„Preprodukcja. Spektakl przygotowujemy w listopadzie. Kina Smart zaczynają wcześniej.”
„Do tylu urządzeń potrzebne będą przedłużacze. Jak wygląda sytuacja z zasilaniem?”
„Lokal ma wiele torów. Jesteśmy profesjonalistami. Robimy to od lat.”
Wzruszył ramionami i podliczył sumę.
„To będzie 847,63 dolara”.
Goldie nachyliła się w moją stronę, gdy przeciągnęłam kartę.
„Prawie tyle, co zaliczka na skradziony dom”.
Osiemset czterdzieści siedem dolarów za terroryzowanie własnej córki. W rubrykach z poradami dla rodziców nigdy nie poruszono tego scenariusza.
Wróciwszy do mieszkania, załadowaliśmy prawdziwy sprzęt: sprzęt teatralny ze starego kufra. Projektory holograficzne, których używałem w 2010 roku podczas inscenizacji „Opowieści wigilijnej” – ironia nie umknęła mojej uwadze. Czujniki ruchu z „Drakuli”. Sprzęt audio z niezliczonych przedstawień. Trzydzieści pięć lat zgromadzonych narzędzi, wreszcie ostatni występ.
Ubraliśmy się na czarno, włożyliśmy rękawice robocze do kieszeni i pojechaliśmy do East Morland w zimnym mroku. Zaparkowaliśmy dwie przecznice dalej i poszliśmy na posesję, niosąc sprzęt w ciemnych płóciennych torbach, które mogły być sprzętem sportowym.
Rododendrony za domem zdziczały, gałęzie grube jak mój nadgarstek zasłaniały okno w piwnicy. Goldie wyciągnęła z kieszeni obcinaczki do drutu i zabrała się do pracy, a ja pilnowałem ulicy. Trzask gałęzi rozbrzmiewał głośno w cichej okolicy, ale nie zapalało się światło. Nie szczekały żadne psy.
Okno stało tam, za wykarczowanymi gałęziami, dokładnie tak, jak pamiętała Goldie. Nacisnęła ramę. Ani drgnęła. Nacisnęła mocniej, kierując ją w górę. Coś kliknęło i okno otworzyło się do środka.
„Za tobą” – wyszeptała.
Spędziłem 35 lat budując scenografie teatralne. Nigdy nie myślałem, że wykorzystam te umiejętności do włamań. Mój związek zawodowy w teatrze byłby dumny – albo przerażony. Pewnie jedno i drugie.
Kolana trzeszczały mi, gdy przeciskałam się przez okno, spadając w stęchłą ciemność. Pajęczyny wplątały mi się we włosy. Stopy uderzyły o beton, a ja szukałam latarki w telefonie.
Przede mną rozciągała się piwnica – pusta, zakurzona, równie opuszczona jak reszta domu.
Goldie przekazywała sprzęt kawałek po kawałku. Projektory owinięte w ręczniki, skrzynki sensoryczne, przenośne głośniki, wiertarkę, elementy montażowe, mój stary mikrofon z sesji nagraniowej.
Pracowaliśmy metodycznie, Goldie podążała za mną po schodach do piwnicy z torbami przewieszonymi przez ramiona. W ciemnościach dom wydawał się ogromny. Nasze kroki odbijały się echem od drewnianych podłóg. Starałem się nie myśleć o wartościach nieruchomości, o tym, co to miejsce by dla mnie znaczyło, gdyby wszystko potoczyło się inaczej, i po prostu skupić się na pracy.
Zaczęliśmy w głównym korytarzu. Wywierciłem maleńkie otwory na mocowania czujników, trzymając ręce nieruchomo pomimo okoliczności, z pamięcią mięśniową zdobytą przez dekady budowy scenografii. Goldie rozmieściła czujniki ruchu, sprawdziła kąty, regulowała, aż była zadowolona.
„Ten wychwytuje ruch od drzwi wejściowych” – wyjaśniła, zaznaczając miejsca taśmą. „Ten monitoruje klatkę schodową. Ten obejmuje wejście do kuchni. Każdy, kto przez nią przejdzie, zostanie wykryty”.
Następnie sprzęt audio. Bezprzewodowe głośniki ukryte za listwami przysufitowymi, wciśnięte w kąty szaf, zamontowane w suficie piwnicy. Nagrałem ścieżkę dźwiękową wcześniej tego dnia, siedząc w łazience w mieszkaniu, bo akustyka była najlepsza, i mówiłem do mikrofonu, spokojnym, oskarżycielskim głosem.
