Nie miałem wyciągów bankowych. Devo sam je znalazł, zalogował się na swoje konto i znalazł transakcję.
„Prezent na zakup domu w JK. Nieruchomość w East Morland” – przeczytał na głos. „Wyraziłem się jasno. To nie jest dwuznaczne”.
„Więc dopuściła się oszustwa. Oszustwa elektronicznego. Właściwie, to jest przestępstwo federalne”.
Słowa zawisły w powietrzu.
Federalny.
Mojej córce postawiono zarzuty federalne.
Wziąłem łyk kawy, która już była letnia. Coś mnie dręczyło, jakieś wspomnienie unosiło się tuż poza moim zasięgiem.
Rok temu, w lutym. Co jeszcze wydarzyło się w lutym?
I wtedy mnie olśniło. Moja ręka zamarła w powietrzu, kubek z kawą zamarł w połowie drogi do ust, a wzrok stracił ostrość, cofnąłem się o 12 miesięcy.
Velma i Cornelius pojawiają się w moim mieszkaniu, podekscytowani nowinami.
„Kupiliśmy dom!” – Velma praktycznie wyśpiewała te słowa. „W East Morland. Uwierzysz? Cornelius dostał ogromną premię w pracy i znaleźliśmy idealne miejsce”.
Cieszyłem się z ich szczęścia, wręcz odczuwałem ulgę. Od lat borykali się z problemami finansowymi. Firma konsultingowa Corneliusa szła opornie. Nagle mieli pieniądze. Nagle przeprowadzali się do jednej z najbogatszych dzielnic Portland.
Nigdy tego nie kwestionowałem. Rodziny nie zawsze dogłębnie rozmawiają o finansach. Dzieci dorastają, zarabiają własne pieniądze, kupują własne domy.
Poczułem dumę.
„Tato” – głos Devo przyciągnął mnie z powrotem. „Wszystko w porządku?”
„Kupili dom w lutym zeszłego roku. Velma i Cornelius. Przeprowadzili się do East Morland mniej więcej w tym samym czasie, kiedy kupiono ten dom. Mówili, że Cornelius dostał dużą premię”.
Mięśnie szczęki Devo zaczęły pracować.
„Nie było żadnej premii.”
„Nie. Nie było.”
Złapałem kluczyki.
„Chodźmy.”
Podróż zajęła 15 minut. Mój stary Honda Civic wyglądał nędznie wśród podjazdów Tesli i BMW wzdłuż ulic East Morland – alejki obsadzone drzewami, idealnie przystrzyżone trawniki, domy, które kosztowały więcej, niż zarobiłem przez całą moją teatralną karierę.
Dom pod adresem 4521 SE Woodstock Boulevard stał za żelazną bramą na końcu długiego podjazdu. Dom był masywny, z cegły i białych kolumn, trzypiętrowy, o powierzchni prawdopodobnie 465 metrów kwadratowych, wart teraz z łatwością ponad milion dolarów.
Zaparkowałem na ulicy i podszedłem do bramy. Była otwarta. W domu był jeden z tych eleganckich, inteligentnych dzwonków z kamerą.
Machnęłam ręką. Jeśli Velma zdalnie monitorowała swoją skradzioną własność, to właśnie miała transmisję na żywo z drogiego taty pojawiającego się na miejscu zbrodni. Mam nadzieję, że zakrztusiła się swoim organicznym koktajlem śniadaniowym.
Przyłożyłem dłonie do oczu i zajrzałem przez przednie okna.
Pusto. Całkowicie pusto. Bez mebli, zasłon, niczego. Tylko gołe podłogi i pokoje z echem.
„Czy mogę w czymś pomóc?”
Skoczyłem.
Starsza kobieta stała na chodniku z szpicem miniaturowym, który natychmiast zaczął na mnie szczekać. Szpic miniaturowy sąsiada od razu mnie znienawidził, szczekając, jakbym osobiście odpowiadał za kryzys mieszkaniowy. Przynajmniej ktoś w tej okolicy był szczery w swoich uczuciach.
„Och, interesuje cię ta nieruchomość?” – zapytała. W jej oczach malowała się ciekawość i spacerowicz. „Sprzedawana była raz na jakiś czas. Dziwna sytuacja”.
