Słyszę warkot silnika na zewnątrz. Samochód parkuje przed domem. Serce zaczyna mi walić szybciej. To mógł być on. To mógł być Richard.
Podnoszę się zdrową ręką, plecy ocierają się o ścianę, a złamane ramię krzyczy. Stoję, chwiejąc się w ciemności, gotowa, by to się skończyło, gotowa, by sprawiedliwość się zaczęła.
Słyszę dzwonek do drzwi. Potem głosy.
Głos Richarda jest niewątpliwie głęboki, stanowczy i pełen praktycznego znaczenia.
„Jestem prawnikiem pani Mary Aguilar” – mówi. „Masz trzydzieści sekund, żeby otworzyć te drzwi, albo wezwę policję za porwanie i napaść”.
Zapada cisza. Potem Robert mamrocze coś, czego nie słyszę.
„Nie interesuje mnie twoja wersja wydarzeń” – wtrąca się Richard. „Otwórz te drzwi, bo inaczej będzie dla ciebie bardzo źle”.
Klucz się obraca. Drzwi się otwierają. Światło na korytarzu razi mnie w oczy. Mrugam.
Richard stoi tam, starszy, niż go pamiętam, z kompletnie białymi włosami, ale jego obecność wypełnia drzwi. Za nim stoją Robert i Naomi – ona ze skrzyżowanymi ramionami i znudzonym wyrazem twarzy, on blady i sztywny.
Richard klęka obok mnie. Jego wzrok wędruje po moim ramieniu, opuchniętym i zgiętym. Zdejmuje kurtkę i zarzuca mi ją na ramiona.
„Mary” – mówi cicho – „wyciągniemy cię stąd. Naprawimy to. Wszystko”.
Wyciąga telefon i dzwoni po karetkę.
„Ona nie potrzebuje karetki” – wyrzucił z siebie Robert. „To był wypadek. Upadła. Ja po prostu…”
„Cisza” – warknął Richard, nawet na niego nie patrząc. „Nie mów ani słowa. Wszystko, co od tej chwili wyjdzie z twoich ust, może i będzie wykorzystane przeciwko tobie”.
Pomaga mi wstać. Ten ruch wywołuje nową falę bólu w ramieniu, ale zamiast krzyczeć, przygryzam wargę. Czekając na karetkę, Richard robi zdjęcia mojego ramienia, szafy i zamka na zewnątrz.
„Dowody” – mruczy.
Przyjeżdżają ratownicy medyczni. Badają mi rękę, zakładają prowizoryczny temblak, podają coś przeciwbólowego i kładą mnie na noszach. Kiedy wiozą mnie w stronę drzwi, widzę Brendę, zakrywającą usta dłońmi i wilgotnymi oczami.
„Idę z nią” – mówi.
Richard kiwa głową. „Jesteś świadkiem. Potrzebuję cię tam”.
W szpitalu natychmiast zabierają mnie na prześwietlenie. Młody lekarz z zaniepokojoną miną pokazuje mi zdjęcia.
„Pani Aguilar, ma pani całkowite złamanie kości ramiennej” – wyjaśnia. „To poważny uraz. Będzie pani potrzebowała operacji, żeby wstawić szpilkę”.
Mówi o ryzyku i czasie rekonwalescencji. Ledwo go słyszę. Myślę o moim synu. O tym, jak mi to zrobił. O tym, jak wybrał tę kobietę zamiast mnie.
Podczas gdy przygotowują mnie do operacji, Richard czuwa przy mnie.
„Mary, musisz mi opowiedzieć wszystko od początku” – mówi. „Każdą kradzież, każdą zniewagę, każdą groźbę. Wszystko”.
I mówię mu. Opowiadam mu o zaginionej biżuterii, skradzionych pieniądzach, sfałszowanych czekach, o tym, jak mnie odizolowali, że aż poczułam się jak wariatka. Opowiadam mu o wszystkim, podczas gdy pielęgniarki zakładają kroplówki i pchają moje nosze w stronę sali operacyjnej.
„Mam zdjęcia” – mówię. „No cóż, miałam. Zrobiłam zdjęcia mojej biżuterii w jej pokoju, dokumentów bankowych, które znalazłam. Ale Robert usunął je z mojego telefonu”.
Richard kręci głową.
„Nieważne. Są sposoby na odzyskanie usuniętych zdjęć. Daj mi swój telefon”.
Podaję mu ją. Wsuwa ją do teczki.
„Mój znajomy jest ekspertem w odzyskiwaniu danych” – mówi. „Przywrócimy wszystko, a nawet więcej”.
Kiedy budzę się po operacji, moja ręka jest w gipsie od barku do nadgarstka. Lekarz mówi mi, że wszystko poszło dobrze, że bolce są na miejscu i że będę potrzebował fizjoterapii przez kilka miesięcy.
Richard nadal tam jest, siedzi na krześle obok mojego łóżka i pracuje na laptopie.
„Jak się czujesz?” – pyta.
„Jakby przejechała mnie ciężarówka” – mruczę. Głos mam ochrypły od znieczulenia.
Uśmiecha się lekko. „Odpocznij. Zaczynamy pracę jutro”.
Zamykam oczy, ale zanim znów zasnę, pytam go:
„Co zamierzasz zrobić?”
Jego odpowiedź jest prosta.
„Sprawiedliwości, Mary. Domagam się sprawiedliwości”.
Spędzam trzy dni w szpitalu. Każdego ranka Richard przychodzi z wiadomościami.
Pierwszego dnia mówi mi, że wynajął prywatnego detektywa, aby śledził Naomi.
„Musimy wiedzieć o niej wszystko” – mówi. „Skąd pochodzi, co zrobiła, kogo jeszcze okradła”.
Drugiego dnia przynosi mi telefon.
„Odzyskaliśmy zdjęcia” – mówi. „Wszystkie. To czyste złoto. Mamy niezbite dowody kradzieży, fałszerstwa i oszustwa”.
Trzeciego dnia przybywa z małym, zadowolonym uśmiechem.
„Mary, twoja synowa to zawodowa przestępczyni” – mówi mi. „Mój detektyw znalazł kartotekę w innych stanach. Robiła to już wcześniej. Wychodzi za mąż za starszych mężczyzn albo wprowadza się do rodzin w trudnej sytuacji, kradnie wszystko, co się da, i znika. Ma co najmniej trzy tożsamości. Naomi to nawet nie jej prawdziwe imię”.
Czuję przypływ satysfakcji i grozy. Prostoty, bo miałam rację. Grozy, bo mój syn ożenił się z oszustką i nie chciał tego oglądać.
„Powiedziałeś Robertowi?” – pytam.
Richard kręci głową.
„Jeszcze nie. Najpierw zabezpieczymy wasz majątek. Ochronimy wasz dom, wasze konta bankowe, wszystko. Bo kiedy to się skończy, ona spróbuje przejąć wszystko, co się da”.
Przez te trzy dni Robert nie przychodzi.
Ani razu.
Żadnego połączenia. Żadnego SMS-a. Nic.


Yo Make również polubił
Niezwykłe Sauerrahm-Galaretki z Suszonymi Śliwkami i Orzechami – Przepis, Który Musisz Wypróbować!
Pojawia się po jedzeniu i znika. To nie zgaga – to może być sygnał nowotworu
Domowe mojito są znacznie smaczniejsze niż w barach i znacznie tańsze. Gotuj za kilka minut
Co roku przygotowuję tylko 2 kg ogórków i gotuję je przez 3 minuty