Czemu mnie zdradziłaś, Velmo?
I:
Wiem, co zrobiłeś.
I:
To miał być mój dom.
Słysząc mój bezcielesny głos rozbrzmiewający w pustym domu, przeszedł mnie dreszcz. Goldie przypadkowo uruchomiła czujnik ruchu podczas konfiguracji, a mój własny głos mnie przeraził.
Jeśli dostanę zawału serca przez własny, nawiedzający sprzęt, ironia zabije mnie szybciej niż zawał serca.
Ostatni był projektor holograficzny, najbardziej skomplikowany. Goldie regulowała kąty, podczas gdy ja szedłem korytarzem, testując odległości rzutu. Kiedy była zadowolona, uruchomiła go ręcznie. Na ścianie pojawiła się cienista postać, zniekształcona, oskarżycielska, rozpoznawalna jako ludzka, ale w jakiś sposób niesłuszna – moja sylwetka rozciągnęła się i zdeformowała.
Uśmiechnęła się.
“Doskonały.”
Wyszliśmy trzy godziny później, dokładnie tak, jak planowaliśmy. Goldie pierwsza wdrapała się przez okno, a ja podałem jej torby ze sprzętem, po czym sam się wyczołgałem, mimo że mięśnie protestowały przez całą drogę. Odłożyliśmy gałęzie rododendronów tak dobrze, jak potrafiliśmy, i wróciliśmy do samochodu bez słowa.
Devo zadzwonił następnego ranka.
„Raport wrócił. Już go przesyłam.”
Wyciągnąłem jego maila na laptopie, podczas gdy on czekał na linii. Praca prywatnego detektywa była dokładna: dwadzieścia stron dokumentacji finansowej, raportów kredytowych, dokumentów nieruchomości, rekonstrukcji chronologii.
„Czterysta pięćdziesiąt tysięcy długu” – powiedział Devo. „Karty kredytowe, rachunki za leczenie, pożyczki osobiste. Tato, toną”.
„Rachunki za leczenie czego?”
„Śledczy nie mógł uzyskać szczegółów. Ochrona HIPAA. Ale jest papierowy ślad prowadzący do Oregon Health & Science University. Wysokie opłaty od marca 2024 roku, trwające do września, zaraz po zakupie domu – a może tuż wcześniej. Może dlatego potrzebowali pieniędzy”.
Przewijałem stronę za stroną wezwań do zapłaty, pozwów sądowych o niezapłacone długi, wyciągów z kart kredytowych z przekroczonym limitem. Liczby malowały obraz desperacji, ale niepełny. Szczegóły medyczne pozostały ukryte pod groźbą przepisów o ochronie prywatności.
„To dlaczego po prostu nie zapytasz?” – zapytałem. „Po co kraść?”
„Duma. Wstyd. Nie wiem, tato, ale oni są zdesperowani”.
Dwadzieścia lat temu bez ostrzeżenia wypłynęło mi na myśl. Praca na trzech etatach, żeby opłacić czesne Velmy za studia – scenograf w dzień, sprzątaczka w szpitalu na noc, złota rączka w weekendy – zasypianie przy kuchennym stole nad rachunkami, Velma wracająca do domu na ferie wiosenne, zastanie mnie w takim stanie, zrobi kawę i usiądzie naprzeciwko mnie ze łzami w oczach.
„Tato, mogę wziąć urlop semestralny, znaleźć pracę, pomóc w…”
A ja jej przerywam.
„Nie. Skończysz. Będziesz miał okazje, których ja nie miałem.”
Tego dnia mocno mnie przytuliła.
„Nigdy nie zapomnę tego, co dla mnie robisz. Nigdy.”
Ale ona zapomniała. Albo coś ją zmieniło. Albo może nigdy nie znałem jej tak dobrze, jak myślałem.
Kilka dni później siedziałem w bibliotece publicznej przy komputerze, gdzie nikt nie mógł mnie łatwo namierzyć, i napisałem anonimowy list, próbując znaleźć coś, co nie będzie przypominało rozpoznawalnego wzoru.
Dom czeka na Ciebie. Czas się wprowadzić.
Wydrukowałem to na papierze bibliotecznym, bez adresu zwrotnego, pojechałem na pocztę w centrum i stamtąd wysłałem. Nie do namierzenia.
Mój telefon zawibrował w piątkowy wieczór. Nieznany numer. Wiadomość SMS.
