„Szukam kogoś” – powiedziała łagodnie, choć w łagodności jej głosu kryła się stal. „Mój brat… Aaron Ward. Dwadzieścia cztery lata. Ciemne włosy. Zniknął trzy tygodnie temu. Ten bar był ostatnim miejscem, z którego się z kimś kontaktował”.
Cisza rozprzestrzeniła się niczym atrament po wodzie.
Ludzie się poruszyli. Unikali jej niewidzącego spojrzenia. Unikali odpowiedzialności.
I unikała jednego człowieka w szczególności.
Mężczyzna siedział samotnie w zacienionym kącie baru, przebrany za człowieka, niczym burza.
Damien „Raze” Calder.
On się nie poruszył, ale pokój wokół niego tak
Miał metr dziewięćdziesiąt, owinięty skórą i bliznami, a jego spokój był nie do opisania – spokój kogoś, kto już widział piekło i postanowił tam budować nieruchomość. Jego dłonie były szorstkie, niczym mapa zagojonych ran, a w ciemnych oczach kryły się historie, o które nikt nie śmiał pytać.
Ludzie mówili, że był bezduszny.
Ludzie mówili, że był bezwzględny.
Ludzie mówili, że kiedyś zmiażdżył tchawicę mężczyźnie za to, że podniósł rękę na kobietę.
Ludzie mówili wiele rzeczy.
Większość z nich była prawdziwa.
Niektóre z nich nie były.
Ale wszystkie one oznaczały jedno:
Nikt nie podszedł do Damiena Caldera i nie zażądał odpowiedzi.
Nikt…
…aż do Eleny Ward.
Poszła prosto w stronę potwora w pokoju
Jej laska zastukała mocniej.
Tłum rozstąpił się nie zdając sobie sprawy, że się przemieścił.
I Damien w końcu podniósł wzrok.
„Albo jesteś niesamowicie odważny” – powiedział głosem jak żwir – „albo niesamowicie głupi”.
„Może i jedno, i drugie” – odpowiedziała Elena. „Ale nie wyjadę bez brata”.
Spodziewał się strachu.


Yo Make również polubił
Kubek z czekoladą i śmietaną
Większość ludzi źle to rozumie. Do czego właściwie służy szuflada pod kuchenką?
Ciasto Cytrynowe: Przepis na Aksamitnie Wilgotne i Pełne Cytrusowego Aromatu
Napar oczyszczający płuca ze śluzu i toksyn