„Z różnych miejsc” – powiedział. „Niektóre od lekarzy, kiedy powiedziała im, że nie może spać. Niektóre ze stron internetowych, gdzie można kupić leki i wysłać je pocztą. I niektóre od sąsiada. Od pani Henderson”.
Podniosłam głowę.
„Od pani Henderson?” powtórzyłem.
Pani Henderson mieszkała obok mnie od dwunastu lat. Miała ponad siedemdziesiąt lat, mieszkała sama z trzema rozpieszczonymi kotami i niedawno przeszła wymianę stawu biodrowego. Przynosiłem jej zapiekanki po operacji i pomagałem wnosić pocztę na schody, kiedy jeszcze poruszała się na balkoniku.
„Jak?” zapytałem.
„Mama czasami zgłasza się na ochotnika, żeby odebrać jej recepty” – wyjaśnił Damian. „Pani Henderson po operacji ma naprawdę silne leki. Tabletki przeciwbólowe i środki nasenne. Mama mówi, że trudno jej dostać się do apteki, więc oferuje pomoc”.
Wyobraziłam sobie Nylę przy ladzie apteki, z zatroskanym uśmiechem i błyszczącymi oczami, podpisującą zamówienie na leki, które nie były jej.
„Czy ona je bierze?” – zapytałem.
„Trochę” – powiedział Damian. „Trzyma je w małym pojemniku w łazience. Miesza trochę różnych rodzajów, kiedy robi ci herbatę w torebkach.”
Poczułem się chory.
„To nie wszystko” – dodał.
Sięgnął do teczki i wyjął ręcznie zapisaną kartkę papieru — liniowany papier do zeszytu, o nierównych brzegach w miejscach, gdzie został wyrwany.
Na górze, czystym pismem Nyli, widniały słowa:
Notatki z postępów LM
LM Moje inicjały. Lucinda Morrison.
Poniżej znajdowały się daty obejmujące niemal dwa lata, po których następowały krótkie obserwacje.
15 marca – Pierwsza niewielka dawka. Brak natychmiastowej reakcji. Wydaje się zmęczona, ale obwinia wiek.
2 kwietnia – Nieznaczny wzrost. Pacjentka zgłasza uczucie „zamglenia”, ale nie wykazuje podejrzeń.
10 czerwca – Zauważalny wzrost dezorientacji. Łatwiejsza do przekierowania myśli w rozmowie.
3 września – Pacjentka ma nietypową jasność umysłu, problemy z pamięcią budzą wątpliwości. Zmniejsz dawkę na tydzień, aby uniknąć wizyty u lekarza.
Serce mi się ścisnęło, gdy czytałam, a każdy wers był zapisem mojego upadku. Upadku, który myślałam, że to tylko moje ciało mnie zdradza.
Na dole strony wpisy uległy zmianie.
1 października – Wzrost ciśnienia. Konieczna jest przyspieszona procedura. Przedmiot musi zostać usunięty przed kolejnym przeglądem finansowym.
10 października – Przygotowano mocniejsze pakiety na tydzień rejsowy. Kwoty obliczone dla „stałego rozwiązania” w ciągu 48–72 godzin po regularnym stosowaniu.
Słowa stały się niewyraźne.
„Trwałe rozwiązanie”. „Temat musi zniknąć”.
Nyla nie tylko powoli mnie wykańczała. Krążyła wokół tego właśnie tygodnia – tygodnia, w którym ona i Dean mieli popłynąć w rejs daleko od Ohio – jako idealnego momentu, żebym „naturalnie” odpoczęła w swoim własnym domu.
„Babciu?” Głos Damiana był cichy. „Wszystko w porządku?”
Zmusiłem się, żeby na niego spojrzeć. To niezwykłe dziecko nosiło w sobie taką wiedzę od lat.
„Jestem… tutaj” – powiedziałam, niepewnie wypuszczając powietrze. „I zostaniemy tutaj. Oboje”.
Skinął głową, a na jego twarzy malowała się determinacja.
„W takim razie musimy ją powstrzymać, zanim wróci” – powiedział. „Nie tylko po to, żeby cię nie skrzywdziła, ale żeby nie mogła skrzywdzić nikogo innego”.
„Jak?” zapytałem.
„Musimy udowodnić wszystko” – powiedział. „Nie tylko dokumenty. Potrzebujemy dowodu, że naprawdę potrafię mówić, dowodu, że kłamała na mój temat, i dowodu na temat leku”.
Miał rację.
Dokumenty były przerażające, ale dobry prawnik i tak mógłby spróbować zbagatelizować je jako nieporozumienia lub makabryczne badania. Potrzebowaliśmy czegoś niepodważalnego – czegoś, co jednocześnie pokazywałoby jej plany i mój stan.
W mojej głowie zaczął kształtować się plan.
„W porządku” – powiedziałem. „Będziemy potrzebować pomocy. Ale musimy działać szybko”.
Tego popołudnia, podczas gdy Damian spał – tym razem naprawdę spał, a nie tak ciężko i sennie, jak zbyt często go zasypiał po wizycie u rodziców – wykonałam dwa ważne telefony.
Najpierw zadzwoniłem do mojej prawniczki, Margaret Chen. Zajmowała się moimi dokumentami i planowaniem majątkowym od ponad piętnastu lat.
„Lucindo” – odpowiedziała ciepłym i profesjonalnym głosem. „Jak się masz? Dean wspomniał, że masz problemy z pamięcią. Zapytał, czy powinniśmy porozmawiać o aktualizacji twoich dokumentów”.
Zamknąłem oczy na sekundę. Dean już przygotowywał grunt.