Wiemy, że za tym stoisz. Zostaw nas w spokoju, albo dostaniemy nakaz sądowy.
Wpatrywałem się w ekran i pokazałem go Goldie, która przyszła sfinalizować nasz plan monitorowania.
Przeczytała i się roześmiała.
„Myślą, że to ty wysłałeś list. Nie mają pojęcia, co ich tak naprawdę czeka”.
Nie śmiałem się.
„To mnie martwi. Wejdą do tego domu bez ostrzeżenia”.
„O to właśnie chodziło, prawda?”
Moja ręka wciąż sięgała po telefon, zawisając nad przyciskiem zasilania zdalnego wyłącznika awaryjnego, który zainstalowaliśmy. Kusiło mnie, żeby wszystko wyłączyć, odwołać to, znaleźć jakieś inne rozwiązanie.
Ale tego nie zrobiłem. Jeszcze nie. System pozostał aktywny, uzbrojony i czekał.
Gdzieś po drugiej stronie miasta, w ich prawdziwym domu, Velma czytała mój list. Ręce jej się pewnie trzęsły, kubek kawy niebezpiecznie się przechylił, a w piersi narastał strach. Cornelius pewnie to zbywał, nazywając mnie starym głupcem i upierając się, że nie mają się o co martwić.
Mieli się o co martwić. Tylko jeszcze o tym nie wiedzieli.
Tego popołudnia Cornelius wrzucał ubrania do walizek, a agresywna energia biła od niego niczym ciepło. Velma wahała się przy każdym przedmiocie, unosząc ręce nad wieszakami.
„Czy naprawdę musimy to robić teraz? Jesteśmy właścicielami tego domu od roku”.
„Jeśli nie ustalimy miejsca zamieszkania, będzie to wyglądać podejrzanie”.
„Komu to wydaje się podejrzane? Już nas złapali. Mój brat wie. Mój ojciec wie.”
„Prawnie rzecz biorąc, jest nasz. Jeśli w nim mieszkamy i z niego korzystamy, mamy większe roszczenia, jeśli spróbują go pozwać. Poza tym…” Zerknął na kalkulator w telefonie. „Możemy wynająć apartament w piwnicy za 1500 dolarów miesięcznie. Może sypialnię na górze za kolejny tysiąc”.
„Czynsz? Chcesz, żeby obcy mieszkali w domu mojego ojca?”
„To teraz nasz dom, a my toniemy. To tratwa ratunkowa”.
„To miejsce zbrodni.”
„Cztery sypialnie i trzy łazienki w East Morland. Pakuj torbę. Wyjeżdżamy dziś wieczorem”.
Ich samochód zajechał o zmierzchu pod adres SE Woodstock 4521, a światła reflektorów oświetliły ogromny, pusty dom. Ręka Velmy drżała, gdy otwierała drzwi wejściowe kluczami, które spaliły się w jej torebce od roku.
W domu unosił się zapach kurzu i opuszczenia. Rozłożyli dmuchany materac w głównej sypialni, jedli tajskie jedzenie na wynos prosto z pojemników na blacie kuchennym. Żadnych mebli, żadnych zasłon, tylko te same pokoje i ich poczucie winy.
Velma leżała w środku nocy bezsennie, wpatrując się w sufit, nie mogąc zasnąć w skradzionym domu.
Nad ranem coś kliknęło – niezauważalnie, mechanicznie. Wtedy mój głos wypełnił ciemność, nie z jednego kierunku, ale zewsząd, przeplatając się z teatralnym pogłosem.
„Velmo, dlaczego zabrałaś mnie do domu?”
Zerwała się na równe nogi, a jej serce zaczęło walić.
„Korneliuszu! Korneliuszu!”
Jęknął i przewrócił się.
„Co? Co to jest?”
„Słyszałeś to? Głos. Głos taty.”
„Nic nie słyszę.”
Głos rozległ się ponownie, odbijając się echem od ścian.
„Jestem tutaj. W ścianach. W twoim poczuciu winy.”
„No i co! Musiałeś to usłyszeć.”


Yo Make również polubił
Usuń grzybicę z paznokci jednym pociągnięciem i spraw, by rosły
Kiełbasa ziemniaczana – pyszna, tania i absolutnie oryginalna. Czegoś tak dobrego dotąd nie jadłam
Słynne ciasto, które moja mama piekła w latach 80. i 90.: proste i smaczne
Oto jak mieć piękne i kolorowe pelargonie, które upiększą Twój ogród