Ale dwa lata zamieniły się w trzy, potem w cztery. Jego listy stały się sporadyczne, a potem zupełnie ucichły. Słyszałam plotki, że zrobił karierę w nieruchomościach, ale wtedy poznałam Dantego – słodkiego, stałego Dantego, który kochał mnie bezwarunkowo, który nie musiał podbijać świata, żeby udowodnić swoją wartość.
Poślubiłam Dantego sześć miesięcy przed tym, jak Terry — Terrence — w końcu dał mi znać, że wraca do domu.
List wciąż tam był, schowany za ostatnim zdjęciem. Wyciągnąłem go drżącymi palcami, choć znałem każde słowo na pamięć.
„Moja najdroższa Hildo” – zaczynał się jego pogrubionym pismem. „Zrobiłem to. Wszystko, co ci obiecałem, i jeszcze więcej. Wracam do domu w przyszłym miesiącu i wtedy w końcu będziemy mogli rozpocząć wspólne życie. Kupiłem dom – nasz dom – i nie mogę się doczekać, aż przeniosę cię przez próg jako moją żonę. Cała moja miłość, wszystkie moje marzenia, wszystkie moje jutra należą do ciebie. Na zawsze twój, Terry”.
List został datowany na trzy tygodnie przed moim ślubem z Dantem.
Przycisnęłam list do piersi i poczułam, jak łzy spływają mi po twarzy.
Przez te wszystkie lata wmawiałem sobie, że Terry o mnie zapomniał – że jego obietnice były pustymi słowami młodego człowieka upojonego własnymi ambicjami. Ale dotrzymał słowa. Wrócił po mnie.
Po prostu należałam już do kogoś innego.
Ciche pukanie do drzwi sprawiło, że podskoczyłem.
Szybko wsunęłam album i list pod poduszkę i otarłam oczy.
“Proszę wejść.”
Patricia weszła z zaniepokojonym wyrazem twarzy.
„Pani Thompson, pan Hawthorne panią woła. Wydaje się… zdenerwowany.”
Wygładziłam włosy i poszłam za Patricią na dół, czując, jak serce wali mi w piersiach.
Czy mógł pamiętać? Czy dlatego tak uważnie mi się przyglądał?
Zastałem Terrence’a w gabinecie, wpatrującego się przez wysokie okna w ogrody. W pokoju unosił się delikatny zapach skóry i starych książek. Kiedy usłyszał moje kroki, obrócił wózek inwalidzki, a ja dostrzegłem coś innego w jego wyrazie twarzy.
Nie ta zimna kontrola, do której się przyzwyczaiłem, ale coś surowego. Bardziej wrażliwego.
„Hildo” – powiedział cicho – „muszę cię o coś zapytać i chcę, żebyś powiedziała mi prawdę”.
Założyłam dłonie przed sobą, żeby ukryć ich drżenie.
„Oczywiście, panie Hawthorne.”
„Byłeś kiedyś w Milbrook?” – zapytał. „To małe miasteczko jakieś dwie godziny drogi na północ stąd”.
Zaparło mi dech w piersiach.
Milbrook to miejsce, w którym dorastałem. Tam poznałem Terry’ego. Tam po raz pierwszy się zakochałem, w cieniu wyblakłej wieży ciśnień i pojedynczej sygnalizacji świetlnej w centrum miasta.
„Ja… nie jestem pewna” – skłamałam. Ale mój głos mnie zdradził.
Terrence przyglądał się mojej twarzy swoimi przenikliwymi, niebieskimi oczami.
„Była tam jadłodajnia” – powiedział powoli. „Murphy’s, chyba się nazywała. I małe jeziorko, gdzie młodzież chodziła w niedzielne popołudnia”.
Poczułem, jak tracę kolory na twarzy.
Murphy’s Diner, gdzie Terry postawił mi wiśniową colę i opowiadał dowcipy, które rozśmieszały mnie do łez. Jezioro, gdzie pierwszy raz mnie pocałował pod baldachimem gwiazd, świerszcze i odległy szum autostrady wokół nas.
„Panie Hawthorne, chyba mnie pan z kimś myli” – zdołałem wykrztusić. Ale nawet kiedy to mówiłem, widziałem w jego oczach, że wcale nie był zdezorientowany.
Maska zimnej kontroli zaczęła się zsuwać, odsłaniając mężczyznę, którego kiedyś kochałam każdą cząstką swojego jestestwa.
„Być może” – powiedział cicho, ale jego wzrok nie spuszczał mnie z oczu. „Być może tak”.
Gdy się odwracałem, żeby odejść, usłyszałem jego szept, który niemal sprawił, że ugięły się pode mną kolana.
„Żółta sukienka” – mruknął. „Zawsze pięknie wyglądałaś w żółtym”.
Tej nocy nie spałem.
Za każdym razem, gdy zamykałem oczy, widziałem na tych fotografiach młodą twarz Terry’ego. Słyszałem jego głos obiecujący, że po mnie wróci. A na dole mężczyzna, którym się stał, prawdopodobnie też leżał bezsennie, składając w całość te same wspomnienia, które rozdzierały mi serce.
Rano podjąłem decyzję.
Nie mogłem dłużej udawać. Ta farsa zżerała mnie żywcem i było jasne, że Terrence – Terry – z każdym dniem przypominał sobie coraz więcej.
Lepiej spojrzeć prawdzie w oczy, niż pozwolić jej powoli nas oboje zniszczyć.
Znalazłem go w oranżerii, czytającego poranną gazetę. Promienie słońca wpadające przez szklane ściany uwydatniły siwiznę jego włosów i przez chwilę widziałem nałożone na siebie dwie jego wersje – młodego człowieka pełnego marzeń i odnoszącego sukcesy, samotnego mężczyznę, którym się stał.
