Pani Whitaker, tu Edwin. Czy moglibyśmy się dzisiaj spotkać, aby omówić harmonogram przeniesienia własności? Chcemy, aby przebiegło to jak najsprawniej dla wszystkich zaangażowanych.
Uprzejmość była niemal gorsza niż chłodna bezpośredniość Sydney. Przynajmniej Sydney nie udawał, że zależy mu na tym, żeby mi wszystko ułatwić.
„Oni już planują transfer” – powiedziałem, pokazując Martinowi wiadomość.
Jego twarz pociemniała.
„Poganiają cię. Klasyczna taktyka nacisku. Colleen, błagam cię, przemyśl to jeszcze raz. Daj sobie czas na żałobę, na przetworzenie tego, co straciłaś. Nie podejmuj nieodwracalnych decyzji, będąc w szoku”.
Ale już nie byłem w szoku. Odrętwienie, które towarzyszyło mi w chorobie i śmierci Floyda, ustępowało, zastąpione czymś, co wydawało się niemal jasnością. Nie mogłem walczyć z Sydney i Edwinem, ich prawnikami, poczuciem wyższości i dogłębną znajomością spraw biznesowych Floyda.
Ale może nie musiałem walczyć z nimi bezpośrednio.
„Gdybym miał podpisać te papiery” – powiedziałem powoli – „co dokładnie bym podpisał?”
Martin westchnął ciężko, zdając sobie sprawę z porażki.
„Wszystkie roszczenia do głównego miejsca zamieszkania, nieruchomości nad jeziorem Tahoe, aktywów firmy, wszelkich wspólnych kont lub inwestycji. Zatrzymasz tylko wypłatę z ubezpieczenia na życie i wszelki majątek osobisty, który należał do Ciebie przed zawarciem małżeństwa”.
„A w zamian?”
„Zgodziliby się spłacić długi medyczne z funduszy spadkowych przed wypłatą. Uwolnilibyście się od tych zobowiązań”.
To było coś. Przynajmniej po spłaceniu długów zostałoby mi całe dwieście tysięcy, a nie tylko dwadzieścia tysięcy. Wciąż za mało, żeby zapewnić sobie długoterminowe bezpieczeństwo, ale wystarczająco, żeby przetrwać, dopóki nie dowiem się, co będzie dalej.
„Muszę zobaczyć dokładny język” – powiedziałem.
Martin otworzył laptopa i zaczął pisać.
„Sporządzę dokument, który będzie chronić twoje interesy w jak największym stopniu, jak to możliwe w tych okolicznościach. Ale Colleen, kiedy to podpiszesz, nie będzie już odwrotu. Nie będziesz miała żadnych środków prawnych, jeśli później odkryjesz informacje, które mogłyby zmienić twoją decyzję”.
“Rozumiem.”
Ale nawet kiedy to mówiłam, zastanawiałam się, czy naprawdę rozumiem. Klucz w mojej torebce zdawał się robić coraz cięższy. Ciągłe przypomnienie, że Floyd coś mi zostawił, jakąś wiadomość lub instrukcję, której jeszcze nie rozszyfrowałam.
Czy popełniałem straszny błąd, poddając się tak łatwo? A może kierowałem się instynktem, który sięgał głębiej niż logika?
Mój telefon znów zawibrował. Tym razem to Sydney.
Mamo, doceniamy Twoją współpracę w tym trudnym czasie. Edwin i ja chcemy, aby ta zmiana była jak najmniej bolesna. Może uda nam się wszystko sfinalizować do końca tygodnia.
Matka.
Nazywał mnie mamą, kiedy czegoś chciał, ale to brzmiało pusto. Gdzie była ta rodzinna troska w ostatnich miesiącach życia Floyda, kiedy siedziałam sama w szpitalnych poczekalniach?
„Chcą, żeby wszystko było podpisane do końca tygodnia” – powiedziałem Martinowi.
„Oczywiście, że tak” – powiedział Martin. „Im szybciej zdobędą twój podpis, tym mniej czasu będziesz miał na zmianę zdania lub zasięgnięcie drugiej opinii”.
Przyglądał mi się uważnie.
„Colleen, coś w tej całej sytuacji wydaje mi się nie tak. Sydney i Edwin zachowują się, jakby bali się, że odkryjesz coś, co skomplikuje ich sprawę spadkową. Mężczyźni zazwyczaj nie spieszą się z postępowaniem spadkowym, chyba że mają powody do obaw”.
Ta myśl też przyszła mi do głowy. Przez wszystkie lata, kiedy znałem Sydney i Edwina, nigdy nie byli szczególnie skuteczni ani pilni w żadnej sprawie. Sydney była metodyczna aż do bólu, a Edwin wręcz niespieszny w swoim podejściu do biznesu. Ta nagła potrzeba szybkiego rozwiązania wydawała się nie w ich stylu.
