Ocena.
Prawnik nazywał się Mark. Wypaliłem to imię w pamięci, jakbym wyrył je w kamieniu.
Jego kroki cichły w korytarzu. Ten dźwięk drogich butów uderzających o tanie linoleum. Ale Scarlet tam została. Słyszałem jej oddech. Czułem jej obecność po drugiej stronie cienkiej ściany, która nas dzieliła.
A potem przemówiła, ale tym razem nikogo przy niej nie było. Mówiła do siebie, a może do Roberta, który leżał nieprzytomny w tym łóżku.
„Biedny głupcze” – wyszeptała, a jej głos był przepełniony jadem tak czystym, że aż bolało. „Myślałeś, że zdobyłeś mnie swoimi tanimi kwiatami i pustymi obietnicami. Nigdy cię nie kochałam. Ani przez jeden dzień. Ale miałeś to, czego potrzebowałam. Głupią matkę z pieniędzmi, rozwijający się biznes, spłacony dom i dość naiwności, żeby wszystko przepisać na siebie bez żadnej ochrony prawnej. Byłeś idealnym celem”.
Każde słowo było policzkiem. Każde zdanie było sztyletem prosto w serce.
Siedem lat.
Byli małżeństwem siedem lat. Siedem lat kłamstw. Siedem lat udawania. Siedem lat wierzyłam, że mój syn jest szczęśliwy.
Wszystkie te chwile, które źle zinterpretowałam, przemknęły mi przez myśl. Wszystkie te znaki, które zignorowałam. Te chwile, gdy ją odwiedzałam, a Scarlet znikała w sypialni pod jakimś pretekstem. Te chwile, gdy Robert wyglądał na zmęczonego, bladego, ale mówił, że to przez pracę. Te chwile, gdy oferowałam pomoc, a on nagle odmawiał, jakby moja obecność mu przeszkadzała.
„Mamo, nie jestem już dzieckiem. Potrafię sam rozwiązywać swoje problemy”.
Ale to nie one były jego problemami. To ona. To trucizna, którą pił, nieświadomie, każdego ranka z sokiem pomarańczowym. To potwór śpiący obok niego każdej nocy, planujący jego śmierć, podczas gdy on śnił o przyszłości, która nigdy nie nadejdzie.
„A co do ciebie, wścibska staruszko” – ciągnęła Scarlet.
I z przerażeniem uświadomiłem sobie, że chociaż mnie nie widziała, wiedziała, że istnieję. Wiedziała, że jestem przeszkodą na jej drodze.
„Jak tylko to się skończy, wyrzucę cię z naszego życia na zawsze. Nie będziesz miała prawa nawet zobaczyć jego grobu, bo prawnie jesteś nikim. Jesteś po prostu wiedźmą, która nigdy mnie nie akceptowała, która zawsze patrzyła na mnie z podejrzliwością, która zawsze próbowała siać niezgodę między mną a Robertem”.
To nieprawda. Starałem się ją zaakceptować. Bóg wiedział, że starałem się z całych sił, bo to była kobieta, którą wybrał mój syn, bo liczyło się dla mnie tylko to, że był szczęśliwy.
Przełknąłem tysiące upokorzeń. Uśmiechałem się, gdy krytykowała moje ubrania, fryzurę, gotowanie. Zmywałem za nią naczynia po kolacjach, po których nie dostałem nawet porządnego talerza, zjadałem resztki na stojąco w kuchni, podczas gdy oni jedli w jadalni. Kupowałem jej drogie prezenty na urodziny, na Boże Narodzenie, na każdą specjalną okazję. Prezenty, które otwierała bez emocji i zostawiała zapomniane w jakimś kącie. Dbałem o ich dom, gdy wyjeżdżali – podlewałem rośliny, zbierałem pocztę, ścierałem kurz.
Byłam idealną matką i teściową, taką, która się nie przejmuje, taką, która nie ma własnego zdania, taką, która daje, daje i daje, nie prosząc o nic w zamian.
A oni tak mi się odwdzięczyli.
Za pomocą trucizny, kradzieży, zaplanowanego morderstwa.
Usłyszałem, jak jej kroki w końcu się oddalają. Odgłos jej obcasów uderzających o podłogę. Ten nieustanny stukot, który zawsze wydawał mi się elegancki, a teraz brzmiał jak tykanie bomby. Zniknęła. Weszła do pokoju Roberta i delikatnie zamknęła drzwi.
I zostałem tam, siedząc na podłodze tego ciemnego pokoju, trzęsąc się jak liść w środku huraganu.


Yo Make również polubił
Widoczny objaw chorej trzustki. Objawy stanu zapalnego lub raka.
Sekrety Pielęgnacji Storczyków: Unikaj Typowych Pułapek i Ciesz Się Kwitnącym Sukcesem
Czy wiesz, co się stanie, jeśli zostawisz cytryny przyczepione do rośliny? Eksperci odpowiadają
Red Velvet Roll: Przepis na amerykański deser w wersji roll