Wyprostowałem się, starałem się wyglądać swobodnie, a nie jak mężczyzna, który staje twarzą w twarz z kradzieżą córki.
„Właściwie jestem przyjacielem rodziny. Kingów?”
„Królowie? Tak, kupili go w lutym zeszłego roku. Cudowna para, pomyślałem, ale nigdy się nie wprowadzili, ani razu. Agent nieruchomości przychodzi co miesiąc, żeby sprawdzić, co się dzieje, ale poza tym stoi pusty. Znasz ich osobiście?”
„Spotkałem ich dopiero przy finalizacji transakcji. Żona wydawała się zdenerwowana. Mąż mówił sam za siebie. Wspominali coś o remoncie, ale żaden wykonawca się nie pojawił”. Przechyliła głowę. „Myślisz o kupnie od nich?”
„Tylko patrzę. Dzięki za informację.”
Wróciwszy do samochodu, Devo czekał z telefonem w ręku.
„Pusto. Całkowicie pusto. Sąsiad mówi, że nigdy się nie wprowadzili. Ani razu przez cały rok.”
„Dlaczego miałaby kupić dom i nigdy w nim nie mieszkać?”
„Bo bym się dowiedział.”
Wszystko złożyło się w całość. Ukradła dom, ale bała się w nim mieszkać. Kupiła więc sobie inny dom za oddzielne pieniądze, prawdopodobnie z innego źródła, i opowiedziała o nim wszystkim. Ten po prostu stoi tu sobie, generując podatki od nieruchomości, które płaci nie wiadomo skąd.
Moje mieszkanie na wynajem zmieściłoby się w garażu tego domu. Velma naprawdę postawiła na modernizację.
Wracaliśmy w milczeniu. W mieszkaniu Devo wyciągnął telefon.
„Dzwonię na policję. To zwykła kradzież.”
„Czekaj, czekaj” – powiedziałem. „Ukradła 850 000 dolarów. To nie jest spór rodzinny. To przestępstwo”.
„Wiem, o co chodzi” – powiedziałam, ostrożnie odstawiając kubek z kawą – „ale muszę zrozumieć, dlaczego. Velma nie zawsze taka była. Coś się zmieniło”.
„Kogo obchodzi dlaczego? Przecież to złodziejka”.
„Zależy mi. Nadal jest moją córką. A jeśli pójdziemy prosto na policję, nigdy nie poznamy prawdy. Ona zatrudni prawnika i dostaniemy prawne odpowiedzi, a nie prawdziwe”.
Pięść Devo uderzyła w blat. Dźwięk sprawił, że drgnąłem.
„Więc co chcesz zrobić?”
Zatrzymałem się. W mojej głowie rodziło się coś zimnego i kreatywnego, coś, co wynikło z dziesięcioleci budowania iluzji na scenie.
„Chcę, żeby poczuła dokładnie to samo, co ja wczoraj wieczorem. Zdezorientowana, zdradzona, zaskoczona przez kogoś, komu ufa”.
Mój telefon zawibrował. Zerknęłam na ekran. Znowu Velma. Jej SMS-y przychodziły cały ranek, coraz bardziej desperackie.
Tato, proszę, porozmawiaj ze mną. Wiem, że jesteś zły, ale jest kontekst. Możemy się spotkać? Tylko ty i ja. Tato, proszę, nie rób niczego pochopnego.
Przeczytałem je wszystkie, nie odpowiedziałem na żadne. Pozwoliłem jej siedzieć w ciszy, zastanawiając się, co będzie dalej.
„Tato, o czym myślisz?” zapytał Devo.
Podszedłem do szafy w sypialni i wyciągnąłem stary kufer teatralny. Drobinki kurzu wirowały w popołudniowym świetle. Kufer nie był otwierany od lat.
W środku kryją się narzędzia, które zbierałem przez dziesięciolecia w trakcie mojej kariery scenografa: projektory holograficzne z inscenizacji „Opowieści wigilijnej” z 2010 r., czujniki ruchu z „Drakuli”, sprzęt dźwiękowy z niezliczonych przedstawień.
Devo stał w drzwiach i patrzył na mnie.
„Tato, co robisz?”
Wyjąłem mały projektor i obracałem go w dłoniach. Światło padało na soczewkę.