„Może po prostu chcą iść dalej” – powiedziałem, choć sam w to nie wierzyłem.
„Albo może wiedzą coś, o czym ty nie wiesz” – powiedział cicho Martin.
Martin zamknął laptopa i znów pochylił się do przodu.
„Colleen, zapytam cię jeszcze raz. Czy poświęcisz co najmniej czterdzieści osiem godzin na przemyślenie tego? Prześpij się z tym. Porozmawiaj z przyjacielem, terapeutą, z kimś, kto nie jest emocjonalnie zaangażowany w wynik”.
Prawie się roześmiałem.
Przyjaciel?
Floyd i ja byliśmy najlepszymi przyjaciółmi od dwudziestu dwóch lat. Pozwoliliśmy innym przyjaźniom zaniknąć, skupiając się na budowaniu wspólnego życia, zabawianiu jego współpracowników, prowadzeniu jego domu. Byłam żoną Floyda, macochą Sydney i Edwina. Ale nigdy do końca nie zrozumiałam, kim jestem jako kobieta.
„Nie potrzebuję czterdziestu ośmiu godzin” – powiedziałem. „Już zdecydowałem”.
Martin przyglądał mi się przez dłuższą chwilę, po czym powoli skinął głową.
„W porządku. Przygotuję dokumenty, ale chcę mieć wszystko na piśmie. Ich zgodę na uregulowanie długów medycznych, jasny harmonogram wypłaty odszkodowania z ubezpieczenia oraz klauzulę chroniącą przed przyszłymi roszczeniami dotyczącymi majątku Floyda”.
“Dziękuję.”
„Nie dziękuj mi jeszcze” – powiedział Martin, a w jego głosie słychać było przeczucie. „Zaraz pomogę ci popełnić prawdopodobnie największy błąd w twoim życiu”.
Wychodząc z biura Martina i idąc przez marmurowy hol w stronę windy, dostrzegłam swoje odbicie w wypolerowanych ścianach. Kobieta, która na mnie patrzyła, była kimś, kogo ledwo rozpoznałam. Starsza, z pewnością, ale też jakoś bardziej solidna, bardziej obecna. Przez dwadzieścia dwa lata byłam żoną Floyda, definiowaną przez moją relację z nim i jego synami. Po raz pierwszy od jego śmierci byłam zmuszona zrozumieć, kim była Colleen Morrison Whitaker, pozbawiona tych ról.
Drzwi windy się otworzyły i weszłam do środka. Zjeżdżając w stronę parkingu, jeszcze raz dotknęłam kluczyka w torebce.
Floyd coś mi zostawił. Byłem tego pewien. I cokolwiek to było, Sydney i Edwin o tym nie wiedzieli.
Klucz otworzył skrytkę depozytową w First National Bank na J Street, skrytkę, o której istnieniu nie miałem pojęcia. Spędziłem dwa dni metodycznie przeszukując każdy centymetr naszego domu, coraz bardziej sfrustrowany każdą pustą szufladą i bezużyteczną szafką. Dopiero gdy przeglądałem portfel Floyda, ten, który szpital oddał mu z rzeczami osobistymi, znalazłem małą wizytówkę schowaną za jego prawem jazdy.
First National Bank, z ręcznie napisanym numerem na odwrocie: 379.
Sam bank był instytucją z centrum miasta, która istniała tam od zawsze, miejscem z mosiężnymi okuciami i holem, w którym unosił się delikatny zapach szamponu do dywanów i starych pieniędzy. Ochroniarz przy wejściu skinął mi głową, jakby zobaczył zbyt wielu ludzi niosących w sobie zbyt wiele żalu, by zadawać pytania.
Kierowniczka banku, miła kobieta o imieniu Patricia, która pamiętała Floyda z jego sporadycznych wizyt, z należytym współczuciem zaprowadziła mnie do skarbca.
„Pan Whitaker był bardzo konkretny w sprawie tego pudełka” – powiedziała, schodząc po marmurowych schodach. „Tylko ty i on mieliście do niego dostęp. Otworzył je jakieś sześć miesięcy temu”.
Sześć miesięcy temu.
Mniej więcej w tym samym czasie, gdy stan zdrowia Floyda zaczął się pogarszać, zaczął odbywać te tajemnicze spotkania biznesowe, o których nigdy mi do końca nie wyjaśnił. Spotkania zbywał pocałunkiem w czoło i cichym: „Powiem ci później, kochanie”, jakby odkładał to na lepszy dzień. Nigdy go nie doczekaliśmy.


Yo Make również polubił
Wymieszaj tak krem Nivea i oliwę z oliwek, aby odmłodzić twarz 10 lat
Przepis na Supangle
Szybki przepis dla gości w 10 minut Ja używam tylko 2 opakowań placków ziemniaczanych
Faszerowane udka z kurczaka – wyjątkowy przepis na pyszny, rodzinny obiad!