„Dzień dobry, panie Hawthorne” – powiedziałem, stawiając mu kawę dokładnie tam, gdzie lubił. Moje ręce były zaskakująco pewne. „Hildo”.
Podniósł wzrok znad gazety, a ja dostrzegłam wyczerpanie w jego niebieskich oczach.
„Dobrze spałeś?”
„Nie” – odpowiedziałem szczerze. „A ty?”
Cień uśmiechu przemknął po jego ustach.
„Nie. Ciągle myślałam o żółtych sukienkach i wiśniowej coli w Murphy’s Diner.”
Zaparło mi dech w piersiach.
Nie było już sensu zaprzeczać.
„Wiśniowa cola była za słodka” – powiedziałam cicho. „Zawsze mówiłeś, żebym wzięła waniliową, ale byłam uparta”.
Terrence zamknął oczy, a gdy je otworzył, były w nich łzy.
„Hildo Marie Brennan” – powiedział cicho. „Nosiłaś medalion po babci i miałaś bliznę na lewym kolanie po upadku z roweru, gdy miałaś osiem lat”.
Automatycznie dotknęłam gardła, w miejscu, gdzie kiedyś spoczywał medalion.
„Dałeś mi pierścionek” – wyszeptałam. „Małą srebrną obrączkę z obietnicą, że pewnego dnia zastąpisz ją diamentami”.
„Wciąż to mam” – powiedział. Jego głos był ledwie szeptem. „Noszę to ze sobą od czterdziestu ośmiu lat”.
Spojrzeliśmy na siebie przez dzielącą nas przestrzeń. Nie tylko przez te kilka kroków między jego wózkiem a miejscem, w którym stałam, ale przez dekady różnych żyć, różnych wyborów, różnych rodzajów miłości.
„Dlaczego mi nie powiedziałeś, kim jesteś?” zapytał.
Opadłam na krzesło naprzeciwko niego i nagle poczułam wszystkie swoje sześćdziesiąt osiem lat.
„Bo się bałam” – powiedziałam. „Bo już nie jestem tą dziewczyną, którą pamiętasz. Bo…” Wzięłam drżący oddech. „Bo ty też nie jesteś tym chłopcem, którego pamiętam”.
Terrence powoli skinął głową.
„Kiedy wróciłem i dowiedziałem się, że wyszłaś za mąż za Dantego Thompsona, chciałem cię znienawidzić” – przyznał. „Powiedziałem sobie, że tak naprawdę nigdy mnie nie kochałaś – że po prostu czekałaś na kogoś lepszego”.
„To nieprawda.”
Słowa zabrzmiały z większą siłą, niż zamierzałem.
„Czekałam, Terry. Czekałam, aż nie mogłam już dłużej czekać. Twoje listy przestały przychodzić i pomyślałam…” Otarłam łzę. „Myślałam, że o mnie zapomniałeś”.
„Nigdy nie przestałem pisać” – powiedział cicho. „Ale moi partnerzy biznesowi przekonali mnie, że dziewczyna z małego miasteczka będzie mnie powstrzymywać. Przechwytywali moje listy i mówili, że się przeprowadziłeś. Zanim zdałem sobie sprawę, co zrobili, byłeś już żonaty”.
Okrucieństwo tego zdarzenia było dla mnie jak fizyczny cios.
Wszystkie te lata zwątpienia, uczucia porzucenia, podczas gdy Terry przez cały czas próbował się ze mną skontaktować.
„Zatrudniłem prywatnego detektywa, żeby cię śledził” – kontynuował Terrence. „Wiem, że to brzmi okropnie, ale musiałem wiedzieć, że jesteś szczęśliwy. Wiedziałem, kiedy urodził się Harlo, kiedy przeprowadziłeś się do domu na Maple Street, kiedy Dante awansował w banku. Wiedziałem nawet, kiedy zachorował”.
Spojrzałam na niego zszokowana.
„Obserwujesz mnie od czterdziestu ośmiu lat” – powiedziałem powoli. „Z daleka”.
„Nigdy się nie wtrącałem. Nigdy nie próbowałem się z tobą skontaktować. Po prostu…” Spojrzał na swoje dłonie. „Musiałem wiedzieć, że wszystko u ciebie w porządku”.
Sięgnął do kieszeni kurtki i wyjął małe aksamitne pudełeczko.
„I wciąż miałem nadzieję, że pewnego dnia, w jakiś sposób, los pozwoli mi cię odzyskać.”
Drżącymi rękami otworzył pudełko, ukazując srebrny pierścionek, który dał mi tyle lat temu. Ten, który oddałam mu ze łzami w oczach dzień przed ślubem, nie mogąc znieść noszenia przysięgi innego mężczyzny, jednocześnie oddając życie Dantemu.
„Zatrzymałeś je” – wyszeptałem.
„Zachowałem wszystko. Każde zdjęcie, każdy list, który do mnie napisałeś, każde wspomnienie”. Spojrzał na pierścionek. „Nigdy się nie ożeniłem, Hilda. Powtarzałem sobie, że to dlatego, że byłem zbyt skupiony na biznesie. Ale prawda była prostsza”.
Podniósł wzrok i spojrzał mi w oczy.
„Nikt inny nie był tobą.”


Yo Make również polubił
Oto, co nauka mówi o jedzeniu banana na śniadanie
Ciasto malinowe z kwaśną śmietaną jest niesamowicie pyszne. Teraz czytam
Jak pozbyłam się plam starczych za pomocą taniego składnika z mojej kuchni
Dlatego powstają siniaki, nawet jeśli się nie uderzyłeś.