„Wiesz, co robiłem przez 35 lat? Sprawiałem, że ludzie wierzyli w duchy. Tworzyłem iluzje tak przekonujące, że widzowie zapominali, że są w teatrze”. Spojrzałem na syna. „Ten dom stoi pusty. Velma jest zbyt przerażona, żeby w nim mieszkać, zbyt chciwa, żeby go sprzedać, a teraz ma zbyt duże poczucie winy, żeby się do niego zbliżyć”.
Jego wyraz twarzy uległ zmianie, gdy zrozumiał, dokąd zmierzam.
„Myślę, że nadszedł czas, żeby w skradzionym domu mojej córki zaczęło straszyc.”
O świcie wysłałem SMS-a do Goldie Hayes.
Potrzebuję Twojej wiedzy. Pamiętasz efekty duchów z „McBTH”? Kawa o dziewiątej.
Odpowiedziała w ciągu 30 sekund.
Intrygujące. Do zobaczenia w Hawthorne Grounds.
Znałam Goldie od 30 lat. Grała główne role w kilkunastu produkcjach, w których projektowałam scenografię. Współpracowałyśmy przy horrorach z wyszukanymi efektami specjalnymi – hologramami, projekcjami, pejzażami dźwiękowymi, które sprawiały, że widzowie zapominali, że oglądają przedstawienie. Pięć lat temu przeszła na emeryturę i zajęła się nieruchomościami, ale jej oczy wciąż się rozświetlały, gdy ktoś wspominał o iluzjach teatralnych.
Pierwszy dotarłem do kawiarni i zająłem stolik w rogu, z dala od porannego tłumu laptopów. Hawthorne Grounds było jedną z tych portlandzkich instytucji – ceglane ściany, lokalna sztuka, kawa z jednego źródła, bariści z większą ilością tatuaży niż cierpliwości.
Goldie wpadła z prędkością światła o dziewiątej, z krótko obciętymi srebrnymi włosami, w skórzanej kurtce, która prawdopodobnie kosztowała więcej niż mój miesięczny czynsz. Usiadła na krześle naprzeciwko mnie i wpatrywała się w moją twarz.
„Jasper King, nie słyszałem od ciebie od, powiedzmy, trzech lat? Odkąd przeszedłeś na emeryturę.”
„Potrzebuję pomocy z projektem” – powiedziałem. „Coś teatralnego”.
„Znowu reżyserujesz? Myślałem, że już skończyłeś.”
„Nie reżyseruję. Tworzę. Pamiętasz tę produkcję „Dokręcania śruby”, gdzie sprawiliśmy, że widzowie myśleli, że widzą duchy w lustrach?”
Jej palce bębniły o stół.
„Dopracowanie iluzji Pepper’s Ghost zajęło nam trzy miesiące”.
„Muszę sprawić, żeby dom był nawiedzony. Przekonująco. Profesjonalnie.”
Pochyliła się do przodu i ściszyła głos.
„To nie jest na pokaz, prawda?”
„To osobista sprawa. I zanim zapytasz: tak, to legalne. W większości”.
Na jej twarzy powoli pojawił się uśmiech.
„Opowiedz mi wszystko.”
Tak też zrobiłem.
Skradziony dom, zdrada Velmy, przelew Devo i pusta rezydencja w East Morland, czekająca na odkrycie niczym dowód.
Goldie słuchała, nie przerywając, a w jej oczach narastała iskra kreatywności. Kiedy skończyłem, odchyliła się do tyłu i roześmiała.
„Chcesz oszukać córkę profesjonalnymi efektami specjalnymi, Jasper? To albo najbardziej genialna, albo najbardziej szalona rzecz, jaką słyszałem w tym roku. Skłaniam się ku obu. Kiedy zaczynamy?”
„Jak tylko będziemy mieli plan. I sprzęt. I dostęp.”
Wyciągnęła telefon i zaczęła pisać notatki.


Yo Make również polubił
Ten przepis dostałam od mojej siostry
Trzy szklanki mąki na dziewięć magicznych tureckich bułeczek… Pieczemy je tylko 5 minut!
Pikantne ciasto francuskie z mięsem mielonym i serem
Koktajl z awokado