„Właściwie, Margaret, czuję się jaśniej niż od miesięcy” – powiedziałem. „Ale muszę cię o coś ważnego zapytać. Hipotetycznie”.
„No dalej” – powiedziała.
„Gdyby ktoś podawał osobie starszej leki bez jej wiedzy, w sposób, który sprawiałby wrażenie zdezorientowanej lub chorej, jakiego rodzaju dowodów potrzebowałbyś, aby to udowodnić w sądzie?”
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
„Lucindo” – powiedziała ostrożnie – „czy to się tobie przytrafia?”
„Powiedzmy, że to całkiem możliwe” – odpowiedziałem. „Wolałbym nie wdawać się w szczegóły przez telefon – jeszcze nie. Muszę tylko wiedzieć, jakie dowody są istotne”.
„W porządku” – powiedziała, a jej głos się zaostrzył. „W takim przypadku chcielibyśmy mieć dokumentację medyczną z informacją o lekach, które nigdy nie zostały przepisane. Dokumentację planowania lub zamiaru – papierowy ślad, wiadomości, notatki. A jeśli to w ogóle możliwe, nagranie: wideo jest najlepsze, dźwięk wciąż ma ogromną moc. Nagranie osoby przyznającej się do popełnienia czynu – lub mówiącej o tym w sposób, który jasno pokazuje jej intencje”.
„Czy nagrania audio będą dozwolone?” – zapytałem.
„Mogą być” – powiedziała – „w zależności od prawa stanowego i sposobu ich uzyskania. Ale Lucinda, jeśli jesteś w bezpośrednim niebezpieczeństwie…”
„Na razie jestem bezpieczny” – powiedziałem, co formalnie było prawdą, o ile trzymałem się z dala od herbaty Nyli. „Musisz tylko być gotowy, jeśli wkrótce do ciebie zadzwonię”.
„Masz mój numer” – powiedziała. „I masz moją pełną uwagę”.
Po rozłączeniu się natychmiast zadzwoniłem do gabinetu mojego lekarza.
„Gabinet doktora Reevesa” – zaćwierkała recepcjonistka.
„Tu Lucinda Morrison” – powiedziałem. „Proszę, muszę z nią porozmawiać bezpośrednio. To pilne”.
Kilka minut później odezwał się mój lekarz pierwszego kontaktu.
„Lucindo” – powiedziała. „Myślałam o tobie. Dean dzwonił kilka tygodni temu, martwiąc się o twoją pamięć. Jak się czujesz?”
„Bardziej przypominam siebie niż od dawna” – powiedziałam szczerze. „Właśnie dlatego dzwonię. Czy to możliwe, że to, co uważaliśmy za utratę pamięci związaną z wiekiem, może być w rzeczywistości spowodowane lekami, o których przyjmowaniu nie wiedziałam?”
„Tak” – odpowiedziała natychmiast. „Zdecydowanie. Zwłaszcza u starszych pacjentów niezamierzone interakcje leków mogą powodować objawy przypominające wczesną demencję – dezorientację, zmęczenie, problemy z pamięcią. Czy ostatnio zaczęła pani przyjmować jakieś nowe leki lub suplementy?”
Zacisnęłam dłoń na telefonie.
„Właśnie o to się martwię” – powiedziałem. „Gdybym chciał mieć pewność – gdybym chciał sprawdzić, czy w moim organizmie są narkotyki, których nigdy świadomie nie brałem – co musielibyśmy zrobić?”
„Zrobilibyśmy szczegółowy panel badań krwi i badanie moczu” – powiedziała. „W ten sposób możemy wykryć większość popularnych leków, zwłaszcza jeśli przyjmujesz je regularnie. Czas ma znaczenie. Niektóre substancje szybko opuszczają organizm, inne utrzymują się dłużej”.
Zatrzymała się.
„Lucindo” – dodała łagodnie – „czy jest jakiś powód, dla którego uważasz, że ktoś może podawać ci leki bez twojej zgody?”
„Powodów jest więcej niż jeden” – przyznałem. „Czy możesz się ze mną spotkać jutro rano?”
„Poproszę pielęgniarkę, żeby wpisała cię na początku grafiku” – powiedziała. „A Lucinda? Jeśli to jest to, o czym myślisz, może będziemy musieli wezwać organy ścigania”.
„Krok po kroku” – powiedziałem. „Ale rozumiem”.
Kiedy się rozłączyłam, w domu panowała cisza, zakłócana jedynie szumem lodówki i cichym tykaniem zegara ściennego. Spojrzałam na teczkę z wydrukami i notatkami leżącą na stole, a potem w stronę korytarza, gdzie spał Damian.
Mieliśmy informacje. Mieliśmy mieć dowody medyczne.
Teraz potrzebowaliśmy sposobu, żeby zmusić Nylę do ujawnienia się.
Tego popołudnia kupiłem mały dyktafon cyfrowy w dużym sklepie w mieście. Nikt nie zwraca uwagi na babcię kupującą gadżet „do nagrywania prób chóru”. Sprzedawca nabił kasę, zapakował go i życzył mi miłego dnia.
Wróciwszy do domu, pokazałem to Damianowi.
„Jest malutki” – powiedział, szeroko otwierając oczy. „Można go schować wszędzie”.
„Właśnie o to chodzi” – powiedziałem. „Kiedy twoi rodzice wrócą, dopilnujemy, żeby słuchało”.


Yo Make również polubił
Sernik brzoskwiniowo-malinowy
Oto sekret czyszczenia rur spustowych, na światło dzienne wychodzi metoda hydraulików
Nieodparte ciasto z dżemem jagodowym
Jak zamrozić cukinię: wszystkie metody optymalnego przechowywania