Na zewnątrz Park Avenue lśniła od świątecznych resztek, światełek wiszących niczym obietnice na witrynach sklepowych, turystów robiących zdjęcia, jakby Nowy Jork był pocztówką. Normalne życie toczyło się dalej. Zawsze tak było.
Zatrzymałam się przed witryną Louis Vuitton i zobaczyłam torebkę, którą rozpoznałam z opisów, wyeksponowaną niczym ołtarz. Audrey wywiesiła ją z podpisem o tym, że jest rozpieszczona.
Mój telefon zawibrował.
Wiadomość od Mateusza.
Mamo, dzień dobry. Gdzie jesteś? Wpadłem do mieszkania w Chelsea, które myślałem, że jest twoje, ale portier powiedział, że mieszka tam młoda para. Możesz do mnie zadzwonić? Martwię się.
Odłożyłem telefon i nie odpowiedziałem.
Poszedłem do małej kawiarni w Soho, takiej, która nie wyglądała na zaprojektowaną specjalnie na Instagram, tylko na dobrą kawę i uczciwe jedzenie. Zamówiłem cortado i croissanta. W sumie zapłaciłem trzy dolary i pięćdziesiąt centów. Barista podał mi kawę, jakby to miało znaczenie, jakby drobne transakcje nadal zasługiwały na szacunek.
Zadzwonił mój telefon. James.
„E-maile zostały wysłane” – powiedział. „Matthew powinien je otrzymać lada moment”.
„Doskonale” – odpowiedziałem.
„Katherine” – powiedział łagodnie – „czy na pewno wszystko w porządku?”
Spojrzałem przez okno na ludzi spieszących ulicą, z kołnierzykami podniesionymi dla ochrony przed zimnem, a każdy z nich skrywał jakąś prywatną historię, której nikt inny nie widział.
„Po raz pierwszy od trzech lat” – powiedziałem – „wszystko w porządku”.
Rozłączyłem się i wziąłem łyk kawy. Gorącej. Mocnej. Bez dodatków.
Dokładnie tak jak prawda, która miała dotknąć mojego syna.
Matthew siedział przy stole w jadalni w penthousie z otwartym laptopem. Poranne światło padało ostro na białe blaty, o których nieskazitelną czystość Audrey uparcie dbała. Audrey wciąż spała, owinięta w drogie prześcieradła, z twarzą zwróconą w stronę okna, jakby należała do panoramy miasta.
Poprzedniej nocy kłócili się aż do wczesnego rana na temat „dramatu Katherine”.
„Zawsze była dramatyczna” – powiedziała Audrey. „Wróci jutro i będzie błagać. Uwielbia grać ofiarę”.
Ale dziś rano nie otrzymałem żadnych wiadomości, nie zadzwoniłem, panowała tylko cisza, która niczym ucisk ściskała żebra Matthew.
Otworzył skrzynkę odbiorczą.
Wśród firmowych e-maili i newsletterów świątecznych, których nigdy nie przeczytał, zobaczył temat, który sprawił, że ścisnęło go za gardło.
Powiadomienie formalne: umowa najmu nie zostanie przedłużona.
Nadawca: Vega Properties Administration.
Serce zaczęło mu walić, gdy otworzył e-mail. Przeczytał pierwszą linijkę, potem drugą, a potem cały e-mail trzy razy, bo jego mózg nie chciał go przyjąć.
Nie podlega przedłużeniu. Prosimy o opuszczenie nieruchomości do 31 stycznia.
„Co do cholery?” – wyszeptał.
Wybrał numer na dole. Telefon zadzwonił, a potem odezwał się profesjonalny głos.
„Administracja Vega Properties. Dzień dobry.”
„Tu Matthew Vega” – powiedział, starając się brzmieć spokojnie, choć panika podchodziła mu do gardła. „Właśnie dostałem e-maila z informacją o wypowiedzeniu umowy najmu. Musiała zajść jakaś pomyłka. Zawsze płaciłem na czas”.
„Chwileczkę” – powiedział głos. Klawiatura kliknęła. Pauza, która wydała się wyrokiem.
„Panie Vega” – odparła kobieta – „nie ma mowy o pomyłce. Właściciel zdecydował się nie przedłużać umowy. Zgodnie z pańską umową ma do tego prawo”.
„Ale dlaczego?” – naciskał Matthew. „Czy zrobiłem coś złego?”
„Nie mam takich informacji, proszę pana” – odpowiedziała. „Wykonujemy decyzję właściciela”.
„Kto jest właścicielem?” – zapytał. „Muszę z nimi porozmawiać”.
„Te informacje są poufne” – powiedziała. „Jeśli chcesz się odwołać, możesz złożyć formalny wniosek do naszego biura przy Park Avenue”.
„Park Avenue” – powtórzył Matthew, marszcząc brwi.
„Tak, proszę pana. Czy mogę jeszcze w czymś pomóc?”
Przełknął ślinę.
„Czy będę mógł kontynuować wynajem, gdy nieruchomość znów pojawi się na rynku?”
„Oczywiście” – powiedziała uprzejmie. „Możesz aplikować jak każdy inny. Aktualna stawka rynkowa za ten lokal wynosi około trzydziestu ośmiuset dolarów miesięcznie”.
Matthew prawie upuścił telefon.
„Trzy tysiące osiemset” – powtórzył głuchym głosem.
„Obecnie płacisz tysiąc czterysta” – powiedziała. „Stawka preferencyjna, która już nie będzie obowiązywać”.
Połączenie zostało zakończone.
Matthew siedział nieruchomo, wpatrując się w ekran, jakby liczby mogły się zmienić, gdyby tylko się dobrze przyjrzał. Trzydzieści osiemset. Jego miesięczna pensja netto wynosiła dwadzieścia osiemset. To było matematycznie niemożliwe.


Yo Make również polubił
Nie gadaj. Wybierz paznokieć, aby zobaczyć, jakim typem kobiety jesteś
7 ćwiczeń na wewnętrzną stronę ud, które wyrzeźbią i ujędrnią górne partie nóg
Piankowe ciasto Fanta, och, wooow, jak mi się podoba!
Jedna kropla na ziemię wyeliminuje mrówki domowe w dwie minuty: niesamowite