Ale było coś jeszcze, coś, co sprawiło, że ścisnęło mnie w żołądku. Skoro Sydney i Edwin byli tak zdesperowani, że okradli umierającego ojca, co zrobiliby, gdyby odkryli, że ich spadek to w rzeczywistości góra długów?
Czy będą mnie ścigać? Czy będą próbowali zmusić mnie, żebym pomógł im wydostać się z finansowej dziury, którą Floyd dla nich wykopał?
Ostrożnie odłożyłam wszystkie dokumenty z powrotem do sejfu, z wyjątkiem wizytówki i listu Floyda. Schowałam je bezpiecznie w torebce.
Jutro zadzwonię do Mitchell and Associates i dowiem się, co dokładnie zaaranżował Floyd.
Ale dziś wieczorem musiałem usiąść na kolacji z Sydney i Edwinem, wiedząc to, co teraz o nich wiedziałem. Musiałem się uśmiechać i kiwać głową, gdy omawiali swoje plany dotyczące naszych nieruchomości, udając, że nie wiem, że odziedziczą po nas tylko długi i kłopoty prawne.
Gdy jechałem do domu, zadzwonił mój telefon.
To był Edwin.
„Colleen” – powiedział ciepłym, udawanym głosem. „Bianca i ja chcielibyśmy zaprosić cię dziś wieczorem na kolację. Pomyśleliśmy, że miło byłoby spędzić trochę czasu z rodziną, zanim sfinalizujemy wszystkie sprawy prawne”.
Czas dla rodziny.
Jak miło z ich strony.
„Brzmi cudownie” – powiedziałam, zaskoczona, jak spokojnie brzmiał mój głos. „O której godzinie?”
„Siedem” – powiedział Edwin. „Colleen, naprawdę chcemy, żebyś wiedziała, jak bardzo doceniamy, z jaką gracją sobie ze wszystkim radzisz. Tata byłby dumny”.
Tata byłby dumny, gdyby Edwin wiedział, co tata naprawdę myślał o jego synach, uzależnionych od hazardu i tonących w długach.
Kiedy się rozłączyłem i ruszyłem w dalszą drogę, zmierzając ku prawdopodobnie mojej ostatniej kolacji jako członka rodziny Whitaker, zdałem sobie sprawę, że coś się we mnie zmieniło. Smutek i zagubienie, które nosiłem w sobie od śmierci Floyda, wciąż tam były, ale teraz mieszały się z czymś innym, czymś cięższym i bardziej skupionym.
Sydney i Edwin uważali się za takich sprytnych, manipulując pogrążoną w żałobie wdową i zmuszając mnie do podejmowania decyzji, zanim zdążyłam jasno pomyśleć. Nie mieli pojęcia, że ich ojciec przez cały czas wyprzedzał ich o dziesięć kroków.
I z pewnością nie mieli pojęcia, że wyprzedzę ich o dziesięć kroków.
Kolacja zapowiadała się naprawdę bardzo ciekawie.
Dom Edwina i Bianki w Granite Bay był pomnikiem pożyczonych pieniędzy i pozornego sukcesu. Wjeżdżając na ich okrągły podjazd, nie mogłem nie zauważyć nowych luksusowych samochodów, BMW i Mercedesa, które ewidentnie kosztowały więcej niż większość ludzi zarabia w ciągu roku. Na drzwiach wejściowych wciąż wisiały dwa wieńce – gustowna zieleń z małymi białymi wstążeczkami, które krzyczały: „Jesteśmy ludźmi, którzy opłakują zmarłych właściwie, publicznie, performatywnie”.
Teraz zrozumiałem, skąd wzięły się te pieniądze.
Bianca otworzyła drzwi w sukience od projektanta, która prawdopodobnie kosztowała więcej niż mój miesięczny budżet na zakupy spożywcze. W wieku trzydziestu ośmiu lat doprowadziła do perfekcji sztukę dbania o siebie. Pasemka kosztujące sześćset dolarów co osiem tygodni. Paznokcie wymagające cotygodniowych poprawek. Biżuteria mieniąca się kamieniami, które były częścią ubezpieczenia.
„Colleen” – wykrzyknęła, przyciągając mnie do siebie i całując w powietrzu, aż musnęła lekko mój policzek. „Wyglądasz wspaniale. Jak się trzymasz?”
Troska w jej głosie była tak szczera, jak kolor jej paznokci, ale uśmiechnąłem się i udawałem, że ją kocham.
„Daję sobie radę, kochanie. Dziękuję za zaproszenie.”
Sydney już tam był, rozparty w gabinecie Edwina z szkocką w dłoni, która prawdopodobnie kosztowała więcej za butelkę, niż ja wydałem na zakupy spożywcze w ciągu miesiąca. Pokój był wykończony ciemnym drewnem i skórą, zaprojektowany tak, by sugerować sukces i stabilizację. To, co w rzeczywistości sugerowało, gdy znałem prawdę, to desperackie przekroczenie granic.
„Mamo” – powiedziała Sydney, wstając, żeby mnie krótko przytulić. „Wyglądasz lepiej. Martwiłam się o ciebie po naszej wczorajszej rozmowie”.
Wczoraj, kiedy powiedział mi, że jestem praktycznie bezdomny i bankrutem.
Takie wzruszające zaniepokojenie.
Edwin wyszedł z kuchni, niosąc kieliszek wina wypełniony czymś, co wyglądało na bardzo drogie Chardonnay.
„Colleen, cieszę się, że mogłaś przyjść. Bianca gotowała całe popołudnie. Jej słynny łosoś w ziołowej panierce.”
Cała trójka krążyła wokół mnie jak uprzejmi gospodarze, częstując drinkami i przystawkami, komentując mój wygląd i pytając o plany. To był mistrzowski pokaz rodzinnej troski i gdybym nie spędził popołudnia na czytaniu o ich długach hazardowych i nieudanych przedsięwzięciach biznesowych, pewnie byłbym wzruszony.


Yo Make również polubił
PĄCZUSIE NA SERKU HOMOGENIZOWANYM
Pieczony bakłażan: proste, ale smaczne danie wegetariańskie do spróbowania
Ciasto bostońskie z kremem
Magiczna sałatka pomidorowa: eksplozja smaku w ustach