową. Ściany miały przygnębiający beżowy kolor, łuszczący się w rogach. Na suficie, niczym siniak, wykwitła plama wody. Po mojej prawej stronie zasłona oddzielała mnie od pacjenta kaszlącego mokrym, rzężącym kaszlem.
Dlaczego tu jestem?


Yo Make również polubił
Przepis na staromodne szwajcarskie ciasto czekoladowe
Co oznacza widok kogoś z takim przekłuciem ucha?
Jak usunąć Ruvity z drzwi i okien bez malowania: 4 nieomylne sztuczki
Ciasto miodowe przekładane kwaśną śmietaną